Książki,Recenzje

Wielka bitwa – Miles Cameron – “Czerwony Rycerz” [recenzja]

Czerwony Rycerz
Czerwony Rycerz

Od dłuższego czasu na ogół unikam fantasy. Zdarzały mi się nieliczne wyjątki, aczkolwiek Fantastyki przez duże „F”, kojarzonej z tolkienowskim rozmachem nie czytałem od lat, bo i nie nawinęło mi się nic godnego uwagi – przynajmniej moim zdaniem. Z pomocą przyszedł jednak monumentalny, budzący podziw swoją wielowątkowością oraz krwawymi szczegółami, Czerwony Rycerz Milesa Camerona. To powieść zdecydowanie wyróżniająca się na tle zalewających w ostatnich latach rynek literacki tytułach z gatunku fantasy. I choć zdarzyły się w tej bardzo długiej (liczącej 845 stron) powieści drobne skazy – czytelnik zamyka książkę z zadowoleniem i uczuciem literackiego spełnienia.

Dzieło kanadyjskiego pisarza do typowych nie należy, o czym wspomina na czwartej stronie okładki samo wydawnictwo, dając potencjalnemu czytelnikowi krótkie, acz zwięzłe preludium do tego, co oferuje Miles Cameron. I choć osobiście jestem zdania, że MAG w swoim opisie poszedł o jedno zdanie za daleko, nie zepsuje Wam to przyjemności z lektury. Nikogo raczej nie zadziwię stwierdzeniem, że autor Czerwonego Rycerza był dotychczas dla mnie anonimowym nazwiskiem (jeśli nie liczyć słynnego reżysera, który stworzył między innymi Terminatora), jednak istotnymi informacjami dla wielu czytelników, wymagających od fantastyki dobrego oddania niektórych aspektów będą te, że jest on z wykształcenia historykiem, specjalistą od broni, a jego hobby to rekonstrukcja militarna. I ogromnie to w trakcie lektury czuć, i jest to z pewnością jedna z największych zalet powieści Czerwony Rycerz.

Pozornie banalna historia obrony żeńskiego klasztoru przed stworami z Dziczy przez Czerwonego Rycerza oraz jego dzielny oddział dość szybko przeradza się w wielowątkową opowieść, w której nie brak intryg, polityki, kłamstw, walki o swoje interesy oraz fanatyzmu, a wszystko to skąpane jest w hektolitrach krwi, zmasakrowanych częściach ciała oraz wydzielinach nie tylko ludzkich. Czerwony Rycerz zawiera w sobie piekielnie intrygującą oraz niezwykle szeroką paletę barwnych postaci, w ogromie których czytelnik z początku łatwo może się pogubić, tym bardziej że pojawiają się bohaterowie stricte epizodyczni, którzy po kilkudziesięciu stronach znikają z kart powieści lub pojawiają się tylko jako wspomnienie. Wbrew pozorom, w zalewie tylu indywiduów, nie ma miejsca na to, aby czyjeś pojawienie się lub też zachowanie było nieistotne dla fabuły, choć są wątki, które tylko zyskałyby na skróceniu.

Problematyka powieści to walka dobra ze złem i choć wydaje się to niezwykle banalne, na szczęście takie nie jest. Cameron w umiejętny sposób plącze wątki, stawiając wielu bohaterów w trudnych i niejednoznacznych sytuacjach, dzięki czemu żadna postać nie jest jednowymiarowa i płaska, raz podejmuje dobre, a raz złe decyzje. Dlatego też zdarzają się sytuacje, gdy „dobry” bohater postąpi źle, i analogicznie – “zły” postąpi dobrze. Poza indywidualną walką jest też oczywiście główny konflikt, który zajmuje przecież niemal trzy czwarte powieści Czerwony Rycerz. Również w tym wypadku sprawa do oczywistych bynajmniej nie należy. Jest co prawda wyraźny podział na ludzi oraz na przedstawicieli Dziczy (w skład której wchodzą wszelkiego typu monstra, dzikie bestie, wytwory magii oraz mroczne siły), jednak sęk w tym, że nierzadko motywacja każdej ze stron konfliktu wydaje się być czytelnikowi słuszna.

Co urzekło mnie najbardziej, to odpowiednio duży nacisk, który autor położył na wiarygodność walk oraz odpowiednią brutalność tych scen. W poszczególne starcia bardzo łatwo uwierzyć, a jeszcze łatwiej je sobie wyobrazić. Język Milesa Camerona jest prosty, ale plastyczny, a wspomniane przeze mnie zamiłowanie autora do broni oraz starć tylko pomaga w pełnym zatopieniu się w akcji. Powiedziałem też o sporym rozlewie krwi, ale myślę, że wypadałoby pociągnąć ten temat: Czerwony Rycerz epatuje przemocą oraz dość ostrymi scenami. To krwiste fantasy, w którym najbardziej realnym elementem świata są właśnie walki i powiązane z nimi elementy. Nawet najwięksi twardziele widząc olbrzymiego wiwerna, odczuwają strach objawiający się drżeniem kolan, suchością w gardle oraz chęcią natychmiastowej ucieczki, a po walce naturalnym jest, że rycerz zgina się w pół, otwiera przyłbicę i rzyga do utraty sił. Może niezbyt to piękne, ale jakże prawdziwe.

Żeby nie być tak do końca pełnym zachwytów, muszę dodać, że niektóre rozwiązania fabularne oraz przemiany bohaterów nie do końca mi odpowiadały lub nie byłem w stanie w nie uwierzyć, bo albo przeszły zbyt gładko, albo też ukazane były w zbyt błahy sposób. Niektóre wątki w moim odczuciu były niepotrzebnie przeciągnięte, a od natłoku walk w pewnym momencie dla niektórych czytelników może zwyczajnie powiać nudą. Nie dlatego, że coś z nimi nie tak, ale jest prawdopodobieństwo wystąpienia uczucia przesytu. Zauważyłem również – na szczęście nie występujące często – wpadki korektorskie, takie jak niepoprawnie odmienione słowo w zdaniu bądź literówka zmieniająca sens danego słowa.

Jeśli marzy Wam się porządny, mięsisty kawał literackiej fantastyki w bardzo dobrym wydaniu, w dodatku bez zbędnych i słodziutkich przystanków, tylko jak na dorosłego czytelnika przystało – lubicie konkretnie, odważnie, brutalnie i emocjonująco, to Czerwony Rycerz będzie idealną propozycją właśnie dla Was.  W wakacje wydawnictwo MAG planuje wydać kolejny tom zmagań Czerwonego Rycerza, dlatego też tym bardziej polecam, zwłaszcza ze względu na końcówkę, która daje nadzieję na jeszcze ciekawszy rozwój wydarzeń z części pierwszej.

Fot.: Wydawnictwo MAG

Podobne wpisy:


Avatar

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *