Filmy,Oscary 2019,Recenzje

Serce łamie się na pół – Nadine Labaki – “Kafarnaum” [recenzja]

Kafarnaum to jedna z tych historii, która  oddziałuje na emocje i angażuje nas bez reszty, pozostając na długo w pamięci po wyjściu z kina. Historia rozpoczyna się ekspozycją  Bejrutu, która uświadamia nam od pierwszych chwil, z jakim światem będziemy mieli do czynienia. Jest to świat pełen ubóstwa, kłótni, beznadziei, nie ma w nim miejsca na dziecięcą radość i beztroskę, choć jedyne pozytywne momenty to właśnie te, w których główny bohater, Zain, bezwiednie prezentuje przed nami swą dziecięcą naiwność i w jakimś stopniu ufność wobec otaczającego go świata.

Nadine Labaki, reżyserka Karmelu czy Idola z ulicy subtelnie wplata w fabułę elementy kina dokumentalnego, łącząc przy tym gatunki i czerpiąc z klasycznych nurtów kina, takich jak chociażby włoski neorealizm. Poprzez formę, sposób przedstawienia postaci i angaż naturszczyków do obsadzenia głównych ról film nasuwa skojarzenia ze wspaniałym dziełem Vittorio de Siki Złodzieje Rowerów, w którym to reżyser również  zatrudnił samorodnych – a z perspektywy czasu, znakomitych – aktorów. Podobnie jak w przypadku tamtego filmu, zaangażowanie młodego syryjskiego uchodźcy do Kafarnaum jest siłą, na której opiera się historia przedstawiona przez Nadine Labaki. Ważną kreacją z tego punktu widzenia jest również Rahil, w której rolę wciela się Yordanos Shiferaw, uchodźczyni z Erytei, która podczas kręcenia Kafarnaum została zatrzymana i trafiła do więzienia.

Na sali sądowej podczas rozprawy poznajemy Zaina – nie wiemy, ile ma lat, wiemy natomiast, ile czeka go kary odsiadki za przestępstwo, którego się dopuścił. Nie to jest jednak głównym tematem sprawy sądowej. Chłopiec jest tam po to, by pozwać swoich rodziców za to, że dali mu życie – gdy z ekranu wypowiada te słowa, spada na nas ogromny ładunek emocjonalny, serce łamie się na pół i od tej pory razem z Zainem dzielimy doświadczenia, które nie powinny nigdy spotkać dwunastoletniego – jak się później okazuje – dziecka. Począwszy od patologii, w której przyszło mu żyć, braku miłości ze strony rodziców oraz biedy, która doprowadziła do tego, że według prawa po prostu nie istnieje – bo nie ma dokumentów zaświadczających o tym – podążamy za jego losem pełnym udręczenia. Punktem zapalnym jest sytuacja, w której rodzice Zaina wydają jego ukochaną siostrę za o wiele starszego właściciela sklepu. Od tej pory chłopiec żyje na ulicy, wybiera ucieczkę, pakując rzeczy w worek na śmieci i rozpoczynając samotną tułaczkę. Na swojej drodze spotyka etiopską imigrantkę Rahil, która w tajemnicy przed światem wychowuje małego synka. Mamy więc do czynienia z kontrastem – Rahil, pomimo trudności i przeciwności losu, darzy swoje dziecko, Jonasa, największą i najprawdziwszą matczyną miłością; to uczucie, którego nigdy nie doświadczył Zain.

Odtwórca głównej roli, na cześć którego reżyserka nadała mu to samo imię, Zain Al Rafeea, poraża autentycznością. Być może jego realizm wynika z doświadczeń, które miały miejsce w prawdziwym świecie. W 2012 roku  rodzina chłopca przeniosła się do Libanu. Śledząc jego historię, można wywnioskować, że wiele z przedstawionych sytuacji to wyjęte z życia prawdziwe doświadczenia, z którymi zmagał się Zain. Marzenie o lepszym życiu w Szwecji czy chęć rozpoczęcia nauki w szkole to wątki wręcz autobiograficzne, które powodują, że przez większość filmu gra on właściwie samego siebie. Nadine Labaki bardzo dosadnie i głęboko, oprócz świata przedstawionego w filmie, ukazuje świat wewnętrzny Zaina. Przedstawia go jako chłopca, który pomimo okrutnego życia nie  jest pozbawiony miłości, ciepła, odpowiedzialności, tęsknoty. Troszczy się o siostrę, a gdy na swojej drodze spotyka Rahil – bezinteresownie opiekuje się małym Jonasem, dbając o niego i nie pozwalając, by stała mu się krzywda. Nieufność przeplata się tu z naiwnością, drobne kłamstwa okraszone są dziecięcymi argumentami, które bywają wręcz komiczne z punktu widzenia dorosłych.

Wnikliwe wejście w świat widziany oczami Zaina jest perspektywą, po którą sięga reżyserka, by za jej pomocą zobrazować realny problem ubóstwa, w którym dorastają dzieci w krajach trzeciego świata. Szczerość, która wylewa się z filmu, pozbawia go ckliwości, reżyserka nie chce moralizować, nie posuwa się do sztuczności świata przedstawionego, chce natomiast pokazać z dokumentalnym zacięciem, jak może wyglądać – i jak zapewne w wielu miejscach na świecie wygląda – życie zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, dorastających w biedzie i braku miłości dzieci pozostawionych samych sobie i zdanych tylko na siebie.

Film obejrzeliśmy dzięki Cinema City

 

Reżyseria9
Scenariusz8.5
Aktorstwo10
Muzyka8
Kwestie techniczne8
Emocje9.5
8.8Ocena ogólna