The only easy day was yesterday – Mark Owen – „Zwykły bohater” [recenzja]

Sięgając po Zwykłego Bohatera Marka Owena, szczerze obawiałem się, że dostanę kolejną miałką opowieść o chłopaku znikąd, który dzięki ciężkiej pracy został Batmanem walczącym dla Wuja Sama; taką typową historyjkę z motywem „od zera do bohatera”. Niektórym pewnie tego typu historie już się przejadły, innym niekoniecznie. Jako zapalony fan wszystkiego pomalowanego w oliwkową zieleń, miewam do tego typu historii znacznie większą tolerancję niż zwykły czytelnik i czasem sam sobie wmawiam, że to nie jest kolejne odcięcie kuponu od łatki kogoś kto był „tam”. I pod tym względem Zwykły Bohater niewiele różni się od innych tego typu dzieł.

Zacznę od kilku słów o autorze. Mark Owen to literacki pseudonim Matta Bissonnette, byłego członka DEVGRU (United States Naval Special Warfare Development Group) bardziej znanego jako Seal Team Six, niemal legendarnej formacji, której jednym z sukcesów było zlikwidowanie Osamy bin Ladena w trakcie operacji Trójząb Neptuna. Właśnie tę operację Owen opisał w swoim poprzednim bestsellerze Niełatwy dzień, wzbudzając wiele głosów sprzeciwu ze strony amerykańskiego Departamentu Obrony i kolegów, z którymi ramię w ramię służył w najniebezpieczniejszych zakątkach globu.

Zwykły Bohater opisuje drogę autora od wychowania w dzikich ostępach Alaski, przez młodzieńczą fascynację służbami specjalnymi, która doprowadziła go do przejścia morderczej selekcji, liczne szkolenia, służbę na misjach poza granicami kraju, dowodzenie sekcją szturmową i w końcu decyzję o rezygnacji z służby. Jeśli jednak spodziewacie się przydługich opisów robienia pompek i morderczych wymian ognia w miastach Bliskiego Wschodu, to czeka Was zawód. Owen opisuje raczej inny aspekt swojej służby, zagłębiając się w problemy niejednokrotnie kompletnie pomijane w innych książkach militarnych, w prosty, ale dobitny sposób pokazując, jak zmieniają człowieka i jego postrzeganie codzienności lata treningu, ciężkiej służby i stres związany z codzienną walką. Autor zdecydowanie odchodzi od przerysowanego do granic możliwości wizerunku komandosa superbohatera, który tuż po wylądowaniu na spadochronie otwiera ogień do złych typów. Pokazuje za to ludzi w niewyobrażalny sposób oddanych swojej pracy i zespołowi, fachowców zdolnych dokonać niemożliwych rzeczy dzięki nieustannemu doskonaleniu swoich umiejętności i budowaniu zgranego zespołu.

Odejście od patosu i hollywodzkiego klimatu otaczającego Navy Seals, w połączeniu ze sprawnie poprowadzoną narracją sprawiają, że Zwykły Bohater jest wciągającą lekturą nie tylko dla czytelnika głęboko zainteresowanego militariami. Jedynym minusem wydaje mi się zastosowany zabieg wykreślenia części tekstu, jako „ocenzurowanej” przez Departament Obrony. Mnie takie żerowanie na atmosferze kontrowersji w związku z poprzednią książką autora najzwyczajniej w świecie drażniło, tym bardziej że, odchodząc od szczegółów planowania operacji czy treningu, a koncentrując się na osobistych wrażeniach, nie wydaje mi się, żeby możliwe było ujawnienie jakiejkolwiek tajnej operacji. Podsumowując, Zwykły bohater to pozycja, która na tle innych militarnych tytułów zdecydowanie się wyróżnia i chociaż nie uniknęła bicia piany i gwiazdorstwa autora -zdecydowanie jest godna polecenia.

Fot.: Wydawnictwo Literackie

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.