Seriale,Wielogłos

“Ślepnąc od świateł” – odcinek 5 – wrażenia

ślepnąc od świateł
ślepnąc od świateł

Piąty odcinek serialu Ślepnąc od świateł za nami. Po dość spokojnym czwartym epizodzie Sylwia i Patryk oczekiwali wzmożonych emocji i pchnięcia fabuły do przodu. Nie zawiedli się – tym razem na ekranie na dłużej pojawia się Dario, a ten, jak wiadomo, zawsze niesie ze sobą całą lawinę zdarzeń. Nasi redaktorzy nie ukrywają zresztą, że to właśnie na jego pojawienie się czekają za każdym razem z niecierpliwością. Wydaje się, że już nic nie jest w stanie uratować Kuby – na karku siedzi mu nie tylko gangster starej daty, który ma zamiar zawładnąć stolicą, a przede wszystkim odebrać, co jego, ale naszym dilerem zainteresowały się również służby, które – pod naciskiem opinii publicznej i mediów – pragną na dostawcę narkotyków zrzucić winę za śmierć ciężarnej kobiety, za którą tak naprawdę odpowiedzialność ponosi przecież grany przez Cezarego Pazurę celebryta. Czy akcja rozwija się w stosownym tempie? Czym zaskoczył piąty epizod? I jak jego zakończenie wpływa na oczekiwania względem kolejnego? Zapraszamy do lektury!

Patryk Wolski: No i mamy chyba ruszenie z kopyta po nieco rozczarowującym czwartym odcinku, prawda? Z poprzedniego najlepiej pamiętam oczywiście akcję z posłem w hotelu, a odnoszę wrażenie że to akurat najważniejszy wątek nie jest. O scenie z Pauliną wolałbym zapomnieć, a poza tym brakowało największych wirtuozów światka przestępczego w tym serialu – Daria i Jacka. Mamy więc powrót Więckiewicza i Frycza na ekran i chyba nie mogło być lepiej, bo panowie znowu dają z siebie wszystko to, za co pokochaliśmy ich od pierwszych scen w Ślepnąc od świateł.

Sylwia Sekret: Niby ruszenie z kopyta, a jednak szczerze powiem, że po tym “uspokajającym” poprzednim odcinku, który nazwaliśmy zresztą ciszą przed burzą, oczekiwałam czegoś jeszcze mocniejszego. Nawet nie chodzi o to, że jestem zawiedziona, bo tak nie jest, ale jakoś tak… nastawiałam się na nieco większą dawkę emocji. Choć przyznać uczciwie trzeba, że w niektórych scenach naprawdę ich nie zabrakło – dwaj aktorzy, o których wspominasz, samym pojawieniem się na ekranie gwarantują, że widz będzie wstrzymywał oddech – i tak faktycznie dzieje się raz za razem, gdy tylko kradną oni czas ekranowy. A sam Kuba? Czy możemy powiedzieć o nim coś nowego?

Patryk: Na samym początku chciałbym zwrócić uwagę na to, że twarz Kuby zaczyna się zmieniać. Zauważyłaś to? W pierwszych odcinkach był, oczywiście, kamienną twarzą i to akurat się nie zmieniło, ale… Kuba teraz jest jakiś taki mizerny, zmęczony, jakby w ogóle nie spał. Wyraźnie widać wory pod oczami, a w nich samych czai się rosnący lęk. Pierwsza scena – rozmowa z Paziną – chyba jeszcze bardziej nim wstrząsa. Nie wiem jak Ty, ale ja biłem brawo Pazinie za to, że nim potrząsnęła, że wygarnęła mu jego głupotę. Kuba rzeczywiście zdaje się ją czasami traktować jako swoje koło ratunkowe, a ona ma prawo mieć tego dość. Chce ułożyć swoje życie, ale ten stale wciąga ją w swoje toksyczne życie. Z jednej strony dobrze to świadczy o niej jako oddanej przyjaciółce, z drugiej zastanawiam się, czy taka forma przyjaźni jest zdrowa.

Sylwia: Tak, jego twarz się zmienia, nie da się zaprzeczyć. Oprócz worów pod oczami i lęku, który się w nich gnieździ, zauważyłam już w poprzednim epizodzie coś, o czym zapomniałam wspomnieć. W jednej ze scen w odcinku 4 Kuba ma jakby “mokrą” okolice pod oczami. Nie są to jednak łzy, bardziej wygląda to, jakby pocił się tylko na tym obszarze twarzy. Było to dość dziwne i mocno zwracające uwagę. Wydaje mi się jednak, że twórcy chcieli po prostu jeszcze bardziej podkreślić zmęczenie Kuby, o którym wspomniałeś. I to im się zresztą udaje, bo zmiana jest naprawdę zauważalna. Tym bardziej że twarz głównego bohatera to właściwie jedyna namacalna “rzecz”, dzięki której możemy to zmęczenie, stres i niepokój podejrzewać. A prawda jest taka, że Kuba jest na skraju wyczerpania – głównie psychicznego. Nic nie układa się po jego myśli, a i on sam wpada w sidła własnych, fatalnych, wyborów – spotkanie z Pauliną, sięgnięcie już któryś raz po różowy proszek, który go zdradza… Ułożone i idealnie zaplanowane życie Kuby okazuje się życiem zwykłego człowieka – który ulega strachom, instynktom, pragnieniom, wątpliwym wyborom. O niefortunnych decyzjach i chaotycznym życiu można zresztą mówić w przypadku chyba wszystkich bohaterów Ślepnąc od świateł, nie pomijając naszego celebryty…

Patryk: Pomimo, że bezpośrednio Mariusz Fajkowski (Cezary Pazura) zniknął nam z ekranu, to wątek otwartej wojny policji przeciwko narkotykowemu podziemiu w Warszawie trwa w najlepsze. I tutaj Kuba również ma niemałe kłopoty, w dodatku jakimś cudem śledczy mają go na muszce. Szczerze mówiąc – nie zauważyłem nigdzie w serialu informacji o tym, że główny bohater jest obserwowany, więc nagły naskok na niego był dla mnie niezrozumiały. To przecież pokazuje, że służby mają go już “napoczętego”, zebrali o nim jakieś informacje… Czyżby to celebryta wyśpiewał wszystko na przesłuchaniu? Myślisz, że tak było?

Sylwia: Wydaje mi się, że twórcy celowo nie pokazali tego, że służby mają Kubę na celowniku, a zaskoczyli widza od razu tym, co stało się w piątym epizodzie. To po pierwsze pokazuje, że sytuacja dość szybko mogła ulec zmianie. Sytuacja, w której mężczyźnie wydaje się, że policja nic na niego nie ma, a on sam jest tak nierozpoznawalny, zabezpieczony i nieuchwytny, że nie może “wpaść”. Po drugie, jako widzowie, mamy się teraz zastanawiać i głowić nad tym, kto sypnął – czy faktycznie Mariusz? A może skorumpowany policjant uznał, że od dziś zacznie działać zgodnie z prawem? Lub chciał się wykazać? Myślę, że twórcy chcieli, abyśmy się domyślali i trzymanie nas w niepewności w tej kwestii jest celowe. No dobrze, przejdźmy jednak dalej. Jest coś, o czym szczególnie chciałbyś porozmawiać?

Patryk: Dario. Pogadajmy o nim, bo już się niecierpliwię. W poprzednich tekstach wychwalaliśmy pod niebiosa grę aktorską Jana Frycza i nic się tutaj nie zmienia – chyba że dołożymy kolejny worek pochwał. Mnie brakowało Dareczka fałszywie serdecznego, otaczającego swoją ofiarę pod przykrywką ciepłego kolegi w interesach. Mogę śmiało powiedzieć, że się doczekałem. To zimny, wyrachowany sukinsyn, który przymilnymi słowami zatacza koło wokół Kuby. Tu już nie ma gróźb (nie w jego stronę – w tym odcinku widzieliśmy, jak przy okazji bezpardonowo poradził sobie z Piorunem), lecz uprzejme zwrócenie uwagi, że co należało do Daria, wciąż należy do Daria. Mistrzostwo świata jeśli chodzi o charyzmę postaci, tak przerażającego “złego typa” dawno nie spotkałem – czy to w filmie, czy serialu, czy książce.

Sylwia: To fakt, Dario wzbudza przerażenie samym pojawieniem się na ekranie. A im milszy jest i im szerzej się uśmiecha, tym bardziej mamy ochotę uciec od niego jak najdalej. Ta postać została nie tylko świetnie zagrana, ale także (bez czego sam Frycz wiele by nie zdziałał) napisana. Takich oprychów właśnie potrzebuje i film, i serial, i literatura. Przed Dariem mamy ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie. Jego postać w serialu cenię także za to, że jest on w zasadzie jedynym bohaterem, którego tak naprawdę (ale tak NAPRAWDĘ) boi się Kuba. Uwielbiam ich wspólne sceny, bo jest w nich więcej chemii i napięcia niż w niejednej scenie seksu (a już na pewno tej z Pauliną). Akcja z Piorunem zmroziła mi krew w żyłach, a Kuba… miałam wrażenie, że tylko narzucona przez niego samego postawa zimnokrwistego, opanowanego dilera bez emocji pozwoliła mu nie zemdleć lub nie pobrudzić spodni.

Całkiem mocna i w zasadzie nietypowa sytuacja dla serialu miała też miejsce pod sam koniec odcinka. Jak oceniasz zakończenie piątego epizodu?

Patryk: Twórcy chyba pierwszy raz pozwolili sobie na popularny w serialach cliffhanger i zatrzymali odcinek, gdy tyle zaczęło się dziać. Sytuacja z Maluchem i klubem Betlejem wymknęła się Jackowi i Kubie spod kontroli, o czym świadczy trzymająca w napięciu końcówka odcinka. Więckiewicz klnie więc na prawo i lewo, obwiniając o całą sytuację Daria, który jako dawny współpracownik w interesach miałby się na Jacku mścić. Kuba widzi w tym jednak bardziej prozaiczny powód i słusznie podejrzewa inną osobę. Szkoda tylko, że postanawia sam się tym zająć, chociaż wcześniej doskonale widzieliśmy, że on w tego typu akcjach nie chciał brać udziału i angażował się tylko na wyraźne żądanie Stryja. Ale o tym, czy była to decyzja na wskroś idiotyczna, czy jednak sensownie przemyślana, dowiemy się w następnym odcinku.

Sylwia: Właśnie – szczerze mówiąc decyzja Kuby o tym, że pójdzie tam bez obstawy Stryja i jego ludzi, dość mocno mnie zdziwiła. Wiemy, że mężczyzna unikał do tej pory takich sytuacji, a poza tym… jakoś nie jawi nam się jako ten, który obezwładni kogoś, wyważy drzwi i opanuje krytyczną sytuację. Tłumaczyć mogę to jedynie tym, że zlekceważył on (jak się okazuje niesłusznie) Malucha, uznając go za niegroźnego typka, który po prostu wpadł na pomysł, by coś ugrać, a jednocześnie może zemścić się na tych, którzy odebrali mu klub. Kuba jednak chyba za bardzo podszedł do niego jak do krnąbrnego dziecka niż do zagrażającego innym człowieka. Tak jak jednak mówisz – tego, co wyniknie z tej sytuacji, dowiemy się z kolejnego odcinka. Póki co jednak jesteśmy wciąż przy epizodzie piątym. Działo się więcej niż w ostatnim i chyba jesteśmy zadowoleni z tego, jakich emocji nam dostarczył, prawda?

Patryk: Kolejny, bardzo dobry odcinek Ślepnąc od świateł. Nawet nie wiem, kiedy upłynęła pełna godzina! Zero niepotrzebnych przestojów, a relacja Kuby, Daria i Jacka wskakuje na wyższy bieg – tu już nie będzie spokojnie, bo panowie zamierzają pójść na noże. Wiemy już, że Jacek i jego ekipa mają dość wygłupów postaci rewelacyjnie zagranej przez Jana Frycza, i jeśli ktoś miał wcześniej nadzieję, że oni się dogadają, to chyba już wiadomo, że nie ma na to szans. Warszawa stanie w ogniu walk i biada naszemu biednemu Kubie, który chcąc nie chcąc bierze w tym udział. Chyba że uratuje go Argentyna.

Sylwia: Ta Argentyna pojawiająca się już w pierwszym odcinku, zaczyna powoli przypominać niemalże Atlantydę – coś, o czym, Kuba myśli i marzy, ale jednocześnie coś, co jawi się jako niemal nieosiągalne, jako wytwór fantazji. Ja osobiście wątpię, by Kubę było w stanie uratować cokolwiek. Ewentualnie on sam, ale na to chyba już za późno.

Odcinek piąty dostarczył nie tylko sporo emocji (których nieco zabrakło w czwartym), ale również zostawił nas z kilkoma pytaniami, na których odpowiedzi będziemy oczekiwać z napięciem. Ja nie mogę się doczekać aż – jak to ładnie nazwałeś – Warszawa stanie w ogniu, aż zimna wojna zmieni się w zalaną lawą. Pozostaje czekać na trzy ostatnie odcinki.


Serial można oglądać na kanałach HBO oraz w serwisie HBO GO