Przypadek Pierrota F. – John Boyne – “Chłopiec na szczycie góry”

John Boyne powieścią Chłopiec w pasiastej piżamie udowodnił, że nie tylko wie, jak wywołać w czytelniku emocje, ale także że nie boi się poruszać niełatwych tematów. Adaptacja tej niedługiej w zasadzie książki przysporzyła pisarzowi sporo fanów w Polsce, jednak mam wrażenie, że wydane później Spóźnione wyznania przeszły już bez większego echa – zdecydowanie niesłusznie. Czyżby temat okazał się zbyt delikatny? To oczywiście zależy, co kogo bardziej dotyka. Tymczasem jednak na polskim rynku ukazuje się właśnie kolejna publikacja Boyne’a, można powiedzieć, że siostrzana książka Chłopca w pasiastej piżamie. Nawet tytuł sugeruje nam analogię – tym razem historia zatytułowana jest bowiem Chłopiec na szczycie góry. Pisarz znów rysuje przed czytelnikiem widmo dawnej wojny, otwiera stare rany, stawia pytania, na które wielu z nas nigdy na szczęście nie będzie musiało sobie odpowiadać i pokazuje, jak chłonny i podatny na zniekształcenia jest umysł dziecka. Dziecka, które kiedyś będzie dorosłym – lecz wtedy może być już za późno, by wyplenić to, to zostało dawno temu zasiane i co wzrosło, wydając dorodny, choć chory i zgniły plon.

Powieść rozpoczyna się w roku 1936, a przynajmniej ten rok widnieje na stronie zapowiadającej pierwszą część książki. Jednak kiedy po chwili poznajemy głównego bohatera, Pierrota Fishera, ma on cztery lata, a wiek ów, osiągnął on – jeśli nie mylę się w obliczeniach – w 1933 roku. Na początku poznajemy bowiem wspomnienia i wyznania z życia chłopca, którego ojciec od powrotu z I wojny światowej nie potrafił na nowo przystosować się do “normalnego” życia. Jako czytelnicy nie wiemy, jaki ojciec Pierrota był wcześniej – czy był kochającym mężem? Stanowczym, lecz opanowanym mężczyzną? Czy gdyby nie wojna byłby lepszym ojcem? Nie umiemy odpowiedzieć na to pytanie, wiemy jednak, że psychiczne zmiany, które zaszły w Niemcu, sprawiły, że nie potrafił on zadbać odpowiednio ani o swoją francuską żonę, ani o synka. Upijając się do nieprzytomności, robił się agresywny, bił żonę i straszył dziecko. Aż któregoś dnia po prostu zniknął. Później do syna i żony dotarła wieść o wypadku. Na tym jednak nie skończyły się nieszczęścia Pierrota – trzy lata po tragicznej śmierci ojca, chłopiec – teraz już siedmiolatek – traci także matkę. Samotny i wstrząśnięty pragnąłby zostać ze swoim przyjacielem Anszelem, ale jego matka nie ma pieniędzy, by utrzymać dwoje chłopców. W ten sposób osierocony i zdezorientowany, wyprawiony w samotną podróż pociągiem, trafia do pewnego sierocińca. Choć nie wiedzie mu się tak idealnie – nie narzeka i próbuje przystosować się do życia w tej chaotycznej społeczności. I tam jednak nie dane mu jest zagrzać miejsca na długo – niespodziewanie bowiem odnajduje go jego ciotka Beatrix – siostra jego taty, której chłopiec nigdy nie poznał. Zostaje więc wysłany w kolejną podróż, tym razem do miejsca, w którym powinien być szczęśliwy, przygarnięty pod skrzydła kogoś z rodziny. I najprawdopodobniej tak by było, a chłopiec wiódłby szczęśliwe dzieciństwo, a później i życie razem z ciocią, gdyby nie jeden drobiazg. Ciocia Beatrix pracuje jako służąca w domu pewnego człowieka. Adolfa Hitlera.

Zmiany. To one są najważniejsze w powieści Chłopiec na szczycie góry. Zaczynają się niewinnie – Pierrot nie może już nazywać się Pierrot, lecz Pieter; nie może już wspominać o swoim przyjacielu Anszelu, choć nie rozumie dlaczego; musi również dziwnie salutować, kiedy przypadkiem spotka na swojej drodze pana ze śmiesznym wąsikiem. To jednak są drobiazgi, zmiany, które nie powodują większych szkód, póki pozostają powierzchowne. Jednak metamorfoza Pierrota Fishera jest jak pędzący pociąg – każdy widzi, że jedzie za szybko i że taka podróż z taką prędkością dla nikogo nie skończy się dobrze, ale również każdy jest zbyt przerażony, by zareagować. A może niektórzy nie zdawali sobie sprawy z tego, jaka naprawdę była to prędkość? Pierrot – odkąd pamięta poniżany i słabszy (najpierw bezsilny wobec przemocy taty skierowanej w stronę mamy, później będąc chłopcem do bicia w sierocińcu, a także popychadłem podczas przypadkowych spotkań) – zaczyna z fascynacją patrzeć na Hitlera i podległych mu, wysokich rangą, Niemców. Widzi szacunek, jakim inni ich darzą (bardzo późno nauczy się odróżniać szacunek od zwykłego strachu) i swobodę, na jaką mogą sobie pozwolić w każdym działaniu i wyrażanych opiniach. Pierrot coraz szybciej przestaje być Pierrotem, a kontrolę nad jego  życiem przejmuje Pieter – żądny zemsty na każdym, kto go poniżył, zapatrzony w Hitlera i pragnący chociaż odrobiny jego uwagi, łasy na pochwały od gospodarza, niemiły w obejściu, agresywny i… coraz bardziej przerażający.

Pierwszą i w zasadzie jedyną większą wadą Chłopca na szczycie góry jest prędkość tych zmian, to z kolei nie wynika jednak z brak umiejętności pisarskich czy wyczucia Johna Boyne’a, lecz z objętości powieści. Książka nie ma nawet 300 stron, a mam wrażenie, że gdyby pisarz pokusił się w tym wypadku o dzieło liczące sobie 500, 600, a może nawet i 700 stron, otrzymalibyśmy powieść nie tylko wiarygodniejszą pod kątem zmian zachodzących w chłopcu, ale także jeszcze mocniej wstrząsającą czytelnikiem. Choć i teraz nie można tego autorowi odmówić, bo mimo że momentami przeskoki w czasie wydają się nieco za duże, przez co odbierane zostaje czytelnikowi podejrzenie postaci pod kątem psychologicznym i wiele musimy sobie dopowiedzieć, to nadal historia Pierrota i wydarzenia mające miejsce w rezydencji Hitlera, robią na nas spore wrażenie. Niekiedy dochodzi nawet do tego, że boimy się czytać dalej, nie chcąc dowiedzieć się, co się wydarzy, pragnąc zamknąć oczy przed złem, które przecież i tak się tam czai. Zdajemy sobie sprawę z tego, że życie chłopca to pędząca w dół, po stromym zboczu śnieżna kula, którą zatrzymać mógłby jedynie cud. Jednak czy i na niego nie jest już za późno? Czy można w ogóle liczyć na cud pośród strasznej wojny, a więc czasu, w którym każdy cud i tak okupiony musi być cudzym cierpieniem?

Z  kolei ogromną zaletą powieści jest umiejętne mieszanie historii z fikcją. Zmyślony żywot chłopca i jego tragiczna historia wplecione zostały w fakty z życia Hitlera i I wojny światowej. Dom, w którym od siódmego roku życia wychowywał się Pierrot (Pieter) to Berghof, dom położony na stoku Obersalzbergu w Alpach, w Niemczech. To właśnie tam Hitler spędził podczas wojny najwięcej czasu. W powieści, tak jak w historii, towarzyszy mu Eva Braun, nazywana Panią (analogicznie do Hitlera nazywanego Panem), po ogrodzie biega pies Blondi (z którym Pierrot uwielbia się bawić; ten sam, na którym przed samobójstwem Hitlera wypróbowana została skuteczność trucizny), wspomniana zostaje nawet Geli Raubal – siostrzenica i domniemana kochanka Hitlera, która – jak podano do opinii publicznej – popełniła samobójstwo. Postać Geli pojawiła się także w znanej i cenionej powieści Przypadek Adolfa H. autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta, a wspomnienie tej książki wydaje mi się słuszne także dlatego, że obydwaj pisarze w pewien sposób zabawili się historią – jeden z nich tworząc opowieść o tym, co by się stało, gdyby Hitler został przyjęty na Akademię Sztuk Pięknych, drugi natomiast stworzył przerażającą przypowieść o tym, co by się stało, gdyby pewien osierocony chłopiec dorastał w domu i “pod skrzydłami” Adolfa Hitlera.

Chłopiec na szczycie góry wywołuje potężne emocje i mimo że w pewnych momentach słowa i zachowanie kilkulatka wydają nam się podejrzanie zbyt dojrzałe, innym razem zaś kontrastująco dziecinne – od książki nie sposób się oderwać. Decyduje o tym nie tylko wciągająca historia, ale także lekkie, zgrabne pióro Johna Boyne’a, który kolejny raz wciąga nas w opowieść pełną ludzkich tragedii, żalu, wyrzutów sumienia i stachu, a której głównym, wiodącym splotem jest w zasadzie przypadek. Boyne nie pierwszy raz daje nam lekcję, w której tłumaczy, że w życiu nie można wykluczać niczego, bo o niemal wszystkim decyduje splot przypadków. Kiedyś możemy znaleźć się nie po tej stronie, co trzeba, możemy trafić nie do tego domu, do którego powinniśmy, lub zranić ludzi, których chcielibyśmy jedynie kochać. Bezsilność, wpływy, deformacje, przypadki, tłumiony żal, zdeptane ego, dramat, żałoba, podziw – tak wiele rzeczy, zdarzeń i osób wpływa na nasze życie. Dorosły jest w stanie oddzielić (czasami) dobro od zła, zgniliznę od tego, co jeszcze zakwitnie, ale dziecko? Jakie ono ma szansę, by wchłonąć tylko to, co najlepsze? Skąd wiedzieć, który napotkany przez niego przypadkowo człowiek nie zmieni całego jego życia w gorzką refleksję, w odruch patrzenia wstecz, ze strachem i skruchą wypatrując duchów? Chłopiec na szczycie góry nie odpowiada na te pytania (choć je, bezgłośnie, zadaje), ale opowiada wstrząsającą historię zagubienia i życia spisanego na straty. Na niektóre pytania resztą zwyczajnie nie da się odpowiedzieć. Niektórych przypadków nie da się uniknąć. Przypadki stanowią przecież część naszego przeznaczenia. Tak jak przypadek Pierrota Fishera. Zapoznajcie się z nim. Przynajmniej połowę z Was jego los dotknie do żywego, a niektóre sceny na długo pozostaną w pamięci.

Fot.: Wydawnictwo Replika

 

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: “Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: ‘towar drugiej klasy’ na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech”.

1 odpowiedź

  1. Gandalf napisał(a):

    Książka faktycznie wywołuje potężne emocje i to jeden z tych tytułów, obok których nie da się przejść obojętnie. Przeczytany pozostaje za to w pamięci na długo i zmusza do refleksji. Bardzo ciekawa recenzja, która doskonale oddaje charakter tej powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *