Wiedźmin

Piątkowa ciekawostka o…: Wiedźmin

Wiedźmin Geralt z Rivii – który wielbiciel popkultury nie zna tej postaci? Bohater serii książek stworzonych przez Andrzeja Sapkowskiego zawładnął wyobraźnią miłośników polskiej fantastyki w latach 90. Ponad dekadę później studio CD Projekt Red, inspirując się prozą Sapkowskiego, stworzyło trzy części gry komputerowej, dzięki którym wiedźmiński fach stał się jeszcze bardziej popularny, a Geralt na stałe wpisał się w kanon światowego fantasy. Mogłoby się wydawać, że o Białym Wilku powiedziano już wszystko, ale czy na pewno? Oto kilka ciekawostek, o których być może jeszcze nie słyszeliście.

CZĘŚĆ I: Geneza Geralta

Po raz pierwszy o postaci Geralta z Rivii można było usłyszeć (a właściwie przeczytać) na łamach miesięcznika „Fantastyka”. Magazyn ten, w marcu 1985 roku, ogłosił konkurs literacki na opowiadanie SF. Sapkowski podesłał swój tekst niemal na ostatnią chwilę – dowiedział się o konkursie przypadkowo, przeglądając walające się po mieszkaniu numery „Fantastyki” należące do jego syna. Co ciekawe, na tym etapie nie planował wcale pisarskiej kariery, prowadził bowiem dość intratny biznes opierający się na handlu futrami. Amatorsko natomiast zajmował się tłumaczeniem literatury fantastycznej zagranicznych autorów i to właśnie w tym kierunku zamierzał podążać. Opowiadanie miało być jednorazową przygodą, a jej głównym celem było zainkasowanie nagrody. Sapkowski nie przewidział jednak, podobnie jak redakcja miesięcznika „Fantastyka”, że konkurs będzie cieszył się tak wielką popularnością. Zgłoszeń nadeszło całe mnóstwo, a najlepsze z nich publikowane były sukcesywnie przez kolejne miesiące 1986 roku. I gdy Sapkowski niemal stracił już nadzieję, że ktoś w ogóle przeczytał jego tekst, w grudniowym numerze magazynu ukazało się opowiadanie zatytułowane Wiedźmin.

Starcie Geralta ze Strzygą zostało ciepło przyjęte przez czytelników, jednak nie był to koniec oczekiwania. Członkom jury konkursowego wyłonienie zwycięskich prac zajęło kolejnych dziewięć długich miesięcy. Wreszcie, w 1987 roku, we wrześniowym numerze pisma ogłoszone zostały wyniki konkursu. Dla niektórych z Was może to być zaskoczeniem, lecz Wiedźmin wcale nie zajął w nim pierwszego miejsca, to bowiem przypadło pracy zatytułowanej Wróciłeeś Sneogg, wiedziałam, autorstwa Marka S. Huberatha, który w ramach nagrody otrzymał 25 tysięcy złotych (było to oczywiście w czasach przed denominacją). Srebrny medal, czyli 20 tysięcy, otrzymał Jan Maszczyszyn za opowiadanie Ciernie. Sapkowski uplasował się dopiero na miejscu trzecim, które zresztą ex aequo dzielić musiał wraz z dwoma innymi autorami (Aleksandrem Bukowieckim i Markiem Dyszlewskim). Cała trójka otrzymała po 10 tysięcy złotych na głowę – “za sprawność warsztatową i walory czytelnicze” (jak uzasadniła to redakcja).

Wiedźmin nie spotkał się jednak z całkowitym brakiem krytyki – między jurorami panowało przekonanie, że niestety nie udało się wśród zgłoszeń konkursowych odnaleźć nowego Lema, a niektóre listy nadsyłane do redakcji wyrażały niezbyt pochlebną opinię na temat opowiadania o Geralcie. Jedna z czytelniczek zarzuciła nawet Sapkowskiemu plagiat, argumentując, że Wiedźmin jest tylko trochę zmienioną kopią baśni pt. Strzyga, opracowanej przez Romana Zmorskiego i wydanej w zbiorze Podania i baśnie ludu polskiego w 1852 roku. Było w tym trochę racji, lecz nie był to plagiat sensu stricto. Sapkowski zupełnie świadomie oparł się na pewnej konwencji, której później konsekwentnie trzymał się, pisząc kolejne opowiadania. Czerpał garściami ze znanych baśni i podań, niejako przepisując je na nowo, dostosowując do swojego pełnego przemocy i ironii świata. W tych antybaśniach na ratunek zaklętej królewnie nie zjawia się rycerz na białym koniu. Zamiast niego do roboty bierze się najemny wiedźmin, któremu wcale nie zależy na połowie królestwa i ożenku ze świeżo wybawioną wybranką, lecz jedynie na zapłacie.

Takich głosów krytyki było jednak zdecydowanie mniej niż tych, które Wiedźmina chwaliły. Jedno było pewne – czytelnicy chcieli więcej, autor musiał więc zrewidować swoje plany i usiąść do pisania kolejnych przygód Geralta. Zanim następna historia autorstwa Sapkowskiego ujrzała światło dziennie, musiały minąć dwa lata. W sierpniowym numerze „Fantastyki” z 1988 roku opublikowana została Droga, z której się nie wraca – opowiadanie rozgrywające się w tym samym, co Wiedźmin świecie, jednak tytułowego zabójcy potworów na próżno było w nim szukać. Bohaterami Drogi(…) uczynił Sapkowski pewną czarodziejkę i wojownika, których ścieżki przypadkiem krzyżują się i prowadzą do śmiertelnie niebezpiecznego starcia z groźnym Kościejem. Visenna i Korin, takie bowiem imiona nosiła owa para, zakochują się w sobie, a owocem ich miłości jest właśnie nasz poczciwy Geralt z Rivii. Nie zmieniało to jednak faktu, że o rzeczonym Geralcie w opowiadaniu nie było ani słowa. Na szczęście autor nie kazał już tak długo czekać na swój kolejny tekst, gdyż w lutym 1989 roku, na łamach „Fantastyki” ukazało się Ziarno prawdy, w którym znów można było przeczytać o tym, z jaką gracją Geralt wywija srebrnym mieczem. Tym razem tekst ten był wariacją na temat baśni o Pięknej i Bestii, lecz podobnie jak Wiedźmin, ukazywał znaną historię w krzywym zwierciadle. Na tym etapie Sapkowski był już jednym z najpopularniejszych nazwisk w literackim światku, nazywany “gwiazdą polskiej fantasy” i “AS-em”. Status ten udało mu się osiągnąć dzięki mistrzowskiemu zmysłowi biznesowemu – słuchał bowiem swoich czytelników i dawał im dokładnie to, czego oczekiwali. Na następny tekst o Geralcie trzeba było jednak poczekać kolejnych dwanaście miesięcy; po upływie tego czasu, w 1990 roku, na łamach „Fantastyki”, ukazało się Mniejsze zło – czyli, w charakterystycznym dla autora stylu, przeinaczona wersja baśni o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. Zaledwie kilka miesięcy później czasopismo opublikowało jeszcze jedno opowiadanie Sapkowskiego, zatytułowane Kwestia ceny (które z kolei było oparte na nieco mniej znanej baśni braci Grimm, zatytułowanej Jasio-Jeżyk).

Powyżej: przyszły cesarz Nilfgaardu.

Również kwestią, tym razem jednak nie ceny, lecz czasu, było zebranie wszystkich dotychczasowych tekstów autora i wydanie ich w formie książkowej. Stało się to jeszcze tego samego roku. Na półkach księgarń zagościł kieszonkowy Wiedźmin, wydany w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy przez wydawnictwo Reporter (to właśnie od tej niewielkiej książeczki zaczęła się moja własna przygoda z Geraltem z Rivii).

W kolejnych latach, wciąż na łamach „Fantastyki”, ukazały się jeszcze tylko dwa opowiadania Sapkowskiego – Granica możliwości (wrzesień 1991), czyli przewrotna wersja legendy o Smoku Wawelskim, oraz Okruch lodu (lipiec 1992) – dość luźna wariacja na temat Królowej Śniegu Andersena.

Później autor związał się z wydawnictwem superNowa (z którym współpracuje do dziś) i w 1993 roku ukazał się zbiór opowiadań Ostatnie życzenie, zawierający znane już z wydania Reportera i stron „Fantastyki” teksty, wzbogacone o dwie nowe historie (Kraniec świata i tytułowe Ostatnie życzenie), oraz przeplatający i łączący wszystko w spójną całość, Głos rozsądku. Niedługo później ukazał się kolejny zbiór zatytułowany Miecz przeznaczenia, zawierający znaną już z miesięcznika literackiego Granicę możliwościOkruch lodu, a także cztery zupełnie nowe teksty (Wieczny ogień, Trochę poświęcenia, Miecz przeznaczenia, Coś więcej). I to właśnie tytułowe opowiadanie, oraz to kończące zbiór, były wprowadzeniem do cyklu powieści, których pisaniem zajął się następnie Sapkowski.

Alternatywne zakończenie?

W 1994 roku, na łamach magazynu fantasy „Złoty Smok”, Andrzej Sapkowski opublikował krótkie opowiadanie zatytułowane Coś się kończy, coś się zaczyna. Historia opowiada o ślubie Geralta z Yennefer, który chronologicznie rozgrywa się już po wydarzeniach znanych z cyklu książkowego (choć tekst ten powstał zanim jeszcze w ogóle autor zaczął pisać Krew Elfów – co, jak sam twierdzi, świadczy tylko o tym, że od początku miał wszystko przemyślane i zaplanowane). Jest to swego rodzaju happy end, a na weselu zjawia się cała rzesza gości, znanych z dotychczasowych przygód wiedźmina – w tym Ciri wraz ze swoim narzeczonym, sir Galahadem (tym samym, który walczył u boku Króla Artura), sprowadzonym z innego świata. Niestety (albo na szczęście), opowiadanie to nie jest częścią kanonu i wedle słów autora było tylko żartem i prezentem ślubnym, przeznaczonym dla pary przyjaciół.


CZĘŚĆ II: Geralt w innych mediach

Wiedźmin na kartach komiksu

Popularność Wiedźmina w naszym kraju stopniowo rosła i kwestią czasu były adaptacje twórczości Sapkowskiego na inne media. Pierwszym z nich był komiks. Niedługo po wydaniu tomiku Ostatnie życzenie, tego samego roku, w ramach magazynu „Komiks Fantastyka” (wydawanej przez długie lata serii-dziecka miesięcznika „Fantastyka”, na łamach której prezentowane były najlepsze i najciekawsze komiksy europejskie, m.in. Yans, Valerian czy Rork) ukazał się Geralt – komiks oparty na debiutanckim opowiadaniu Sapkowskiego, stworzony przez duet Bogusław Polch (rysunki) i Maciej Parowski (scenariusz). Na kolejne zeszyty nie trzeba było długo czekać – w następnych numerach „Komiksu Fantastyki” można było zapoznać się z takim adaptacjami jak: Mniejsze zło, Droga bez powrotu, Ostatnie życzenie, Granica możliwości, a także zainspirowana niewykorzystanym konceptem autora, Zdrada (komiks ten opowiadał o młodych latach Geralta – jego treningach i rywalizacji z innymi szkołami wiedźmińskimi, przy okazji wprowadzając do „kanonu” wiele błędów i nieścisłości).

Wiedźmin z wyobraźni

Końcówka lat 90. była też czasem, w którym swój największy rozkwit przeżywały gry fabularne, znane lepiej jako RPG (i nie mam tu na myśli gier komputerowych) – tak się bawiliśmy, kiedy nie było jeszcze Internetu ani smartfonów. Wtedy też największym (i właściwie jedynym, nie licząc kilku nieudanych prób) źródłem wiedzy poświęconym temu zjawisku był magazyn „Magia i Miecz” (który był początkiem wydawnictwa MAG). To właśnie na łamach tego czasopisma, w 1995 roku, Andrzej Sapkowski opublikował dość skrótowy i prosty system RPG osadzony w standardowym świecie fantasy, zatytułowany wymownie: Tym, którzy pierwszy raz (wydany później, w nieco obszerniejszej wersji książkowej, jako Oko Yrrhedesa). Nie był to, co prawda, system związany bezpośrednio z uniwersum Geralta, nic jednak nie stało na przeszkodzie, aby gracze mogli sami stworzyć wiedźmińską profesję dla swoich postaci. Na RPG-a już ściśle osadzonego w świecie Białego Wilka trzeba było poczekać jeszcze kilka lat. W 2001 roku wydawnictwo MAG wypuściło na rynek podręcznik do systemu Wiedźmin: Gra wyobraźni. Rynek RPG w tym czasie cierpiał na lekki przesyt, szczególnie systemów osadzonych w gatunku fantasy, mimo tego twórcy spodziewali się sukcesu – wydanie gry fabularnej zbiegało się bowiem z premierą kinową długo wyczekiwanej ekranizacji Wiedźmina. Film okazał się jednak całkowitą klapą, a Gra wyobraźni, która swoją okładką do niego nawiązywała, też dość szybko została zapomniana.

Geralt w świecie cyfrowym

W 2007 roku, za sprawą CD Projekt RED, Wiedźmin zawędrował w końcu na ekrany monitorów (tym samym rozpoczynając stale rosnącą popularność marki na całym świecie). Nie była to jednak pierwsza próba przeniesienia przygód Geralta na wersję cyfrową. Dekadę wcześniej, w 1997 roku, studio Metropolis Software przymierzało się już do wydania tego tytułu. Wiedźmin miał wtedy wyglądać zupełnie inaczej – była to gra nawiązująca stylistyką do królującej wówczas serii Gothic. Projekt Metropolis został jednak ostatecznie anulowany.

Z kolei komputerowy Wiedźmin jakiego znamy, też nie od początku wyglądał tak, jak finalny produkt. Początkowo koncepcja RED-ów była zgoła inna, a bohaterem gry nie miał być wcale Biały Wilk. Główną postacią był anonimowy wiedźmin (bądź wiedźminka – można było wybrać płeć), któremu dopiero my, jako gracze, nadawaliśmy osobowość. Koncepcja ta zmieniała się kilkakrotnie, przez pewien czas bohaterem miał być wiedźmin Berengar (zupełnie nowa postać, która ostatecznie skończyła jako przewijający się przez całą rozgrywkę motyw jednej z dłuższych misji pobocznych – to właśnie on rozpoczął śledztwo w sprawie Upiornego Psa), aż w końcu stanęło na tym, żeby jednak dać graczom to, czego pragnęli najbardziej – możliwość grania Geraltem. Wykorzystano więc motyw amnezji, aby w jakikolwiek sposób nawiązywało to do finału książkowego cyklu.

Jeden z pierwszych concept artów, autorstwa Przemysława Truścińskiego.

Aktualnie marka, jaką bez wątpienia jest Wiedźmin, opanowała już całkiem spory kawałek rynku, a jej obecność można odnotować w wielu mediach. Nie licząc książek i pomijając milczeniem filmową ekranizację, mamy jeszcze trzy części gry komputerowej wraz z dodatkami, grę karcianą, grę planszową (której recenzję możecie znaleźć TUTAJ), karcianego Gwinta – zarówno w wersji cyfrowej, jak i fizycznej – komiksy, figurki, słuchowisko, niebawem dostaniemy zrealizowany przez Netflix serial. Powstała nawet kolorowanka, a także…

Wiedźmin Musical

Tak. Możecie już przestać przecierać oczy ze zdumienia. Ci, którzy pamiętają jeszcze nasze Odkrycia roku 2017, zapewne pamiętają także, że już wtedy zachwycałem się zjawiskiem, jakim jest musical oparty na prozie Andrzeja Sapkowskiego. Wystawiany od września 2017, na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni, Wiedźmin Musical jest bowiem czymś zaskakująco dobrym i świeżym. Spektakl w reżyserii Wojciecha Kościelniaka swoją fabułę czerpie z kilku opowiadań o Białym Wilku, łącząc je w jedną, spójną całość (kolejne wydarzenia przedstawiane są jako wspomnienia Geralta, majaczącego w gorączce na wozie Jurgi). Wiedźmin w wersji śpiewanej, jakkolwiek dziwne może się to wydawać, wypada naprawdę dobrze. Zarówno kompozycje muzyczne, jak i teksty (nieraz wyjęte wprost z kart książki) zrealizowane są w taki sposób, że od razu wpadają w ucho i zostają z widzem na długo. Minimalistyczna scenografia świetnie spełnia swoją rolę i nie odwraca uwagi od bardzo udanie dobranej obsady – i nie mam tutaj na myśli tylko tytułowej roli, w którą zamiennie wcielają się Krzysztof Kowalski i Modest Ruciński (przy czym ten pierwszy odgrywa Geralta, a ten drugi po prostu nim jest, jeśli więc chcielibyście wybrać się do Gdyni na spektakl, być może dopisze Wam szczęście i traficie na obsadę z panem Modestem). Równie dobrze dobrane są pozostałe ważne role – jak Yennefer, Jaskier, Ciri czy Płotka (!), lecz nawet te drugo-  i trzecioplanowe nie zaniżają poziomu. Osobiście musical miałem okazję oglądać już cztery razy, a w planach jest już piąty – samo to świadczy o tym, że spektakl warto zobaczyć.

Wiedźmińska szkoła

Ci, którym mało jest tylko czytać, grać czy oglądać przygody wiedźmina, mogą jeszcze sami się w niego wcielić i zapisać do szkoły wiedźmińskiej. Tam doświadczeni zabójcy potworów przeciągną Was przez mordownię, przejdziecie próbę traw, a Wasze oczy staną się niby oczy kota… No, może trochę mnie poniosło, lecz wiedźmińska szkoła istnieje naprawdę. Nie jest to co prawda szkoła w dosłownym tego słowa znaczeniu, bowiem Witcher School to odbywający się co jakiś czas LARP (czyli taki trochę wyższy poziom gry RPG, w trakcie której grający naprawdę odgrywają swoje postaci, a nie tylko opisują to, co robią), organizowany przez agencję eventowo-artystyczną 5 Żywiołów. W ciągu jednego weekendu twórcy gry oferują wcielenie się w wiedźmińskiego adepta, trening szermierki, łucznictwa i alchemii, a także udział w scenariuszu pełnym potworów, intryg i tajemnic. Rolę warowni Kaer Morhen odgrywają tutaj zamiennie zamek Moszna lub zamek Grodziec.

Wiedźmin w… „Playboyu”?

Właściwie to nie Geralta mogliśmy oglądać w tym magazynie dla panów (jaki zresztą byłby z tego pożytek?), lecz inną postać, z którą wiedźmin utrzymywał bliskie stosunki. Mowa tutaj o czarodziejce, Triss Merigold, której wcielenie znane z gry Wiedźmin 2: Zabójcy królów, mogliśmy podziwiać na rozkładówce polskiej edycji „Playboya” z maja 2011 roku. Były to oczywiście wygenerowane komputerowo wizualizacje, nie umniejszało to jednak w żadnym stopniu ich oddziaływania na męską wyobraźnię.

POP Geralt

Wcześniej wspominałem, że wiedźmina można znaleźć także pod postacią figurek. Poza tymi standardowymi, oddanymi bardzo realistycznie i z niezwykłą dbałością o szczegóły, nie mogło zabraknąć postaci ze świata Geralta w popularnej serii Funko POP. Figurki te charakteryzują się uroczym, kreskówkowym designem (przerysowane wielkie głowy, okrągłe czarne oczka), a kolekcjonowanie ich potrafi być uzależniające. W wypuszczonej przez Funko w 2017 roku serii nawiązującej do trzeciej części gry znaleźli się Geralt, Ciri, Yennefer, Triss Merigold oraz Eredin – Król Gonu.


Co dalej?

Jaka będzie dalsza przyszłość Geralta? Andrzej Sapkowski zarzekał się, że nigdy już nic o wiedźminie nie napisze, po czym w 2013 roku ukazał się Sezon burz – powieść, która zarazem była i nie była tym, na co czytelnicy z utęsknieniem czekali. Była, bo po czternastu latach od wydania finału cyklu, w końcu pojawiła się zupełnie nowa opowieść z Białym Wilkiem w roli głównej. Nie była to jednak kontynuacja Pani Jeziora, historia Geralta z Rivii zakończyła się bowiem na dobre. Zamiast tego Sapkowski przedstawił nam niespecjalnie potrzebny prequel, który chronologicznie umiejscowić można przed wydarzeniami z debiutanckiego opowiadania. Niestety dało się odczuć, że – mimo tego iż nadal był to ten sam autor i ten sam bohater – powieść sprawiała wrażenie pisanej od niechcenia i bez większego polotu. Teraz mówi się o tym, że Sapkowski już wcale nie wyklucza kolejnych powieści osadzonych w wiedźmińskim świecie.

Również twórcy ze studia CD Projekt Red zarzekają się, że Dziki Gon zakończył trylogię gier z serii Wiedźmin, asekuracyjnie jednak dodając, że chodzi o historię Geralta (choć bohater ten zaliczył już dwa gościnne występy w produkcjach innych studiów – można powalczyć nim w mordobiciu Soul Calibur VI, a także od niedawna jest grywalną postacią w Monster Hunter World). Obecnie więc pozostaje nam tylko czekać na wciąż powstający serial, wyprodukowany przez platformę Netflix, za który na szczęście nie odpowiadają tym razem Polacy (chyba żaden fan Białego Wilka nie wybaczy nigdy polskiej kinematografii tworu, jakim był film i serial Wiedźmin Marka Brodzkiego). Główna rola jest już obsadzona – nową twarzą Geralta został Henry Cavill, aktor znany głównie z wcielania się w Supermana w kinowym uniwersum DC i dla wielu osób był to dość zaskakujący wybór. Jak Cavill sprawdzi się w praktyce? Aby się przekonać, trzeba będzie zaczekać jeszcze przynajmniej kilka miesięcy. Premiera serialu planowana jest jeszcze w tym roku, jednak dokładna data nadal nie jest znana. Do tego czasu możemy jedynie zobaczyć, jak aktor prezentuje się w pełnej charakteryzacji, na krótkim filmiku, który przed trzema miesiącami udostępniła na Twitterze showrunnerka serialu, Lauren S. Hissrich. Osobiście mocno trzymam kciuki za powodzenie tego projektu i mam nadzieję, że Wiedźmin doczeka się w końcu ekranizacji z prawdziwego zdarzenia.

 

Fot.: Zbiory własne autora, CD Projekt RED, Wydawnictwo Martel, wiedzmin.wikia.com, Prószyński i S-ka, MAG, arhn.eu, Przemysław Truściński, Teatr Muzyczny w Gdyni, WitcherSchool.com, Marquard Media Polska,  Wydawnictwo superNowa, Netflix


Przeczytaj także:

Piątkowa ciekawostka o:… Wiedźmińskie zioła

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.