Seriale,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Sukcesja”, sezon 3

Sukcesja Jessiego Armstronga skomponowana została zgodnie z hitchcockowską zasadą, według której fabuła powinna zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma już tylko rosnąć. Serial jest drobiazgową wiwisekcją kondycji psychologicznej, obyczajowej i moralnej miliarderów – nowej klasy panującej; finansowej elity egzystującej gdzieś w okolicy Olimpu. To też znakomite i przejmujące studium przemocy psychicznej, rodzinnych traum i ich dalekosiężnych konsekwencji. Jak żaden inny współczesny serial dzieło Armstronga dogłębnie diagnozuje najważniejsze problemy naszych czasów, a mnogość wątków i motywów przyprawia o zawrót głowy. Dodać do tego należy emocjonalny rollercoaster, jaki twórcy fundują widzom w każdym odcinku, perfekcyjnie dopracowany scenariusz, wybitnie napisane postacie i równie wybitne aktorstwo, zdumiewający psychologiczny realizm i fakt, że Sukcesja wciąż potrafi zadziwiać i zachwycać, bez uciekania się do środków ostatecznych czy tanich, szokujących chwytów. Ten serial ma do zaoferowania o wiele więcej niż tylko podlaną czarnym jak smoła humorem satyrę na zdeprawowanych, socjopatycznych bogaczy. W trzecim sezonie twórcy nie biorą jeńców i udowadniają, że Sukcesja to najwybitniejszy i najważniejszy współczesny serial.

WRAŻENIA OGÓLNE

Anna Sroka-Czyżewska: Czekałam na trzeci sezon Sukcesji (o pierwszym sezonie pisała Ania tutaj) chyba najbardziej ze wszystkich ostatnich premier i kontynuacji serialowych. Dysfunkcyjna rodzina Royów przyciągnęła mnie na tyle mocno, że serial oglądałam z zapartym tchem, a każdy odcinek budował napięcie, które w zasadzie nie słabło nawet na chwilę. W trzecim sezonie mamy znowu powtórkę z najlepszego, co w serialu występuje, a są to: podli bohaterowie, intrygi, waśnie, okrutny żart i groteska, a także suspens, który przejął finałowy odcinek i sprawił, że i się zaśmiałam, i zrobiło mi się przykro. Nie jest to łatwy serial, ale dla kogoś kto już oglądał lub przymierza się do najnowszego sezonu, nie jest to zaskoczenie. Otrzymujemy solidną porcję podłości, arogancji i naprawdę sporo różnych zaburzeń psychicznych, które jak w kalejdoskopie widać u serialowego rodzeństwa i ich ojca. To bohaterowie upodleni, złamani, zmanipulowani. Ale przede wszystkim żądni władzy, której inaczej niż przez zdetronizowanie lub zawarcie paktu z ojcem, nie osiągną. W nowym sezonie produkcji HBO widzimy to coraz dokładniej i przyglądamy się z niemałym zaskoczeniem potyczkom rodzeństwa Roy, którzy zrobią absolutnie wszystko, aby tylko nie stracić swojej nadziei na objęcie tronu w medialnej korporacji.

Anna Plewa: Wymuszone pandemią dwuletnie oczekiwanie na premierę trzeciego sezonu tego, moim zdaniem, najwybitniejszego współczesnego serialu, rozbudziło apetyty i oczekiwania. I Sukcesja ponownie nie zawiodła. Potrzebowałam chwili, by złapać rytm i wejść w tę specyficzną narrację, ale gdy to już nastąpiło, mój podziw dla kunsztu twórców serialu rósł z odcinka na odcinek. Sukcesja to dość przerażająca, groteskowa i okrutna opowieść o przemocy w dysfunkcyjnej rodzinie. I nie ma znaczenia, że owa rodzina należy do znienawidzonego „jednego procenta” egzystujących na mentalnym i finansowym Olimpie, władców świata. Ten serial poraża psychologiczną prawdą oraz bezkompromisowym i bezlitosnym obrazem mechanizmów manipulacji. Fenomenalnie pokazuje błędne koło wzajemnej psychicznej przemocy i jej wieloaspektowych konsekwencji. W scenariuszu i grze aktorów kreujących swoje psychicznie poharatane postacie nie ma ani jednej fałszywej nuty. To wciąż mistrzostwo świata w pokazywaniu psychologicznych niuansów bez dramy i egzaltacji. I bezapelacyjnie, najlepsze dialogi ever.

RYS FABULARNY

Anna P.: Akcja Sukcesji rozgrywa się wśród przedstawicieli znienawidzonego procenta najbogatszych ludzi świata: klanu potentatów medialnych – Royów. Przez trzy sezony oglądamy fascynujący i przerażający zarazem obraz rodzinnej przemocy i traumy, jaki czwórce swoich dzieci funduje Logan Roy, założyciel nieformalnego imperium, człowiek wpływowy i fascynujący, z racji wieku szykującego swoje dzieci do tytułowej sukcesji.

Anna S-C.: Większą część sezonu trzeciego Sukcesji rozgrywa się tuż po wydarzeniach z końcówki sezonu drugiego. Pierwszy odcinek zaczyna się dosłownie kilka, kilkanaście minut po pamiętnej konferencji, na której Kendall obrzuca błotem swojego ojca, Logana. Śledzimy więc na bieżąco całą gorącą atmosferę tych wydarzeń i ich następstw, w głównej mierze rozpętanej wojny domowej rodziny Royów.

WADY I ZALETY SERIALU 

Anna S-C: Przede wszystkim w nowym sezonie Sukcesji nie brakuje tempa, akcji i wszystko rozgrywa się z odpowiednią dawką dynamizmu, a finał sezonu jest świetną kulminacją emocji nagromadzonych przez kilka poprzednich odcinków. Dostajemy także to, co w serialu najlepsze – dialogi, które są soczyste, krwiste i bezczelne, z dużą porcją cynizmu. Nie zabraknie też przekleństw, które w zasadzie są przypisane do Sukcesji i barwne „fuck”, które pada tu i ówdzie. To nie zaskakuje, ale niektóre przekleństwa są wymierzone już poniżej pasa i niekiedy widz jest wprawiony w osłupienie. Ale wprawiony w osłupienie także nad genialnością i celnością uwag wygłaszanych przez bohaterów do siebie i otoczenia, nad poziomem, który ociera się już o groteskę i rewelacyjnie podkreśla to, jak nisko oni już upadli, podkreśla doskonale to, jacy bohaterowie są dysfunkcyjni i pozbawieni moralności. Sukcesja chyba nie ma wad, ciężko mi odnaleźć jakkolwiek niedoróbki, a trzeci sezon trzyma poziom poprzednich i naprawdę śmiało można uznać, że to jedna z najlepszych produkcji HBO. Sama forma tego sezonu bardzo mi się podobała, bo od zakończenia sezonu drugiego, w którym Kendall rozwalił system, rzucając oskarżeniami w ojca, narracja zaczęła iść dwutorowo, podkreślając rozłam u Royów – można rzec, że mamy drużynę Kendalla i drużynę Logana. Reszta bohaterów krąży wokół jak sępy, zważywszy też na to, że dość istotnie sezon zdominowany jest przez rozgrywki biznesowe i polityczne, to można odczuć nieco brak rozwoju sytuacji na polu prywatnym u postaci, ale uznam to za naprawdę maleńki minus, gdyż cała intryga jest tak genialna, że przyćmiewa wszystko. Aniu, a co Tobie się najbardziej podobało? A może nie podobało?

Anna P: Jedyną wadą tego sezonu jest w moim odczuciu pewna emocjonalna hermetyczność pierwszych odcinków. Ale to moje, całkowicie subiektywne wrażenie, być może spowodowane długim niewidzeniem się z klanem Royów. Jednak kiedy stopniały pierwsze lody, serial ponownie mnie zachwycił. Począwszy od misternego, perfekcyjnie dopracowanego scenariusza, przez przerażającą psychologiczną wiarygodność po grę aktorską – naturalną, niewymuszoną i tak autentyczną jakbyśmy podglądali przez ukrytą kamerę prawdziwą rodzinę. Niezmiennie zachwyca wisielczy, czarny humor, śmieszno-straszne, błyskotliwe dialogi i groteskowo przegięte, a zarazem ujmująco ludzkie postacie. 

PROBLEMATYKA

Anna P.: Jak już wspomniałam, za główny temat Sukcesji uważam przejmujące studium przemocy domowej. I jej długofalowe skutki w postaci traumy, zaburzeń, uzależnień i różnego rodzaju fiksacji. Krytyka krwiożerczego kapitalizmu, bizantyjskiego przepychu i absurdalnie rozbuchanej konsumpcji to tylko dodatkowy sztafaż. Podobnie jak „gra o tron”, czyli o sukcesję w rodzinnym imperium medialnym, a w dalszej perspektywie żądza władzy i pragnienie rządu dusz, bo przecież kto ma większy wpływ na kreowanie rzeczywistości niż media? Tematy wykorzystywania seksualnego czy niegodnego traktowania pracowników również są następstwem chorego systemu stworzonego przez chorych ludzi.

Anna S-C.: Sukcesja w tym sezonie ponownie zahacza o kontrowersyjne tematy, głównie dotyczące w moim odczuciu braku zasad moralnych Royów, walki o władzę w myśl maksymy „po trupach do celu”, poniekąd też żebrania o miłość i tej pustki, kiedy okazuję się, że tej miłości nie dostaniemy. Główne obszary, które w serialu się zazębiają, to rodzina, bogactwo i władza. U Royów wszystko jest spaczone, wynaturzone – jeśli rodzina, to pokręcona i dysfunkcyjna, jeśli bogactwo, to takie, które jest mimochodem, ogromne, ale nie robiące wrażenia na nikim o nazwisku Roy, a jeśli władza, to absolutna, dominująca. To, co pokazuje serial, ale także podkreśla nowy sezon, to oderwanie od rzeczywistości w stopniu absolutnym. Są tutaj takie sceny, które dobitnie to podkreślają, poprzednie dwa sezony są też mocno nimi naszpikowane. Tutaj przede wszystkim oprócz tych wątków mamy jeden najsilniejszy, niczym w tragediach Szekspira, walka o pozycję, o władzę, między dziećmi i ich wszechmocnym niczym Bóg, ojcem.

NAJLEPSZY ODCINEK / SCENA

Anna P.: Bezdyskusyjnie finałowy odcinek zapisze się jako najlepszy, nie tylko w historii Sukcesji, ale seriali w ogóle. Psychodrama, którą twórcy zaserwowali nam w finale, emocjonalnie i mentalnie po prostu zwala z nóg. To nie tylko popis aktorstwa na najwyższym poziomie (w wykonaniu wszystkich aktorów bez wyjątku), to też niesłychanie konsekwentne, logicznie i psychologicznie autentyczne podsumowanie charakterów postaci, ich dotychczasowych wyborów i relacji, jakie budowali. W finałowym odcinku bohaterowie rzeczywiście sprzedali duszę diabłu, a Sukcesja winduje cyniczny spektakl na zupełnie nowy poziom, udowadniając po raz kolejny, że można rozmontować widza emocjonalnie bez epatowania makabrą. All the Bells Say to przewrotny, okrutny, wzruszający, emocjonalny, cyniczny, genialny odcinek. Odcinek, w którym po raz kolejny w historii serialu doszło do przetasowania w grze, ale po raz pierwszy fabularny twist miał tak ogromny ciężar emocjonalny. I chyba po raz pierwszy bohaterowie ponieśli konsekwencje swoich wcześniejszych decyzji w tak bolesny sposób.

Anna S-C.: Nie będę tutaj w jakiejś opozycji, bo mnie też najbardziej podobał się odcinek finałowy. All the Bells Say w zasadzie rozbił bank pod względem emocji, rozwoju sytuacji, przetasowań, które dotyczą w dużej mierze podziału sił w rodzinie Royów i dzięki temu widz miał szansę się mocno zaskoczyć. Bardzo udany twist i jedno z najlepszych zakończeń sezonu, jakie widziałam, jeden z lepszych odcinków całego serialu. Royowie przeszli naprawdę dużo, a ten krąg wzajemnej przemocy domowej musiał w końcu w jakiejś mierze wybuchnąć. I wybuchnął dość mocno, chociaż nie do końca tak, jak można się spodziewać. Scenarzyści postawili naprawdę wysoko poprzeczkę i jestem bardzo ciekawa rozwoju sytuacji w kolejnym sezonie.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI 

Anna S-C.: Zacznę od tego, że każda postać jest na tyle ciekawa, że zasługuje na osobny wątek. Jednak sezon trzeci skupia się głównie na Kendallu i Loganie, choć jest to oczywiście dopełnienie ich postaci z poprzednich sezonów. Czy możemy dowiedzieć się czegoś więcej o Loganie Royu z tych nowych odcinków? Jest tak samo bezlitosny, tak samo okropny i żądny władzy jak poprzednio, nie zmienił się jakoś szczególnie. To my, widzowie, a także dzieci Logana – Connor, Kendall, Siobhan i Roman – mamy szansę odkryć, o co tak naprawdę chodzi Loganowi. Na pewno chodzi mu o poczucie wyższości, dominację nad innymi, raczej nie o kasę, bo sama w sobie dla Nestora Royów jest ona nudna. Jednak z wielkimi pieniędzmi wiążą się wielkie koneksje i przywileje i to to właśnie Logan ceni sobie najbardziej. Manipuluje otoczeniem, gardzi, by zaraz przytulić, pragnie, by dzieci skomlały u jego stóp; inni ludzie są jego pionkami, a on upaja się poczuciem bycia kimś lepszym od wszystkich. Jest wielce toksyczny, szantażuje swoje dzieci, dyryguje nimi, wywiera emocjonalny nacisk, znając ich słabe punkty. To rewelacyjna, skomplikowana i niejednoznaczna postać, której ciężko przypisać choć jedną dobrą cechę.

Anna P.: Naprawdę ciężko z panteonu fascynujących i groteskowych bohaterów wybrać kogoś szczególnego. Bo cały klan Royów i orbitujący wokół nich dwór to postaci nietuzinkowe, wzbudzające jednocześnie współczucie, niechęć, czasem obrzydzenie, a czasem litość. Jednym słowem, postaci mocno ambiwalentne. W tym sezonie moją uwagę przykuwali jednak przede wszystkim młodzi Royowie. Bo wszyscy bez wyjątku zaczęli mieć coś na kształt przebłysków autorefleksji (do tej pory zdarzało się jedynie Kendallowi, tylko on miał też coś na kształt sumienia i szczątkowe poczucie przyzwoitości). Co więcej, rodzeństwo Royów zaczęło wyrażać swoje wątpliwości czy generalnie poczucie bezsensu wszystko wyrażać na głos. Czyżby nasi bohaterowie odzyskiwali dusze? Psychologiczna ewolucja postaci jest widoczna, choć subtelna i niepozorna i to jeden z wielkich atutów serialu, że wszystko odbywa się tu jakby od niechcenia, a drobne złośliwości czy upokorzenia mogą być (jak w życiu) przysłowiową kroplą przelewającą czarę goryczy. Najbardziej tragiczną postacią wciąż bez wątpienia jest Kendall, który jako jedyny przynajmniej próbował uświadomić ojcu i rodzeństwu skalę patologii, w której od lat bezrefleksyjnie pluska się cała ta upiorna rodzinka. Oczywiście, jak przystało na postać tragiczną, Ken uwikłany w rodzinne zależności wciąż odbija się od muru obojętności i nie może zmienić kompletnie nic. Postać ta staje się coraz bardziej groteskowa i żałosna, a jednocześnie ludzka i prawdziwa. Im bardziej Ken się stara, tym większego kopa od życia dostaje. A jednak to znowu on, jak w poprzednich sezonach, będzie katalizatorem zmian i przetasowań w rodzinie. Scena wielkiego katharsis w około śmietnikowej scenerii z jego udziałem, przerażająca, groteskowa i wzruszająca jednocześnie będzie tym, co w dwójce młodszych Royów odpali zarzewie solidarności, buntu i czegoś na kształt współczucia, co, przyznamy, w świecie urządzonym przez Logana jest aberracją. 

AKTORSTWO

Anna S-C.: Po prostu brawurowe. Każdy z aktorów wszedł na wyżyny swoich możliwości i do granic podkreśla ważne cechy granej przez siebie postaci.

Kieran Culkin pokazał się od jak najlepszej strony i jego Roman Roy to oślizgła kreatura, która co rusz przekracza granice dobrego smaku, obrzydza i jednocześnie wywołuje spory dyskomfort. Jedna z najlepszych kreacji w Sukcesji. Odtwórca roli Logana, Brian Cox, to aktor z ogromnym stażem, który wcielił się w wyjątkowo paskudnego człowieka, a mimo to widz czuje, jakby patrzył tylko na Logana, co jest zdumiewające (zresztą dostał za te rolę Złotego Globa). Tak samo Jeremy Strong (Nagroda Emmy za rolę Kendalla), który miał do odegrania złamanego przez życie człowieka i wyszło mu świetnie. Sarah Snook grająca Siobhan „Shiv” Roy, bezwzględną i cyniczną.

Anna P.: Aktorsko w serialu nie ma w Sukcesji ani jednej fałszywej nuty. Wszyscy aktorzy grają genialnie, wspaniale pokazując złożoność charakterów swoich postaci. Czasem wystarczy zbliżenie kamery na ledwo zauważalny grymas, ukradkowe spojrzenie, by widz dostał całą paletę emocji bohatera. Można się tylko zachwycać. I sama nie wiem, kto bardziej mnie zachwyca. Czy socjopatyczny, wypierający własną seksualność i emocje i mocno poturbowany psychicznie przez ojca i kompletnie od niego uzależniony Roman – błazen o sadystycznych skłonnościach i błyskotliwym, wisielczym poczuciu humoru genialnie wykreowany przez Kierana Culkina? Czy pozornie zimna i cyniczna, ale równie nieszczęśliwa i zabiegająca o uznanie Logana Shiv, której zdystansowaną i skomplikowaną osobowość bezbłędnie oddała Sarah Snook? Choć największe brawa należą się chyba dla Matthew Macfadyena. To kolejna groteskowa i tragiczna zarazem postać w tej grze. Pełniący rolę podnóżka dla własnej żony i popychadła dla reszty Royów, grany przez Macfaydena Tom jest postacią żałosną i strasznie zarazem. Konformista o psychopatycznych skłonnościach dostaje jednak w tym sezonie sceny, w którym jest głęboko ludzki i wzbudza autentyczne współczucie. Bywa zabawny i błyskotliwy, bywa wyrachowany i cyniczny, miewa też przebłyski zaskakującej przenikliwości i pewnego tragicznego pogodzenia się z regułami gry w świecie, którego chce być częścią. Ostatecznie Tom wyrasta na głównego gracza i największe zaskoczenie tego sezonu i to całkowita zasługa kunsztu aktora, że wykreował swoją postać z całą psychologiczną konsekwencją wynikającą z jej wcześniejszych doświadczeń.

KWESTIE TECHNICZNE

Anna P.: Muzyka, zdjęcia, montaż, praca kamery są idealnie zsynchronizowane z konwencją i tematyką serialu. Surowe, oszczędne i zdystansowane, podszyte podskórnym niepokojem. Nerwowa kamera serwująca widzom naturalistyczne zbliżenia twarzy bohaterów w najintymniejszych i najbardziej emocjonalnie obnażających momentach to majstersztyk. Podobnie motyw muzyczne wywołujące ciarki mimo oszczędnych środków i idealnie oddające chłód emocjonalny światy Royów, jakby przezroczyste, płowe zdjęcia. 

Anna S-C.: Trudno się nie zgodzić, że muzyka, montaż, zdjęcia i praca kamery to świetnie dograne niuanse, które dają nam bardzo dobrze dopracowaną całość. Uwagę zwraca też w tym sezonie fakt większej izolacji bohaterów, mimo że brak w fabule pandemii Covid-19, to spora część zdjęć rozgrywa się w zamkniętych pomieszczeniach, w domu czy biurze. Jest to podyktowane także rozwojem fabuły.

SŁOWEM PODSUMOWANIA 

Anna P.: W trzecim sezonie Sukcesja wciąż śmieszy, tumani, przestrasza. Ta szekspirowska opowieść o żądzy władzy bezapelacyjnie jest najwybitniejszym serialem naszych czasów. Groteskowa, przepełniona wisielczym, czarnym humorem i pełna błyskotliwych dialogów fabuła tylko pozornie opowiada jednak o „grze o tron”. Tytułowa sukcesja to tylko pretekst do opowiedzenia perfekcyjnie skonstruowanej i mocno przerażającej opowieści o psychologicznej przemocy, okrucieństwie wobec najbliższych i mechanizmach straszliwej w gruncie rzeczy manipulacji. I o ofiarach tej manipulacji. Bo choć bohaterów Sukcesji trudno lubić, to bez wątpienia należy im współczuć. To genialna psychodrama tylko pozornie opowiada o zepsuciu światowych elit i o tym, że władza i pieniądze demoralizują. Tak naprawdę to potwornie smutna historia straszliwie pokiereszowanych ludzi, o ich mechanizmach obronnych i beznadziejnych próbach ocalenia choć cząstki człowieczeństwa i godności. Młodzi Royowie są wrakami, a krąg rodzinnej przemocy wydaje się nie mieć końca. Ten aspekt Sukcesji został sprytnie ukryty pod grubą warstwą dyskusyjnego humoru i za plecami fascynujących, śmieszno-strasznych postaci. Ale nie dajcie się zwieść. Ten serial ma do zaoferowania dużo więcej niż tylko groteskową satyrę na życie bogatych i zepsutych. Opowiada bowiem nieprzyjemną prawdę o samym rdzeniu ludzkiej natury. Szekspir byłby dumny.

Anna S-C.: Sukcesja, wraz z rewelacyjnym finałem trzeciego sezonu, to majstersztyk emocjonalności, bogactwo wrażeń – o tym się myśli, zastanawia się nad tym, próbuje dopasować elementy układanki (choć bez psychologa pod ręką może być trudno) w dysfunkcyjnej familii Royów. To historia o toksyczności relacji, którą potęguje to, że postaci są zamknięte w szklanej bańce, że ich świat jest skondensowany do kasy, luksusu, dostatku, potęgi. Dzieciom Logana trudno jest pojąć prawdę na swój temat, a ten nowy sezon i wydarzenia w nim rozegrane niestety ujawniają bolesne fakty – nie są w stanie sprostać oczekiwaniom taty i czego by nie zrobili, to wywołują w nim tylko rozczarowanie. Kilka postaci pokazało swoją prawdziwą twarz i mowa tu o duecie Tom i Greg – fantastyczni, egoistyczni i do bólu materialistyczni. Bardzo lubię ten duet, chociaż same postaci nie mają zbyt wielu „dobrych” cech i nawet z pozoru niewinny Greg to łajza jakich mało, to z czystą przyjemnością patrzę na ich potyczki i zagrania, z niecierpliwością czekając też na kolejny, czwarty sezon Sukcesji.

Sukcesja to jeden z najlepszych dramatów rodzinnych, jakie widziałam – o rodzinie straumatyzowanej i dysfunkcyjnej, zniszczonej. To także kopalnia trafnych spostrzeżeń o wielkich tego świata, ale także o samym świecie i ludziach dążących do władzy absolutnej.


Serial Sukcesja dostępny jest w HBO GO.

 

Podobne wpisy:

Ocena Ani S-C.10
Ocena Ani P.10
10Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *