Bóg tak chciał – David MacKenzie – „Pod sztandarem nieba”

W małym miasteczku w stanie Utah dochodzi do przerażającej zbrodni. Ktoś bestialsko morduje piętnastomiesięczną dziewczynkę i jej młodą mamę Brendę. Ponieważ do tej straszliwej, niemożliwej do pojęcia zbrodni doszło w mieście niemal całkowicie zamieszkanym przez pobożnych i traktujących swoją wiarę niesłychanie poważnie członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, czyli mormonów, wyznawcy doktryny Josepha Smitha muszą zmierzyć się z grozą rzucającą cień na ich bogobojną enklawę. Istnieje bowiem uzasadnione podejrzenie, że zbrodni nie dokonał żaden „bezbożnik”, lecz któryś z wiernych. O morderstwo zostaje oskarżony mąż Brendy, Billy, należący do znanego z żarliwej religijności klanu Laffertych. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca dla miejscowych, że Lafferty to klan powszechnie szanowany i uważany za filar społeczności. Sprawę szybko rozwiązać i, tym samym, uspokoić nastroje w mieście musi detektyw Jeb Pyre – pobożny i całkowicie oddany doktrynie mormon o niezachwianej wierze. Towarzyszy mu Ben Taba – detektyw pochodzący z rdzennej społeczności plemienia Pajutów, jeden z niewielu niepodzielających wiary w proroka Smitha w tym zdominowanym przez mormonów mieście. Taki jest punkt wyjścia fabuły serialu Pod sztandarem nieba. Serialu, po obejrzeniu którego będziecie mieć nie tylko satysfakcję z obcowania ze znakomitym kinem, ale i potężnego kaca moralnego.

Im bardziej obaj panowie będą zgłębiać okoliczności zbrodni, tym więcej wątpliwości i rozterek będzie nękać Jeba Pyra, stawiając pod znakiem zapytania wszystko, w co wierzy i na czym zbudował swoje życie, będąc początkiem jego duchowej przemiany. Serial Pod sztandarem nieba, który możemy oglądać na Disney +, zgrabnie porusza się w konwencji thrillera. Jednak pod kryminalną powłoką kryje się głęboka społeczno-psychologiczna wiwisekcja religijnego fanatyzmu i wszystkich jego konsekwencji. Czym naprawdę jest religia? Czy warto wierzyć i jakie następstwa psychologiczne, etyczne i życiowe niesie dla wierzących?

Zbrodnia na przedmieściach

Detektyw Jeb Pyre jest oddanym i szanowanym członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich na przedmieściach Salt Lake Valley. Zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym konsekwentnie podąża drogą proroka Josepha Smitha. Jako stróż prawa stara się chronić swoją społeczność przed złem tego świata. Ale co, jeśli pewnego razu zło nie przyjdzie z zewnątrz, ale z samego jądra pobożnej społeczności? Co, jeśli zalęgło się wśród mormonów? Co, jeśli zbyt gorliwe przestrzeganie zasad proroka doprowadziło jego wyznawców do szaleństwa? To, czego doświadczy detektyw w trakcie rozpracowywania wstrząsającej zbrodni, zachwieje całym jego wyobrażeniem o swoich braciach i siostrach w wierze i o słuszności tego, w co całe życie gorliwie wierzył.

Konflikt tragiczny

Detektywa gra Andrew Garfield i trzeba przyznać, że robi to znakomicie. Jest całkowicie wiarygodny, pokazując nam bohatera, do którego powoli dociera, że mógł oprzeć swoje życie na czymś, co stoi w głębokiej sprzeczności z jego wewnętrznym, głęboko ludzkim, nieukonstytuowanym w religijnych dogmatach kodeksem etycznym. Garfield jest w tej roli stonowany, skupiony, rewelacyjnie pokazuje wewnętrzną walkę swojego bohatera, któremu właśnie wali się świat. W jego kreacji nie ma ani grama efekciarstwa, pozerstwa czy fałszywej nuty. Natychmiast zjednuje sobie przychylność widza. Obserwujemy zwyczajnego, porządnego, oddanego rodzinie i społeczności faceta, postawionego w absolutnie tragicznej sytuacji. Nie ma przesady w porównaniu sytuacji detektywa Pyre’a do uwikłania w konflikt tragiczny w antycznym rozumieniu. Życie zmusza go do dokonania niemożliwego wyboru, do wyboru między poczuciem sprawiedliwości i przyzwoitości a lojalnością wobec rodziny i społeczności. A czego by nie wybrał, w efekcie tej decyzji jego światopogląd i osobowość muszą się rozpaść. Dla człowieka tak głęboko wierzącego, jak Pyre to prawdziwa tragedia. Obserwujemy więc powolny, sukcesywny rozpad osobowości głównego bohatera. Widzimy jego zmagania ze współczuciem i zrozumieniem, w czym wielka zasługa aktora, który ani przez moment nie szarżuje, żeby podkreślić dramatyzm sytuacji. I ten kameralny dramat jest jednym z najciekawszych i przejmujących wątków fabuły serialu.

Garfieldowi w roli detektywa Billa Taby partneruje Gil Birningham, charyzmatyczny aktor z plemienia Komanczów. W serialu jest bezkompromisowym głosem rozsądku i wyrzutem sumienia – głosem zapomnianej i skrzywdzonej mniejszości. Jest też kusicielem; nieustannie podważa dogmaty rządzące życiem Pyre’a. Jest sceptyczny wobec jego wiary i głośno wyraża swoje wątpliwości. Świetna, zapadająca w pamięć kreacja.

Na początku był reportaż

Fabuła serialu została oparta na reportażu Jona Krakauera Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija. Książka w momencie wydania wywołała w USA niemały skandal, została uznana za skandaliczną i – a jakże, depczącą mormońskie uczucia religijne. Serial udanie podejmuje główny watek książki Krakauera, będąc głęboką i przekonującą analizą religijnego fanatyzmu i jego tragicznych konsekwencji. Serial wiarygodnie pokazuje stopniową dewastację umysłów zarażonych wirusem fanatyzmu. Pokazuje moralną degrengoladę, do jakiej prowadzi jej niszczący wpływ na psychikę, godność i życie jednostek, rodzin i całej społeczności zbudowanej na wyparciu, obojętności, hipokryzji, odwracaniu wzroku, okrucieństwie i umysłowej aberracji.

Różne oblicza religii

Jednak gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że Pod sztandarem nieba nie jest łopatologicznym potępieniem w czambuł religii jako takiej. Mnóstwo tu odcieni szarości, subtelności i niejednoznaczności. I w tej zakażonej złem społeczności znajdą się odważni i sprawiedliwi albo po prostu osoby zdolne do przezwyciężenia lęku, przełamania schematu bycia ofiarą i przeciwstawienia się religijnej opresji. Będą też tacy, dla których nie ma nadziei. I tacy, którzy nie będą chcieli zobaczyć przemocy – tej symbolicznej i tej całkiem dosłownej, na której zbudowano ich wiarę. Wszyscy bez wyjątku bohaterowie przechodzą tu przemianę, zmierzając w kierunku całkowitego szaleństwa lub przeciwnie – mozolnie wydostając się z okowów religii.

Świetnie zbudowaną postacią jest tu Brenda, którą poznajemy jako pełną życia i ambicji dziewczynę, wychowaną w rodzinie mormońskiej, w której jednak jej podmiotowość i życiowe cele są szanowane i akceptowane. Rodzicom Brendy daleko do fanatyzmu. Wątek młodej, niezależne kobiety trafiającej w zamknięte środowisko konserwatywnych i uprzedzonych do wszelkich przejawów wolnej woli Laffertych jest drugim najciekawszym wątkiem fabuły.

W zasadzie wszyscy aktorzy spisali się świetnie, znakomicie oddając złożoność postaci miotających się między oddaniem wierze a narastającymi wątpliwościami. Choć zdecydowanie najlepiej wypadły postacie złamane, całkowicie przeżarte fanatyzmem. Autentycznie przerażające i groteskowe zarazem. W obsadzie błyszczy zwłaszcza dawno niewidziany na srebrnym ekranie Sam Worthington i Daisy Edgar-Jones w roli Brendy.

Przemoc nasza powszednia

Pod sztandarem nieba to opowieść o przemocy. W każdej postaci. O totalnie patriarchalnym świecie, w którym kobietom wyznaczono podrzędną usługową rolę. O dziedziczeniu przemocy i o złu rodzącym zło. Tak, wiem, widzieliśmy to już wiele razy. Tu jednak praprzyczyną tego stanu rzeczy jest ufundowana na kłamstwie i przemocy religia, której powstanie możemy dokładnie prześledzić w licznych retrospekcjach. Serial toczy się bowiem w kilku płaszczyznach czasowych. Samo śledztwo obejmuje zaledwie kilka dni w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku. Ale obserwujemy też rozpisaną na lata sagę rodziny Laffertych, trzymanej twardą ręką przez despotycznego ojca socjopatę. I wreszcie cofamy się do XIX wieku – czasów powstawania, rozkwitu i ewolucji mormonizmu.

Czasy proroka

Retrospekcje cofające nas do czasów Josepha Smitha i jego pierwszych wyznawców pozwalają na umieszczenie współczesnych wydarzeń w szerszym kontekście. Pozwalają poznać ich genezę i lepiej zrozumieć współczesnych bohaterów. Ten fabularny zabieg nie tylko daje serialowi epicki rozmach, ale i czyni go filozoficzno-historiozoficznym esejem. Szwankuje natomiast wykonanie tego wątku. Sceny historyczne momentami zanadto trącą teatralnością i realizacyjną sztucznością

Wielowątkowy scenariusz to zasługa Dustina Lance’a Blacka również wychowanego w zamkniętej społeczności. Bardziej niż pytanie: kto i dlaczego zabił, scenarzystę interesuje mechanizm uwikłania w destrukcyjny system religijny i dewastacja, jaką sieje w psychice fanatyczna wiara. Black pod lupą, z aptekarską dokładnością przygląda się osobowościom podatnym na religijną psychozę, zastanawia się, jak to możliwe, że pozwolili się tak zmanipulować.

Nie sposób nie wspomnieć o zdjęciach, świetnie budujących klimat zagrożenia i niepewności, utrzymanych w przegniłych brązach i zimnych szarościach. Mnóstwo tu gry cieni, niejednoznacznego kadrowania, nieoczywistych planów. Oglądamy świat, który się chwieje, który rozpada się na naszych oczach. Atmosferę napięcia równie skutecznie buduje hipnotyzująca muzyka.

Kino moralnego niepokoju po amerykańsku

Pod sztandarem nieba ma wszystkie zalety dobrego thrillera. Akcja toczy się nieśpiesznie, twórcy umiejętnie budują napięcie i dawkują informacje, powoli odkrywając karty. Atmosfera zagrożenia narasta z każdym odcinkiem, nie ma tu zbędnych scen i pustosłowia. Każda scena, każdy dialog zdają się przybliżać nas do rozwiązania zagadki podwójnego morderstwa, które zachwiało fundamentami hermetycznej, pozornie idealnej społeczności. A zarazem nieraz, podobnie jak dwóch detektywów, czujemy się wyprowadzeni na manowce. Scenarzysta myli tropy, podsuwa fałszywe rozwiązania, a my czujemy się złapani w pułapkę i osaczeni. Zupełnie jak bohaterowie serialu. I coraz mocniej angażujemy się w śledztwo i losy bohaterów. Bo pomimo pozornej nieefektowności to serial niesłychanie emocjonalnie angażujący.

Nie byłby jednak aż tak wciągający, gdyby był tylko kryminałem. Pod sztandarem nieba daje widzowi coś więcej niż tylko pasjonujące rozwiązanie kryminalnej zagadki. Daje brutalną wiwisekcję umysłów zakażonych fanatyzmem. To rozprawa o przemocy, o korzeniach zła i o naszej bezradności wobec niego. Dlatego jest tak przejmująca. To przejmujące kino moralnego niepokoju naszych czasów. Siedem odcinków mija w okamgnieniu. Świetny, gęsty serial.

Do obejrzenia w Disney +.


Przeczytaj także:

Recenzję powieści graficznej Loteria

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.