Publicystyka,Seriale

“Gra o tron”, sezon 6, odcinek 9 – wrażenia (ze spoilerami)

Dziewiąty odcinek szóstego sezonu Gry o tron był niecierpliwie wyczekiwany przez wielu widzów. Według jednego z memów Battle of the Bastards miał być w kręgach fanów bardziej wyglądany niż mecz Polaków z Niemcami na turnieju Euro 2016. Przyznam szczerze, że mnie to wyczekiwanie się nie udzieliło. Ot, kolejny epizod za tydzień, który zapewne rozegra się w przewidywalny sposób i nie zaskoczy żadną fabularną niespodzianką. Nie myliłem się, moje przypuszczenia się sprawdziły, lecz twórcom udało się zrealizować wyśmienity godzinny seans, czego się już nie spodziewałem. Dalsze czytanie tekstu – ze względu na liczne spoilery – zalecam tylko osobom, które są na bieżąco z serialem Gra o tron.

Najpierw jednak twórcy zaprezentowali nam wydarzenia w Meereen, gdzie panowie zdecydowali się rozpocząć wojnę przeciwko Daenerys Targaryen. Fabuła jest oczywista (jak nie pierwszy raz w tym sezonie), ale sceny walki, przede wszystkim związane ze smokami, potrafią zapierać dech w piersiach. CGI zostało świetnie wykorzystane, aż trudno uwierzyć, że to telewizyjny serial, a nie kinowy hit z ogromnym budżetem. Podoba mi się też zastosowanie planu Tyriona. Lannister potrafi inteligentnie wyjść z trudnej sytuacji i cieszę się, iż Matka Smoków go posłuchała. Pokazanie przeciwnikom, gdzie ich miejsce, również wypadło bardzo dobrze, bo zachowanie Targaryen było ze wszech miar słuszne.

Gra o tron

Doszło także do nawiązania współpracy Daenerys z rodzeństwem Greyjoyów, co widzowie podejrzewali od dłuższego czasu. Zdaję sobie sprawę, że Gra o tron to jeden z najpopularniejszych seriali, którego każdy odcinek staje się początkiem do tworzenia przez fanów teorii i spekulacji, jednak prawda jest taka, że w szóstym sezonie było wiele bardzo łatwych do przewidzenia rzeczy iGra o tron ten sojusz do nich należy. Internetowe teorie nie odegrały żadnej roli, widz mógł sam się domyślić dalszej akcji. Niemniej sama scena jest interesująca, choćby z uwagi na dialog Tyriona z Theonem – ten pierwszy ma dobrą pamięć, drugi zaś przeszedł przemianę.

Przy okazji warto zauważyć, że w serialu coraz częściej to kobiety są sygnowane do sprawowania władzy i mają największe szanse do spełnienia swoich ambicji. Yara chce rządzić Żelaznymi Wyspami, Daenerys ma zamiar zasiąść na tronie Westeros, Sansa prawdopodobnie będzie chciała mieć kontrolę nad Północą, a Tommen niedługo zginie i zastąpi go pewnie Margaery lub Cersei. Dodajmy, że w Dorne tamtejszego władcę pokonała Ellaria Sand. Jednak wiele tutaj jeszcze może się zmienić, choć na ten moment brakuje mężczyzn, którzy byliby rozsądnymi rywalami w walce o koronę. Wcześniej wspomniałbym tutaj o Jonie Snowie, ale po tym odcinku mam co do niego wątpliwości.

Gra o tron

Twórcy stanęli na wysokości zadania, jeśli chodzi o tytułową Bitwę Bękartów. Postarali się o wiele naprawdę fantastycznych ujęć, ukazując chaos wojennych starć. Walkę śledziliśmy głównie z perspektywy Jona Snowa, co pozwoliło wczuć się w rolę pojedynczego wojownika. Chyba najbardziej zachwyciła mnie scena z bohaterem starającym się zaczerpnąć tchu w miażdżącym go, spanikowanym tłumie. To był wstrząsający obraz. Praca kamery również wzbudzała zachwyt – Gra o tronto, jak podążała za walczącym Snowem, pokazując jego zagubienie w bitewnym zgiełku – mistrzostwo. Chociaż postawiono szczególny nacisk na wszechobecny chaos i brud, to wcale nie zapomniano o dużej dawce epickości, która kojarzy się z takimi produkcjami fantasy jak Władca Pierścieni (zresztą widać inspirację filmem Petera Jacksona).

