Filmy,Patronat,Recenzje

Najświętsza Panienka skąpana w absurdzie – Gianni Zanasi – “Nadmiar łaski” [recenzja]

Subtelny humor, piękne obrazy, Włosi i morze absurdu – oto Nadmiar łaski w telegraficznym skrócie. Nie dajcie się zwieść plakatowi. Reżyser Gianni Zanasi jest daleki od moralizowania i nawracania. Przedstawiam Wam słoneczną, lekką propozycję kinową na krótkie zimowe dni.

Jeśli wydaje Wam się, że Nadmiar łaski jest mdłą, ruchomą pocztówką na Boże Narodzenie, to macie rację – wydaje Wam się. Wprawdzie głównej bohaterce objawia się Matka Boska, każąc jej „iść do ludzi” i zbudować kościół, ale… zwyczajnie źle trafiła. Lucia to umiarkowanie wierząca geodetka z problemami w domu, w pracy i ogólnie z samą sobą. Nie zmienia to faktu, że jest bardzo miłym i chętnym do pomocy człowiekiem. Na przykład nie przejdzie obojętnie obok ubogiej uchodźczyni… I tę właśnie cechę charakteru Lucii wykorzystuje pewien biznesmen. I Matka Boska też. Gwarantuję spore zaskoczenie! Pozostaje pytanie, czy takie ujęcie tematu będzie przyjęte z rozbawieniem, czy raczej z niesmakiem.

A właściwie… gdyby jednak potraktować Nadmiar łaski jako biblijną przypowieść, piętnującą ludzkie grzechy i grzeszki? W sumie można. Przy czym „piętnować” to za mocne słowo – bliższe prawdy byłoby raczej „wskazywać”. I z pewnością byłby to raczej łagodny typ przypowieści, posługujący się obrazami i subtelnymi aluzjami. Mający skłonić do refleksji, bez grożenia palcem bożym. Chociaż Matka Boska nie tylko grozi tu palcem, ale też – bardzo dosłownie – ciągnie za włosy i używa przemocy. Co zresztą włożone w usta Lucii brzmi przeuroczo: Ukazuje mi się Matka Boska. Krzyczy na mnie i mnie bije. Ale do rzeczy. Co z tymi grzeszkami?

 

Nadmiar krętactw

Wpływowy inwestor Paolo (Giuseppe Battiston) ma ambicje, by stworzyć wielki, supernowoczesny obiekt o wdzięcznej nazwie „Fala”. Jest tylko jeden problem – formalności. W miejscu, gdzie ma ruszyć budowa, najnowsze pomiary geodezyjne nie zgadzają się z poprzednimi. Inwestycję pt. „Fala” popierają wszystkie „grube ryby”, w myśl zasady, że gdyby wszystko było legalne, nic nigdzie nie mogłoby powstać. Również i tę sprawę można załatwić jednym podpisem. I dlatego właśnie ma wkroczyć tutaj Lucia ze swoim dobrym sercem i stosownymi uprawnieniami.

Nadmiar sceptycyzmu

Lucia grana przez Albę Rohrwacher ma całkiem stabilną sytuację życiową – pracę którą lubi, córkę, którą kocha, zadbany, kolorowy dom. Nieszczególnie też przeżywa rozstanie z wieloletnim partnerem. Gdy objawia jej się Matka Boska, zabiegana geodetka za grosz nie chce przyjąć do wiadomości, że jest to zdarzenie natury religijnej i szuka przyczyny w zmęczeniu i stresie. Chodzi do psychiatry, mówi przyjaciółce, że postradała zmysły, obawia się, że przez wariactwo straci prawo do opieki nad córką. Doprowadza tym Matkę Boską do ostateczności – ta musi użyć siły fizycznej, by udowodnić swoją prawdziwość.

Niedosyt zachwytu

Włoskie słońce, klimat, przyroda, architektura. Wszystko to zachwyca nas – polskich widzów próbujących co rano odpalić silnik lub marznących na przystankach. Ale powiedzcie Włochom, że Włochy są piękne – są owszem, tylko już się im się opatrzyły. A niesłusznie. Zapominają ci skąpani w słońcu pracusie, że Italia skrywa wspaniałe cuda. Wystarczy spojrzeć… głębiej, puścić z dymem dotychczasowe postrzeganie. If you know, what I mean.

Aktorstwo

Niektóre twarze z Nadmiaru łaski poznaliśmy już w innych włoskich produkcjach – choćby w niedawnym obrazie Paola Genovese Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (nasz Wielogłos znajdziecie tutaj). I tym razem możemy się poczuć zaskoczeni brakiem typowo południowego temperamentu bohaterów: krzyków, rozemocjonowania i szerokiej gestykulacji. Styl gry wszystkich postaci jest podobny – stonowany, dowcipny, autoironiczny. Wszyscy zdają sobie sprawę z absurdalności objawienia Lucii, na bieżąco analizują sytuację i podejmują wyważone decyzje. Alba Rohrwacher świetnie zagrała scenę, w której przepraszającym tonem informuje ekipę budowlaną o objawieniu, jednocześnie zdając sobie sprawę ze śmieszności swojego położenia. Zgoła odmienną rolę do odegrania miał Elio Germano jako Arturo. Jego postać jako jedyna daje się ponieść fali wydarzeń (tak! Fali!). Zupełnie nie przeszkadza mu, że jego była dziewczyna prawdopodobnie traci zmysły. Stara się o nią, ima różnych sposobów zwrócenia na siebie uwagi. I on jeden ze wszystkich postaci wierzy w prawdziwość objawienia. Co więcej, gotów jest wypełnić ostatnie, najdziwniejsze polecenie Najświętszej Panienki.

Warto nadmienić, że film otrzymał w Cannes nagrodę dla najlepszego filmu europejskiego (2018 MFF w Cannes). Uroczyście stawiam 9 punktów na 10 możliwych. Oglądało się bardzo przyjemnie, reżyserskie mrugnięcia okiem zostały dostrzeżone, krajobrazy docenione, bohaterowie polubieni. Odejmuję tylko jeden mały punkcik za zakończenie. Pozostawia we mnie niedosyt i wielki znak zapytania. To co w końcu z tym kościołem? Możliwe, że zastosowano tutaj dość czytelną metaforę, której nie zrozumiałam tylko ja. Na szczęście recenzje mają to do siebie, że można je pisać całkowicie subiektywnie i spuentować jak wyżej. Że nie zrozumiałam i już.

Słowem podsumowania: Polecam wszystkim! Mam nadzieję, że nie będziecie zbulwersowani nietypowym stylem bycia Najświętszej Panienki.

Ocena9
9Ocena ogólna

Próbuje z różnym skutkiem zapracować na swoje nazwisko. Póki co, traktuje je jak przewrotny żart. Umie czytać i pisać. Z rachowaniem gorzej.