Recenzje,Seriale

Nie ma się czego wstydzić – „Sexify” [recenzja]

Sexify
Sexify

No i doczekaliśmy się pierwszego polskiego serialu young adult zrealizowanego dla Netflixa. Jest kolorowo, jest głośno, jest odważnie, jest momentami mocno nietypowo, jest i światowo, i jednocześnie swojsko. Czy jest sexi? To już kwestia gustu. Czy jednak opowieść o trzech studentkach, które nawzajem mogą się od siebie nauczyć życia, ponieważ każda z nich ma do niego zupełnie inne podejście i inne doświadczenia, wciąga na tyle, by z chęcią włączyć kolejny, niekrótki, bo niemal godzinny odcinek? No i kwestia równie ważna dla polskiego serialu wypływającego na światowe wody: czy aktorzy dali radę i z dumą możemy polecać serial nie tylko naszym polskim znajomym? Czy tacy aktorzy, z niemałym stażem, jak Cezary Pazura, Małgorzata Foremniak czy Ewa Szykulska, będący jedynie tłem dla mniej znanych nazwisk, dodali kolorytu historii i animuszu młodszym kolegom, czy jedynie przytłoczyli produkcję i stłamsili młodzież? Sexify nie daje nam jednego konkretnego algorytmu na to, czy serial nam się spodoba, czy nie. W tym przypadku trzeba po prostu dać produkcji szansę i przekonać się na własnej skórze, czy seans daje nam przyjemność, na jaką według nas zasługujemy.

Głównymi bohaterkami Sexify są trzy studentki – Natalia, Paulina i Monika. Dwie pierwsze znają się i przyjaźnią od lat, o czym przekonują wspólne zdjęcia robione przed laty, które możemy dostrzec w jednym z odcinków. Z Moniką natomiast połączy je łobuzerski los, który z początku całej trójce będzie wydawał się raczej starą zrzędą niż czymś, co można by nazwać przeznaczeniem. Każda z nich jest zupełnie inna, nie tylko jeśli chodzi o charakter, ale też przez wzgląd na wychowanie, relacje rodzinne i wartości, w jakich była wychowywana. Natalia to inteligentna, ambitna i pracowita studentka informatyki, najlepsza na roku, która ma zamiar wygrać konkurs na najlepszy start up, tworząc aplikację, która zoptymalizuje sen użytkowników. Natalia nie pije alkoholu, nie korzysta z innych używek, nie chadza na imprezy i co ważne dla tej produkcji – w wieku 23 lat jest dziewicą. Studia są dla niej wszystkim, bo to dzięki nim zamierza coś osiągnąć. Nie zamierza wracać do rodzinnego miasta i domu, w którym mieszka z mamą i babcią. Paulina to katoliczka, która jest ze swoim chłopakiem od czasów nastoletnich. Mieszkają razem, choć przed rodzicami udają, że Paulina nadal dzieli pokój w akademiku wraz z Natalią. Bo przecież przed ślubem to grzech. Wydaje się, że Paulina jest w szczęśliwym związku, którego można jej pozazdrościć. Jednak okazuje się, że seks polegający na szybkim zaspokojeniu swojej potrzeby przez jej chłopaka, z zerowym zainteresowaniem wobec jej przyjemności, nie wystarcza dziewczynie i z czasem staje się przyczynkiem do kłamstw, kręcenia i stopniowego oddalania się od wieloletniego partnera. Paulina żyje w sztywnych ramach, które narzuca jej rodzina i religia, a także utarte konwenanse. Boi się choćby pomyśleć, jaka jest naprawdę, jaka mogłaby być i jaka chciałaby być. Monika to zupełnie inny typ niż przyjaciółki. Od dawna przestała pojawiać się na uczelni, nie wydaje się zainteresowana zdobywaniem ani wykształcenia, ani doświadczenia. Nic jednak dziwnego, skoro bogaci rodzice i gwarantowana posada w firmie ojca nie wymagają od niej żadnego wysiłku. Dziewczyna ma własne mieszkanie, które w porównaniu z akademikiem jawi się jako szczyt luksusu. Znamienna jest pierwsza scena, w której poznajemy Monikę. Ojciec wchodzi do mieszkania, zastając córkę uprawiającą seks z jakimś obcokrajowcem. Co warto podkreślić – ani ona, ani ojciec nie wydają się nadmiernie zawstydzeni tą sytuacją, jakby zdarzyła się ona już wcześniej. Monice zostaje postawione ultimatum – odzyska dostęp do pieniędzy i mieszkania, jak wróci na studia i skończy je.

Traf chce, że zwalnia się pokój przylegający do tego, który zajmuje Natalia (i w teorii Paulina). Chcąc nie chcąc, dziewczyny spotykają się więc i tu Sexify zaczyna się na dobre. Ich początkowa antypatia wkrótce przemienia się w świadomość, że mogą być sobie nawzajem potrzebne, a z tej potrzeby z czasem – kto wie? – być może utworzy się jakaś więź? Co dziewczyny mogą zaoferować sobie nawzajem? Wydawałoby się, że niewiele, ale to się zmienia, kiedy nowy promotor grupy Natalii nie jest przekonany, co do jej aplikacji do zwiększenia wydajności snu. Natalia dowiaduje się, że projekt, aby zwyciężyć, musi dotyczyć, czegoś, czym naprawdę zainteresowani są jej rówieśnicy, a sen jest zwyczajnie nudny. Natalia musi więc wymyślić coś, co jest na czasie, o czym wszyscy mówią, co wszyscy robią. Obserwując bacznie swoje otoczenie, postanawia, że zrobi aplikację dotyczącą seksu. Problem w tym, że sama wie na ten temat niewiele, a w zasadzie nic. Dostrzega więc nadzieję w Paulinie, która od wielu lat jest ze swoim chłopakiem i regularnie uprawia seks, i oczywiście w Monice, która już pierwszego wieczora dała się poznać jako hałaśliwa, krzycząca sąsiadka. Krzycząca bynajmniej nie ze złości.

Sexify

Dziewczyny po większych i mniejszych perturbacjach, po wzajemnych docinkach i niesnaskach próbują wspólnymi siłami stworzyć aplikację, która miałaby zrewolucjonizować kobiecy orgazm. Która byłaby niczym drogowskaz i pomagała w osiągnięciu najwyższej rozkoszy. Do tego oczywiście potrzebne są badania wychodzące poza ich własne doświadczenia. Tak powstaje Kopulatorium, w którym pary z akademika znajdują zaciszne miejsce do seksu, w zamian za to, że kobiety, po wszystkim, wezmą udział w ankiecie. Co ciekawe, twórczynie Kopulatorium do końca zdają się nie zdawać sobie sprawy z tego, że to, co stworzyły w pokoju numer (jakżeby inaczej) 69, może im przysporzyć realnych problemów. W międzyczasie poznamy nieco bliżej życie i charakter każdej z nich, zajrzymy do ich rodzin i serc, a także będziemy im towarzyszyć w wielu wpadkach, niefortunnych decyzjach, wybuchach złości czy nagłych olśnieniach (tych akurat będzie najmniej).

Sexify w wielu aspektach zaskakuje pozytywnie, choć sam pomysł na serial przypomina skrzyżowanie Sex educationMasters of sex. Tyle dobrego, że do Williama Mastersa nawiązują sami bohaterowie w jednej z konwersacji, choć dziwi mnie, że Natalia – najmądrzejsza z całej trójki i mająca najbardziej naukowe, analityczne podejście – nie zadała sobie nawet trudu, by sprawdzić, czy ktoś wcześniej przeprowadzał podobne badania, jak one. W tym momencie, korzystając z okazji, przejdę płynnie do jednego z największych dla mnie minusów produkcji, czyli nie w pełni mnie satysfakcjonującej konstrukcji poszczególnych postaci. Mam wrażenie, że ucierpiały one odrobinę kosztem technikaliów. Niektóre postaci wydają się mocno niespójne, a ich zachowanie momentami bardziej pasuje po prostu do pchnięcia fabuły do przodu niż do charakteru samego bohatera. I tak na przykład mamy narzeczonego Pauliny, Mariusza, który kreowany jest w zasadzie przez cały serial na opiekuńczego, niewidzącego świata poza Pauliną, troskliwego, takiego do rany przyłóż. Kiedy jednak w starciu z narzeczoną wychodzi na jaw, że nie wie on, jak dać partnerce rozkosz, co jest dla niego przykre i niekomfortowe… problem w zasadzie na tym się kończy, a Mariusz nie wychodzi swoją inicjatywą poza trwającą mniej więcej minutę penetrację, której nie towarzyszy choćby najmniejsza próba pieszczot. W dodatku Mariusz, by rozwiązać swój problem (a raczej problem Pauliny), ogląda porno, które (chyba wszyscy to wiemy) raczej skupia się na tym, co mężczyznom sprawia przyjemność, a nie kobietom. Dla mnie było to kompletne nieprzemyślenie postaci, a jej zachowanie wydaje się dyktowane wyłącznie potrzebą scenariusza, na której po prostu wyłożyła się wiarygodność i spójność bohatera.

Sexify

Jeśli już jesteśmy przy wadach, to muszę wspomnieć również o grze aktorskiej. Nie – nie będę narzekała na to, że polska obsada nie daje rady w serialu, który puszczony został w świat. Uważam, że większość aktorów spisała się naprawdę bardzo dobrze – wpasowując się w klimat serialu i nie przynosząc absolutnie wstydu temu zawodowi. Zastrzeżenie mam jedynie do Aleksandry Skraby, która wciela się w główną w zasadzie postać, czyli Natalii Dumały. Nie jestem co prawda pewna, w jakim stopniu grę aktorską przejął stres i właśnie pewna doza sztuczności, która mnie raziła, a w jakim jest to po prostu styl mówienia aktorki, ale gryzło mi się to dość mocno z resztą obsady. Zwłaszcza było to widoczne w scenach, w których Dumała miała interakcje z Sandrą Drzymalską grającą Monikę. Między aktorkami widać dość sporą przepaść, ale bardzo możliwe, że jest to jedynie kwestia doświadczenia. Drzymalska od czasów Powrotu (w którym i tak zagrała świetnie) dojrzała przecież aktorsko i widać to w jej kolejnych rolach. Myślę, że w drugim sezonie Sexify Skraba pokaże więcej obycia z kamerą i zaskoczy widzów pozytywnie. Wcielająca się w rolę Pauliny Maria Sobocińska wypadła w moich oczach bardzo przekonująco i naturalnie. Na drugim planie mamy kilkoro naprawdę znanych aktorów, wśród których wymienić należy Cezarego Pazurę, który bardzo dobrze sprawdza się w duecie z Drzymalską, wcielając się w rolę jej ojca; Małgorzatę Foremniak, której rola przywodzi na myśl nieco kreację Gillian Anderson z Sex Education (a raczej może nie jej kreacja, ile po prostu postać, którą gra), Zbigniewa Zamachowskiego, który został idealnie dobrany do roli mało postępowego dziekana, a także Ewę Szykulską, której przyszło zagrać opiekunkę i strażniczkę akademika. I choć sama, mieszkając na pierwszym roku studiów w akademiku, nie spotkałam się z taką Hydrą, to wierzę, że takie „instytucje” faktycznie istnieją.

Sexify

Problematyka w Sexify jest podobna jak w większości produkcji young adult. To przede wszystkim poszukiwanie własnej tożsamości i swojej własnej życiowej drogi. Sprawdzanie i poznawanie siebie. Uczenie się kompromisów i stawiania na swoim. To rodzinne kłótnie i niełatwe relacje z rodzicami – z przeróżnych względów. To odkrywanie swojej seksualności i próbowanie nowych rzeczy. To nauka mówienia o uczuciach, ale także próba większego przeżywania, a mniejszego nazywania i kategoryzowania wszystkiego. Sexify to również opowieść o ambicji i o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić, by osiągnąć upragniony cel. To opowieść o młodej moralności, która szuka własnych ścieżek. Cieszę się, że twórcy, sięgając po ten gatunek, wcale nie tak oczywisty dla polskiego podwórka serialowego, nie zdecydowali się na umieszczenie akcji w liceum, a na uniwersytecie właśnie, a w zasadzie wręcz pod koniec studiów, a nie na ich początku. Dzięki temu nie mamy wrażenia (jak często przynajmniej mnie się zdarza, kiedy oglądam kolejne tytuły young adult), że to wszystko jest sztuczne, że prawdziwy świat nastolatków tak nie wygląda. I choć powiedziałabym, że Monice, Natalii i Paulinie o wiele bliżej już do dorosłych niż młodych, to są one niesamowicie zagubione. I choć ich problemy bardziej przywodzą na myśl dorosły świat, to już sposób, w jaki dziewczyny je rozwiązują – a raczej: próbują rozwiązać – (przemilczenia, obrażanie się, wszystko albo nic, ukrywanie prawdy, podchody) przypomina właśnie nastoletnie dramaty. I myślę, że dokładnie o to chodziło, bo taka kombinacja daje nam wręcz namacalną definicję tego często niejednoznacznego określenia: young adult.

Sexify na pewno niejednego widza zaskoczy aspektami technicznymi, które (w przeciwieństwie do scenografii, kojarzącej się raczej z Polską z czasów PRL-u niż współczesną) brzmią i wyglądają całkiem „światowo”. Na pewno ciekawym zabiegiem jest wykorzystanie słów wypowiedzianych wcześniej przez którąś z bohaterek podczas któregoś z dialogów i zrobienie z tego „muzycznego tła” do zupełnie innej sytuacji. Oczywiście są to słowa wybrane nieprzypadkowo i każdorazowo pasują do tego, co właśnie rozgrywa się na ekranie. Dużą rolę odgrywają tutaj także smartfony, portale społecznościowe i rozmowy za pomocą komunikatorów, co zostało także zgrabnie wplecione w serial – całkiem nowocześnie. Jeśli chodzi o nietypowość, nie sposób nie wspomnieć o szóstym odcinku produkcji, który wyróżnił się i zapadł w pamięć pod tym względem najmocniej. Jest to odcinek, którego akcja dzieje się podczas świąt wielkanocnych, a większość bohaterów ogląda Potop lub film ten leci po prostu gdzieś w tle. Sceny z ekranizacji powieści Sienkiewicza co jakiś czas biorą ekran w wyłączne posiadanie na kilka sekund, obrazując jednocześnie dość dosadnie to, co dzieje się w życiu bohaterek. Muszę przyznać, że na początku drażnił mnie ten zabieg, ale po czasie, gdy już przyzwyczaiłam się do tych chwilowych zmian, zaczęłam doceniać efekt, jaki twórcy tym uzyskują.

Sexify

Doceniam bardzo mocno, że choć Sexify tworzone było od początku na ogólnoświatową platformę, a nie wyłącznie na polskie podwórko serialowe, to twórcy nie bali się władować tam sporo polskich akcentów. A serial wcale nie wyszedł im przy tym zaściankowy czy przeznaczony jedynie dla polskich widzów. Stare polskie utwory (jak chociażby A my się całujemy z 1956 roku) będące tłem dla perypetii Natalii, Moniki i Pauliny, a także ujęcia na również niezbyt nowy film, o którym już wspominałam, to decyzje, które mogły być ryzykowne, biorąc pod uwagę potencjalną widownię rozciągniętą na cały świat, niekoniecznie obeznaną z polską popkulturą. Tymczasem wyszło to zgrabnie, ciekawie i odważnie. Tym bardziej że ewidentnie stare piosenki skontrastowane zostają ze współczesnymi brzmieniami (za muzykę w serialu odpowiada Jimek). Wyszło nowocześnie i serial wpisuje się w obecne Netflixowe standardy, nie mając się czego wstydzić na tle podobnych sobie produkcji. Może pewne aspekty można by było nieco dopracować (niektóre dialogi lub dość banalny humor polegający na bardzo oklepanych i wyświechtanych skojarzeniach, a także niespójność niektórych postaci, o czym już wspomniałam), ale ogólnie jest naprawdę nieźle i liczę na to, że w kolejnym sezonie będzie jeszcze lepiej. Może nawet odważniej, bo przecież bohaterki będą bardziej doświadczone i będą miały o wiele mniej do stracenia.

Sexify to naprawdę niezły polski serial. Nietypowy jak na polską produkcję i może dlatego właśnie niezły? To coś zupełnie innego niż Ślepnąc od świateł (a ten serial właśnie jest niejednokrotnie wymieniany na pierwszym miejscu, kiedy mowa o naprawdę dobrych polskich towarach serialowych), ale Sexify wypełnia pewną lukę w polskiej przestrzeni serialowej. A że jest tam jeszcze sporo miejsca, to mam nadzieję, że dzieło Kaliny Alabrudzińskiej i Piotra Domalewskiego w pewnym stopniu przetrze szlaki twórcom, którzy być może nieco obawiali się w ogóle ją naruszać. 

Opowieść o Paulinie, Monice i Natalii może zdobyć serce widza również wyważeniem. Jest tu sporo humoru, ale nie brakuje także dramatu. To zabawna i często celnie punktująca historia studentek, które oprócz imprez, alkoholu i seksu mają w swoim życiu także zwyczajne zmartwienia. A ponieważ trzy bohaterki są zupełnie różne i przedstawiają totalnie inne punkty widzenia – wiele osób będzie mogło się utożsamić z bałaganem przynajmniej jednej z nich. A nie jest to szczególnie trudne, tym bardziej że dziewczyny w przeciwieństwie do bohaterek z wielu zagranicznych produkcji nie żyją w jakieś luksusowej bańce, w związku z czym ich problemy dotyczą lub dotyczyły niejednego widza. Jeśli zgodnie z tym, co podpowiada logika, kolejny sezon Sexify będzie pozbawiony choć w połowie niektórych błędów, przeszarżowań twórców, a młodzi aktorzy będą się czuli przed kamerą pewniej i swobodniej – czeka nas naprawdę udany drugi sezon. Ja czekam przede wszystkim z zaciekawieniem, w którą stronę pójdą twórcy i czy utrzymają ten poziom pewnego przerysowania, który mnie akurat się całkiem podobał. 

Fot.: Netflix


Zachęcamy także do przeczytania wywiadu z Sandrą Drzymalską, który znajdziecie

TUTAJ

Podobne wpisy:

Pomysł:8
Gra aktorska:7
Emocje:6.5
Humor:6.5
Problematyka:7
Przyjemność z oglądania:7
7Ocena ogólna

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *