Książki

0

Międzynarodowa Nagroda Bookera 2018: “Bieguni” Olgi Tokarczuk w ścisłym finale

Książka Bieguni Olgi Tokarczuk – tytuł na angielski tłumaczony Flights – znalazła się w finałowej szóstce Międzynarodowej Nagrody Bookera, czyli jednej z najważniejszych na świecie nagród literackich. To uhonorowana Literacką Nagrodą Nike, jedna z najgłośniejszych i najszerzej komentowanych powieści ostatnich lat, której tytuł pochodzi od prawosławnego odłamu starowierców – ludzi, którzy zło oswajają ruchem. Olga Tokarczuk jest pierwszą z polskich pisarek i pisarzy, której udało się dotrzeć do finału Man Booker International Prize.

0

Jakiś potwór tu nadchodzi – Patrick Ness, Siobhan Dowd – “Siedem minut po północy” [recenzja]

Potwór to według definicji istota „stworzona już po właściwym dziele stworzenia”. Określenie to przypisuje się grupie fikcyjnych stworzeń występujących w mitologii, legendach, wierzeniach ludowych oraz literaturze grozy. Stworzenia takie zwykle cechują się przerażającym wyglądem, a także prymitywnym, agresywnym zachowaniem, często utożsamianym z wcieleniem zła. Nic dziwnego, potwory nie kojarzą się zazwyczaj z niczym przyjemnym. Taka, dla przykładu, Buka z Doliny Muminków, albo akwaryczna bestia z Loch Ness. Któż chciałby je spotkać? Prawdopodobnie jedyny pozytywny to ten, z Ulicy Sezamkowej. Nie zawsze jednak potwór to włochaty, wcinający ciastka pluszak czy wyłaniająca się z jeziora przerośnięta jaszczurka; niekiedy potwory żyją w nas samych. I to właśnie one są najgorsze; zżerają nas godzina po godzinie, dzień po dniu. Nie pozwalają zasnąć ani normalnie funkcjonować. Z kompilacją obu gatunków twarzą w twarz stanąć musi trzynastoletni Conor, bohater powieści pióra Patricka Nessa (na podstawie pomysłu Siobhan Dowd). W bardzo trudnym dla siebie i całej rodziny okresie, spotyka własnego potwora codziennie po północy. Siedem minut po północy.

0

Nie takie zwykłe kobiety – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch – “Rat Queens – 1 – Magią i maskarą” [recenzja]

Mam na półce sporo komiksów – a w każdym razie sporo, jak na osobę, która jeszcze 3 lata temu mogła się “pochwalić” jedynie tym, że czytała kiedyś pożyczonego Tytusa, Romka i A’Tomka. Pewien kulturalny przełom, jaki nastąpił u mnie, kiedy zaczęłam doceniać komiksy, zaczytywać się w nich, poznawać ich róznorodność i rozumieć, że są równie wartościowe, co pełnoprawne powieści czy filmy (a czasem nawet bardziej), uważam za jeden z ważniejszych w moim życiu w tej dziedzinie. Dziś nie wyobrażam sobie, jak mogłam nie czytać komiksów. I choć na półce mam tytuły od większości polskich wydawców, to dopiero, gdy zaczęły do mnie (bardzo tłumnie zresztą) przybywać komiksy od Non Stop Comics, zdałam sobie sprawę z tego, jak niewiele jest powieści graficznych, w których to kobiety są głownymi bohaterkami – a już tym bardziej grupa kobiet. Tymczasem w moje ręce trafiły takie komiksy jak Paper Girls, o których pisałam tutaj, Giant Days, o których dopiero będę pisać, nawet Tank Girl, która co prawda swoje lata już ma, ale trafia ponownie na polski rynek właśnie za sprawą Non Stop Comics. Dziś również będzie mowa o jednym z takich komiksów, w dodatku całkowicie szalonym. Poznajcie Rat Queens.

Audiobooki 0

Wszystko jest kwestią interpretacji, czyli o audiobookach słów kilka

Książki do słuchania. Książki czytane. Audiobooki. Co o nich wiemy? Jak na dzień dzisiejszy prezentuje się sytuacja tej gałęzi popkultury w Polsce? Co jest silną, a co słabą stroną branży audiobooków w naszym kraju? Czym różni się lektor od aktora głosowego? Po czym rozpoznać dobrą lub złą interpretację danego dzieła literackiego oraz dlaczego niektóre (na szczęście nieliczne) tytuły potrafią doprowadzić słuchacza do szaleństwa? Odpowiedzi na te oraz inne pytania związane z audiobookami próbuje znaleźć w swoim felietonie wieloletni fan tej formy obcowania z literaturą.

nieodnaleziona 0

O tym, dlaczego nienawidzę prosecco – Remigiusz Mróz – “Nieodnaleziona” [recenzja]

W końcu stało się nieuniknione – przeczytałam książkę autorstwa Remigiusza Mroza. Nieuniknionym było to od samego początku i wisiało nade mną niczym zła (tak sądziłam, czy słusznie – dowiecie się za chwilę) wróżba, niczym ostrze losu (nawet wiem już jakiej firmy), które tylko czeka, by opaść. Wiedziałam, że w końcu to się stanie, bo jako osoba kochająca literaturę, musiałam wyrobić sobie jakiekolwiek zdanie o twórczości tego młodego pisarza (choćby na podstawie jednej powieści), ze względu na to, że jest on swego rodzaju fenomenem. W wieku 31 lat napisał już tyle książek, że głowa mała, zaliczył już chyba większość wydawnictw, a każde jego kolejne dzieło reklamowane jest jako bestseller i porównywane z twórczością znanych i cenionych pisarzy zagranicznych. Postanowiłam więc sięgnąć w końcu po jedno z dzieci z jego licznego stadka i wybór mój padł na Nieodnalezioną – po pierwsze dlatego, że jest to chyba (wciąż) najnowsza książka Mroza (aczkolwiek zapewne nie na długo), a po drugie – odnalazłam ją na półce z nowościami wśród audiobooków, a obawiając się, że historia nie przypadnie mi do gustu – nie zamierzałam marnować cennego czasu na czytanie wersji papierowej, lecz właśnie wysłuchać audiobooka, co mogłam robić podczas codziennych czynności, nie tracąc ani chwili. Dlaczego jednak obawiałam się, że moje spotkanie z pisarstwem Remigiusza Mroza będzie skomplikowane i raczej nieudane? Ponieważ, chcąc nie chcąc, zdarzało mi się czasami obserwować jego wypowiedzi i nie wydał mi się człowiekiem, którego mogłabym polubić. Ale, ale! Sapkowski również nie rozsiewa wokół siebie aury sympatii, a stworzył dzieła rewelacyjne. Nie można więc zniechęcać się do książek przez to, jaką osobą wydaje nam się ich twórca. Założyłam więc słuchawki, wcisnęłam “play” i zaczęłam szukać nieodnalezionego sensu w tej historii…