Całości towarzyszyła wzmacniająca wrażenia muzyka, a niektóre chwyty potrafiły wzbudzić emocje – np. ucieczka Rickona, który był już tak blisko Jona Snowa, że pojawił się we mnie płomyczek nadziei, że uda mu się przeżyć. Niestety sposób, w jaki rozegrała się bitwa, nie jest bez wad. Kwestia tego, że te wady – a może zwyczajnie błędy – można bardzo różnie tłumaczyć, dlatego niektórzy będą krytykowali epizod, a inni zachwalali go pod niebiosa. Przykładowo – skąd u licha wzięły się stosy trupów? Albo dlaczego Rickon biegł prosto, ułatwiając Ramseyowi zadanie, zamiast poruszać się zygzakiem bądź schować się za paleniskiem?

Gra o tron

Najbardziej spornym tematem jest zatajenie przez Sansę informacji o możliwym wsparciu od Littlefingera. Dlaczego poprzestała tylko na jakimś tajemniczym ostrzeganiu Snowa? Przecież on nie wiedział, na co mieli czekać, skoro był przekonany, że nikt więcej mu już nie pomoże. Brawo dla Starkówny za spisanie Rickona na straty – uratowanie go było prawie niemożliwe, więc wykazała się tutaj realistycznym myśleniem. Jednak brak zaufania względem Jona, Gra o tronktóry mógł inaczej ułożyć taktykę, trudno jednoznacznie wytłumaczyć. Z jednej strony sprawiło to, że Ramsey był pewien zwycięstwa i dzięki posiłkom ród Starków odniósł wiktorię. Z drugiej – czy nie mogło obyć się bez tak druzgocących strat? Północ w tym momencie ma zniszczoną armię, a nadchodzą Biali Wędrowcy.

Jeśli tylko Littlefinger odejdzie z żołnierzami, Sansa i Jon pozostaną z zaledwie garstką żołnierzy. Nawet dzicy zostali zdziesiątkowani. Osobiście – po długim namyśle, rozmowach i przeczytaniu komentarzy na temat odcinka – uważam, że wyszły tutaj niedoskonałości Sansy. Przede wszystkim niedojrzałość, bo chciała zemścić się na swoim oprawcy i zadecydować o zwycięstwie, więc nie zdradziła Jonowi własnych planów. Snow zignorował jej zdanie i to też mogło przyczynić się do tego, że zdecydowała się popisać podczas bitwy. Miała wyjść na twardego, bezwzględnego gracza. W mojej ocenie wciąż się to jej nie udaje – co innego starać się być kozakiem, a co innego nim być. W tej postaci jest to dość widoczne.

Gra o tron

Oczywiście są inne wytłumaczenia. Może Sansa dalej nie przepada za Jonem i chciała jego śmierci? Obawia się, że będzie chciał rządzić, podczas gdy to ona wolałaby przejąć władzę nad Północą? Boi się podlegania kolejnemu mężczyźnie? To też jest przekonujące, aczkolwiek w ocenie jej zachowania decydujący okaże się następny odcinek. Ja jednak kompletnie nie kupuję teorii, że Sansa jest inteligentna, twarda i wyrasta (albo już jest – jeszcze lepiej) Gra o tronna liczącego się, sprytnego gracza w stylu Cersei. Moim zdaniem Starkówna wykazuje się sporą lekkomyślnością (szczególnie że pomoc przyszła od Littlefingera, którego nie tak dawno odprawiła z kwitkiem – ach, ta nagła zmiana zdania) i brakiem patrzenia w przyszłość.

Nie rozgrzeszam jednak Jona, bo to, co zrobił, woła o pomstę do nieba. Rzucił się na Ramseya, podczas gdy ten ewidentnie próbował go skłonić do głupiego natarcia. Przy czym wydawało mi się, że Snow jest bardziej rozsądny. Rozumiem, że obudziły się w nim emocje, ale że aż rzuca się samotnie na armię rywala (swoją drogą, epicka scena – Jon kontra konna jazda. Niech się cieszy, że Bolton nie kazał zastrzelić go łucznikom)? Wydaje mi się, że plan pokonania Ramseya nie był taki zły, jak przekonywała Sansa, lecz należy zauważyć jedno – nie został w żadnym punkcie wypełniony. Jon w tym epizodzie podobał mi się tylko podczas rozmowy z rywalem. Popisał się dobrą ripostą, co docenił nawet rozmówca. Generalnie zachowania bohaterów można tłumaczyć jeszcze inaczej – według twórców taki rozwój wydarzeń był najlepszy. Co z tego, że nie zgadza się z charakterami protagonistów?

Gra o tron

Śmierć Ramseya idealnie pasuje do postaci – zjedzony przez psy i upokorzony przez Sansę (która, zastanawiam się, czy nie jest czasem w ciąży z Boltonem, bo tak nieco sugerował dialog). Odcinek tworzy również nowy wątek związany z Davosem. Prawdopodobnie Cebulowy Rycerz będzie chciał zemścić się na Czerwonej Kapłance za spalenie swojej przyjaciółki. Dobrze wprowadzono tę kwestię, bo sam poczułem gniew na Melisandre. To by też zresztą tłumaczyło, dlaczego ostatnio występowała w tak małej ilości scen. Nie jest zbyt przydatna, więc pozbycie się jej nie byłoby raczej ciosem dla Jona. Już bez zbędnych wstępów, odcinek świetny. Moja ocena: 8,5/10.

Fot.: HBO

Podobne wpisy:

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Komentarze: 1

  1. Michał Bębenek 22 czerwca, 2016 at 20:46 Odpowiedz

    Jak dla mnie to pod kątem realizacyjnym – 10/10, pod kątem fabularnym 8/10. Niektóre rzeczy trochę nie trzymają się kupy, ale czyż nie wywołuje satysfakcji fakt, że w końcu coś zaczyna się udawać tym “dobrym”? Daenerys, mimo swojej setki imion, pozamiatała absolutnie. Jon Snow już trochę mniej, ale się chłop starał jak mógł – i tutaj, uwaga, zgodzę się z Tobą odnośnie Sansy. Dziewczyna, mimo efektownego i zwycięskiego rezultatu, mogła sobie jednak darować “niespodziankę” i wtajemniczyć w plan chociaż swoją stronę bitwy ;).
    W ogóle, to w Winterfell mają chyba zajebistą turbo-łaźnię! Jon, jeszcze do niedawna pokryty hektolitrami krwi i flaków, w kolejnej scenie nagle jest czyściutki i nawet włosy ma umyte ;). Ale, żeby nie było, “Battle of the Bastards” podobało mi się bardzo, nie wiem nawet czy nie najbardziej. Zaryzykuję stwierdzenie, że to przynajmniej top 3 najlepszych odcinków “Gry o tron” w ogóle.

    No i wszyscy tak strasznie czepiają się Rickona, że nie biegł zygzakiem. Jasne, łatwo mówić siedząc z piwem przed telewizorem. Trochę trudniej wykonać, jeśli jest się dziewięcioletnim (czy ile on tam miał) dzieciakiem, przerażonym do szpiku kości, który po prostu ucieka ratując życie. W takiej sytuacji włącza się mechanizm “walcz albo uciekaj”, tam nie ma miejsca na racjonalne myślenie typu “pobiegnę zygzakiem, to mnie nie trafi”.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *