Książki

0

O rodzinie i knedlach – Craig Thompson – „Kosmiczne rupiecie” [recenzja]

Kosmos to pojęcie (miejsce, przestrzeń?), które budzi tyle samo niepokoju, co fascynacji. Już sama jego niezmierzonośc i nieskończoność doprowadza ludzi do obłędu – a przynajmniej mnie. Wielu z nas (czego uczą nas w głównej mierze filmy z gatunku science fiction) widzi w nim nadzieję na to, że kiedy wszystko, co dobre, na naszej planecie ulegnie zniszczeniu – czy to przez nas samych, czy to przez jakieś zjawisko (inne niż nasza głupota) – to właśnie przestrzeń kosmiczna, ze swymi niezbadanymi i niezliczonymi gwiazdozbiorami i planetami przygarnie rodzaj ludzki i da schronienie. Jest w tym nawet jakaś logika, bo jako gatunek bezlitośne niszczący wszystko na swojej drodze – zarówno swymi rękami, nogami, jak i bezmyślnością – musimy upatrywać ratunku tam właśnie, gdzie nasza niszczycielska natura napotka opór w postaci nieskończoności. Do czego jednak dążę – o jednej z takich właśnie wizji, kiedy przestrzeń kosmiczna staje się dla ludzi nowym domem, opowiada komiks Kosmiczne rupiecie autorstwa Craiga Thompsona, w którym – na co nie sposób nie zwrócić uwagi – o pozytywne zawroty głowy przyprawiają zarówno oszałamiające kolory, jak i iście kosmiczne, pełne szczegółów rysunki.

HEL 3 0

Kontrola naziemna do majora Toma – Jarosław Grzędowicz – „Hel 3” [recenzja]

Jaka przyszłość czeka nas za czterdzieści lat? Jarosław Grzędowicz, jak wielu autorów przed nim, spróbował odpowiedzieć na to pytanie, lecz jego wersja przyszłości sprawia boleśnie realne wrażenie. Jeden z czołowych polskich pisarzy fantastyki dokonuje niezwykle trafnych spostrzeżeń, które mocno korelują z tym, co widzimy na co dzień, i naprawdę nietrudno jest sobie wyobrazić świat ze stron Helu 3. I to nie za cztery dekady, ale całkiem niedługo, biorąc pod uwagę szybkość, z jaką postępuje technologia.

Bruderszaft ze śmiercią 0

Wojenki szpiegowskie na wesoło – Boris Akunin – „Młokos i diabeł / Cierpienie złamanego serca. Bruderszaft ze śmiercią, tom 1” [recenzja]

Boris Akunin, znany z wyśmienitych kryminałów z Erastem Fandorinem w roli głównej, tym razem ukazuje się nam w nieco innej roli. Oczywiście akcja cyklu Brudeszaft ze śmiercią dzieje się na przełomie XIX i XX wieku i podobnie jak rozpoczynający dzieje słynnego detektywa Azazel, ma miejsce w (jeszcze) carskiej Rosji. Tu jednak podobieństwa się kończą, bowiem to, co Akunin zaprezentował w dwóch pierwszych częściach nowej serii, znacznie odbiega od mrocznej atmosfery śledztw w stylu “kto zabił i dlaczego”. I co najlepsze, wcale nie oznacza to, że z automatu można zepchnąć serię Bruderszaft ze śmiercią na boczny tor bibliografii rosyjskiego pisarza bądź określić ją literaturą gorszego sortu.

zapomniany walc 0

Piątkowa ciekawostka o…: „Zapomniany walc”

Dzisiejsza ciekawostka będzie odrobinę nietypowa, bo nie dość, że mówić będzie o książce, to w dodatku o takiej, która jeszcze nie miała swojej premiery w Polsce. Jeśli śledzicie naszą stronę, to na pewno wiecie już, że w kwietniu na księgarniane półki trafi książka nagrodzonej Bookerem Anne Enright pod tytułem Zapomniany walc. Książkę wydaje u nas Wiatr od Morza i choćby dlatego można mieć pewność, że będzie to powieść co najmniej dobra. Gdańskie wydawnictwo bowiem ma dar do wyszukiwania literackich perełek, po przeczytaniu których zachodzimy w głowę, jaki cudem nikt wcześniej nie wydał tego w Polsce. O premierze książki, którą Głos Kultury ma przyjemność objąć patronatem medialnym, pisaliśmy już tutaj, ale jest pewna ciekawostka na temat Zapomnianego walca, która zasługuje na osobny artykuł. Wykorzystujemy więc naszą cotygodniową Piątkową ciekawostkę, by opowiedzieć Wam o wyjątkowej ścieżce dźwiękowej powstałej specjalnie na potrzeby czytelników, którzy zasiądą do lektury dzieła Anne Enright.

Miracleman 0

Boska utopia – Alan Moore – „Miracleman” [recenzja]

Najważniejsza historia o superbohaterach, której fani nigdy nie przeczytali – tymi słowami rozpoczyna się wstęp wprowadzający polskich czytelników w niezwykły świat Miraclemana. Jest w tym zdaniu wiele prawdy, ja bowiem, mimo że nie uważam się za całkowitego komiksowego laika, nigdy o tej serii nie słyszałem, a po skończeniu lektury jeszcze długo siedziałem z otwartą gębą, myśląc o tym, jak genialna i wizjonerska była ta historia. Tym bardziej zaskakuje fakt, że tzw. „pierwotny scenarzysta” zdecydował się całkowicie usunąć z niej swoje nazwisko (nie do końca jasne są powody, najprawdopodobniej poszło jednak o honorarium i prawa autorskie). Scenarzystą tym bowiem jest człowiek, którego fanom komiksów nie trzeba specjalnie przedstawiać – Alan Moore. Tym, którzy jakimś cudem nie kojarzą tego nazwiska, wspomnę tylko, że jest to autor wielu kamieni milowych w historii komiksu, odpowiedzialny za chociażby takie kultowe tytuły jak Strażnicy, V jak Vendetta czy Batman: Zabójczy żart. Miracleman był jedną z jego pierwszych historii, lecz nawet debiutujący Moore potrafił pokazać swój kunszt i opowiedzieć historię robiącą wrażenie na czytelniku do dzisiaj.