Opowieść o trzech braciach – E. Guillon, K. Balda, P. Coffin – „Gru, Dru i Minionki” [recenzja]

Gru, Dru i Minionki

Dzieci uwielbiają Minionki. Te żółte, małe i urocze stworzenia pojawiające się tłumnie na ekranie rozbawiają za każdym razem, choć nie muszą się nawet specjalnie wysilać – wystarczy, że są i mówią coś w swoim minionkowym języku. Jednak również dorośli nierzadko dają się uwieść urokowi ubranych w ogrodnczki pomocników Gru. Prawda jest taka, że na kolejne części przygód byłego złoczyńcy i jego przybranych córek wybieramy się właśnie ze względu na Minionki – to sceny z ich udziałem bawią nas najbardziej i to na ich pojawienie się czekamy w tych chwilach, kiedy ich nie ma. Problem w tym, że twórcy albo tego nie rozumieją, albo nie mają już pomysłów na to, jak wpleść je do akcji, bo z każdą kolejną częścią Jak ukraść księżyc, jest ich coraz mniej, a cała reszta bajki nie wyróżnia się niczym na tle innych współczesnych animacji, w których – mimo że w założeniu są tworzone dla dzieciaków – aż roi się od pościgów, wybuchów i przemocy. Ubranej w gagi, żywe kolory i pozbawionej krwi, ale nadal przemocy. Gru, Dru i Minionki nie odbiegają od tej konwencji, będąc może nie najsłabszą częścią serii, ale na pewno nie lepszą od poprzednich.

Fabularnie najważniejsze dla akcji filmu będą dwa wydarzenia. Pierwsze to bunt Minionków, które pragną powrotu Gru do niecnej działalności, do kradzieży i łotrowskiego trybu życia. Ponieważ jednak mężczyzna jest nieugięty i woli teraz jako agent Ligi Antyzłoczyńców sam ścigać przestępców, żółte stworzenia pod przywództwem Mela opuszczają dom i ruszają w nieznane, gotowe same zadbać o swoją niecną przyszłość. U boku Gru pozostają jedynie dwa Minionki, które po prostu zjawiły się odrobinę za późno, kiedy ich towarzysze opuścili już dom. Jednak Gru, oprócz odejścia wiernych kompanów, ma jeszcze jeden problem – zarówno on, jak i Lucy, zostali zwolnieni z pracy, po kolejnej nieudanej próbie schwytania Balthazara Bratta. Kim jest ów mężczyzna? Do tego jeszcze dojdziemy. Przejdźmy jednak do drugiego wydarzenia napędzającego akcję – Gru dowiaduje się, że ma brata o imieniu, a jakże, Dru. Okazuje się, że rodzice Dru i Gru rozwiedli się po ich narodzinach i podzielili się bliźniakami (pamiętacie młodą Lindsyy Lohan w filmie Nie wierzcie bliźniaczkom?). Gru został z matką wiecznie rozczarowaną synem, a Dru z ojcem… również patrzącym z pogardą na syna, który przy nim pozostał. Choć oddaleni od siebie, bracia wychowywali się więc w tej samej atmosferze braku akceptacji i niedoceniania. Teraz, kiedy ojciec przed śmiercią wyznał Dru prawdę, ten postanowił odszukać brata i zaprosić go wraz z całą rodziną do siebie. Na miejscu okazuje się, że ojciec bliźniaków był nieprawdopodobnie bogaty, a pod płaszczykiem przynoszącej gigantyczne zyski hodowli świń, kryje się… przestępcza działalność, jaką prowadził. Podczas gdy Gru robi więc wszystko, by mimo talentu do łotrostwa, być dobrym człowiekiem i obywatelem, jego brat, Dru, pragnie pójść w ślady ojca, choć nie ma o tym kompletnie żadnego pojęcia, jest niezdarny i tchórzliwy.

A teraz wróćmy do głównego złoczyńcy, który po prostu musiał się pojawić, żeby Gru miał z kim walczyć i przed kim bronić swoją rodzinę. Balthazar Bratt to bardzo rozżalony i sfrustrowany mężczyzna, który w latach 80., jako kilkulatek, zasłynął za sprawą serialu, w którym popełniał złe uczynki, a wszystko uchodziło mu na sucho, za sprawą jego sprytu i zwinności. Program był niezwykle popularny, podobnie jak sam młodziutki aktor. Niestety, kiedy zaczął dojrzewać, na jego twarzy pojawiły się pryszcze, a niegdysiejszy brzdąc stracił swój urok, serial zdjęto z anteny, co rozwścieczyło aktora. Oj, rozwścieczyło… i to nie na żarty. Tak bardzo utożsamił się on z granym przez siebie bohaterem, że naprawdę uwierzył, iż jest sprytnym i zmyślnym arcyłotrem. Teraz planuje wprowadzić w życie plan, do którego zainspirował go jeden z odcinków serialu i dzięki niemu zemścić się na całym Hollywood za odtrącenie. Ze względu na nazwisko Balthazara można powiedzieć więc, że Gru, Dru i Minionki to opowieść o trzech braciach.

Sam pomysł wydaje się niezły, poza tym wprowadza ciekawą problemtykę do filmu, a mianowicie utożsamianie się z granym przez siebie bohaterem i niemożność pogodzenia się z utratą sławy i statusu gwiazdy. Wątpię jednak, by dzieci zaangażowały się w tę tematykę – raczej nie po to chodzą do kina na bajki. Aczkolwiek dobrze, że twórcy starają się poruszać tego typu problemy. Wątek Bratta, jego zemsta i cały klimat z nim związany, jego siedziba, pułapki i cała reszta sprawiły, że podczas seansu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to niezwykle podobne do tych wszystkich złoczyńców, którzy próbowali zapanować nad światem w bajkach Cartoon Network. W głównej mierze chodzi mi tu o Atomówki, a w szczególności o postać Mojo Jojo, który z Balthazarem Brattem ma całkiem sporo wspólnego. Ogromny robot, kórego tworzy, chęć zemsty za to, że już nie jest pupilkiem, strzelające lasery… Nawet ich siedziby są do siebie podobne. I choć jako dziecko bardzo lubiłam Atomówki, mam nadzieję, że powstające w przyszłości animacje, nie będą czerpały garściami z bajek tego typu, bo przecież z każdą kolejną animacją Cartoon Network zaczęło przypominać kanał z bajkami dla dorosłych, a nie dla dzieci. Choć nie mam pojęcia, jak jest teraz.

W Gru, Dru i Minionki nie brakuje oczywiście scen humorystycznych i choć nie zawsze rozbawiają one tak, jak z pewnością powinny, to młodsi widzowie na pewno będą zadowoleni. Jest tu mnóstwo typowych gagów, które rozbawią młodszych kinomanów, a także kilka scen, podczas których także dorosły zaśmieje się w głos. Na wyróżnienie zasługuje tu wątek poszukiwań jednorożca przez najmłodszą córkę Gru, Agnes. Finał przedsięwzięcia był naprawdę zabawny i uroczy. Wydaje mi się jednak, że tak jak przestano w pełni wykorzystywać potencjał Minionków, tak również stało się z dziewczynkami. To, jak różne są Margo, Edith i Agnes, daje niezwykłe pole do popisu, jednak twórcy zdecydowali tym razem postawić na akcję i szybkie samochody, wielkiego robota i lasery. Chłopcy na pewną będą zadowoleni. Tym bardziej że nie można odmówić animacji, by mało się w niej działo lub by była nudna – dzieci nie powinny zasnąć podczas seansu, a raczej z wypiekami śledzić kolejne poczynania Gru, Dru i Minionków. Polski dubbing również oczywiście daje radę, głosy znane z poprzednich części nie zostały zmienione, natomiast nowemu antagoniście głosu w polskiej wersji językowej użyczył Robert Górski. Ciekawostką jest natomiast fakt, iż w oryginalnej wersji językowej pod Gru i Dru głos podkładał ten sam aktor, Steve Carrel, natomiast w polskiej wersji Gru to nadal Marek Robaczewski, ale pod postacią Dru skrywał się Mikołaj Cieślak. 

Kolejna część cyklu zapoczątkowanego przez bardzo udaną animację Jak ukraść księżyc, nie jest zła, ale na pewno nie można powiedzieć, by udźwignęła ciężar powodzenia pierwszej produkcji z tego uniwersum. Minionki nadal bawią, Agnes nadal rozczula, Gru swą nieporadnością w normalnym życiu nadal rozśmiesza, jednak moim zdaniem czegoś zabrakło. Albo czegoś było za dużo? Należy jednak pamiętać, że słowa te pisze osoba dorosła, a bajka Gru, Dru i Minionki kierowana jest przede wszystkim do dużo młodszych widzów. Owszem, w ciągu ostatnich lat zdarzały się lepsze animacje spośród tych popularnych, jak choćby nagrodzony – całkiem słusznie – Oscarem rewelacyjny Zwierzogród, ale nie można też pominąć faktu, że była również cała masa gorszych. Omawiana tu produkcja plasuje się więc gdzieś pośrodku. Jeśli lubicie minionkowe uniwersum, a żółte stworzenia sprawiają, że od razu na Waszej twarzy pojawia się uśmiech – powinniście wybrać się do kina. Jeśli Wasze dzieci lubią tego typu bajki – powinnam powiedzieć: marsz po bilety! Jeśli natomiast do tej pory Minionki nie skradły Waszego serca, po tej części na pewno nie zmienicie zdania. Jeżeli z kolei lubicie bajki niby dla dzieci, ale takie, w których więcej żartów zrozumieją dorośli, a humor i fabuła są inteligentne i niebanalne – nie wiem, czy powinniście wydawać pieniądze na bilet do kina.

Dla fanów mam jeszcze na koniec dobrą wiadomość – zakończenie filmu Gru, Dru i Minionki sugeruje, że kolejna animacja o nich to tylko kwestia czasu.

Niech banany będą z Wami.

Ocena: 6/10

Fot.: United International Pictures

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *