Tygodnik popowego konesera #1

popowego konesera

Drodzy słuchacze! Ostatnia dekada udowodniła nam, że mainstreamowy pop to obecnie prawdziwa kuźnia talentów. Dlatego też warto regularnie sprawdzać, co słychać u największych gwiazd list przebojów, bo jest spore prawdopodobieństwo natrafienia na zapierającą dech w piersiach muzyczną perełkę. W pierwszym odcinku tygodnika przygotowałem dla Was m.in.: odrobinę wstydliwego dancehallu z Kanady, szczyptę nostalgii za latami dziewięćdziesiątymi, a także dwa wakacyjne hity (jeden lepszy, drugi gorszy). Niestety, na samym końcu peletonu znalazła się banalna ballada i nieudolne kaznodziejstwo giganta hip-hopu. No, ale nie można mieć wszystkiego. Miłego odsłuchu i do zobaczenia za tydzień!

 

Drake – Signs

+ (pop wysokiej jakości)

Autor Hotline Bling proponuje wyjątkowo introwertyczny hit na lato. Skąpany w tropikalnej duchocie utwór, hipnotyzuje niczym czerń nocy spędzonej na chłodnym piasku. Słychać, że Drake wyrósł już z topornej egzotyki ostatnich dwóch albumów i teraz subtelniej zabawia się swoimi karaibskimi fetyszami. Ten subtelny kawałek nieśmiałego dancehallu, zaostrza apetyt na kolejną płytę żywego skarbu narodowego Kanady.

 

Liam Gallagher – Chinatown

+ (pop wysokiej jakości)

Przekaz jest bardzo jasny – stary pies wie, że już za późno na naukę nowych sztuczek. Maskotka lat dziewięćdziesiątych sprzedaje nam bowiem coś w rodzaju pastiszu dotychczasowego dorobku. Synteza nieoryginalnych zwrotek i przewidywalnego refrenu neguje ideę artystycznego progresu. Tylko kogo to obchodzi, skoro stereotypowa, oasisowa ballada brzmi tak cholernie dobrze?

 

 

Washed Out – Hard to Say Goodbye

+ (pop wysokiej jakości)

Czego można się spodziewać po singlu promującym longplay zatytułowany Mister Mellow? Tak, zgadliście. Hard to Say Goodbye uwodzi błogością niedzielnej drzemki, wspomagającej trawienie sytego lunchu. Rozmarzone dźwięki od Washed Out stanowią perfekcyjny hamakowy soundtrack. Pozycja obowiązkowa zarówno dla zrelaksowanych urlopowiczów, jak i spragnionych wakacji pracowników korporacji.

 

 

Calvin Harris – Feels

+/- (pop średniego sortu)

Zastanawialiście się kiedyś, jaki jest najcięższy grzech? Calvin Harris odpowiada na to pytanie przy pomocy utworu Feels. Otóż, brytyjski producent postanowił rozpalić naszą wyobraźnię, zapraszając do współpracy jak zwykle znakomitego Pharrella Williamsa, tylko po to, by zniesmaczyć słuchacza wieńczącą całość zwrotką Big Seana. Raper zaburza funkowy rytm wypracowany przez zdolniejszych kolegów, poruszając się po zwiewnym beacie z gracją słonia. Trochę szkoda, że nieproszony gość popsuł całą imprezę.

Calvin Harris – Feels (Official Video) ft. Pharrell Williams, Katy Perry, Big Sean

 

St. Vincent – New York

– (pop najniższego sortu)

Ta zaledwie dwu i półminutowa oda do nowojorskiego romantyzmu oscyluje w zdecydowanie minusowych rejonach temperatury emocjonalnej. W zawartych tu refleksjach na temat natury relacji damsko-męskich brakuje pierwiastka szczerości. St. Vincent nie patrzy w oczy, a raczej chowa się za ekranem swojego najnowszego Maca. Chłodna kalkulacja i piosenki o miłości to bardzo kiepskie połączenie.

St. Vincent – New York

 

JAY – Z – Smile

– (pop najniższego sortu)

Największy biznesmen wśród raperów wraca po kilku latach milczenia i tym razem zamiast chwalić się cyferkami na koncie, próbuje mierzyć się z tematami WAŻNYMI. Jay-Z skończył z cwaniakowaniem i zaczął nauczać o tolerancji, miłości i szacunku do bliźniego swego. Trzeba się chyba pogodzić z tym, że twórca Blueprint od teraz będzie wchodził do studia w kapciach.

https://tidal.com/track/75413014


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *