maneki-neko

Wielogłosem o…: „Maneki-neko”

Autorzy literatury skierowanej dla młodzieży już nie raz udowadniali, że nie można traktować ich pracy pobłażliwie w stosunku do tych twórców, spod których piór wychodzą dzieła dla dorosłych czytelników. Całkiem niedawno omawialiśmy na łamach Głosu Kultury powieść W cudzych ogrodach, a dziś, tj. 6 marca, swoją premierę ma książka Katarzyny Ryrych zatytułowana Maneki-neko. Powieść ta ukazuje się jako kolejny tytuł wchodzący w skład cyklu Lepiej w to uwierz, w którym ukazały się dotychczas takie publikacje jak Piętnaście kroków, Miasteczko ostatnich westchnień czy Siódma piszczałka. Jak na tle tych dzieł, a także innych książek młodzieżowych radzi sobie Maneki-neko? Czy opowieść o nastoletniej Eryce, jej przyrodnim bracie i dziwnych rzeczach, które zaczynają dziać się w ich życiach, wciąga i hipnotyzuje czytelnika? I co wspólnego z Gdańskiem i Krakowem ma japoński Las Samobójców? Na te pytania odpowiedzieć może jedynie sama książka. Ta zaś ukazuje się nakładem wydawnictwa Ezop, a Głos Kultury objął ją patronatem medialnym. Zapraszamy zatem do lektury Wielogłosu, w którym Wiktoria i Sylwia rozmawiają o Maneki-neko.

WRAŻENIA OGÓLNE

Wiktoria Ziegler: Maneki-neko to po japońsku dosłownie „kot zapraszający, wabiący”. Myślę, że większość z Was może kojarzyć magiczne figurki kota z machającą łapką –  bardzo często znajdują się na witrynach sklepowych i to nieprzypadkowo. Jak sama nazwa wskazuje – mają wabić, przyciągać klientów. Według tradycji maneki-neko jest symbolem bogini miłosierdzia i litości Kannon. To w ramach ciekawostki i minipreambuły. Na okładce książki Katarzyny Ryrych pod takim właśnie tytułem – Maneki-neko – znajduje się czarny  kot z wyciągniętą łapką. Czy jest to kot zapraszający? Z pewnością, ale zaproszenie jest dosyć osobliwe i mroczne. Książkę połknęłam w jedno popołudnie i oczywiście zapragnęłam kontynuacji. Ta wciągająca opowieść z fantastycznymi elementami jest bardzo pojemna – zawiera wiele wątków dotyczących dorastania, poszukiwania siebie, skomplikowanych rodzinnych relacji, a także przepełniony grozą, egzotyczny motyw Kraju Kwitnącej Wiśni. Książka, która hipnotyzuje, oczarowuje i niesamowicie wciąga w swój tajemniczy świat.

Sylwia Sekret: Maneki-neko to kolejny już tytuł, który wzbogaca serię Lepiej w to uwierz od wydawnictwa Ezop. Serię, którą osobiście uwielbiam, bo uważam za niezwykle wartościową – zwłaszcza, ale nie tylko, dla młodych czytelników. Nie było jeszcze powieści od tego wydawcy, która by mnie zawiodła, dlatego przed lekturą dzieła Katarzyny Ryrych nie miałam w zasadzie obaw co do tego, czy będę zadowolona. Tym bardziej że Bombka babci Zilbersztajn, która wyszła spod pióra tej pisarki, również znalazła miejsce w moim czytelniczym sercu. I mój brak obaw okazał się jak najbardziej na miejscu, bo tajemniczy, fascynujący i oryginalny Maneki-neko wciągnął mnie i przypomniał tylko, jak dobrą mamy literaturę młodzieżową.

RYS FABULARNY

Sylwia: Teoretycznie można by powiedzieć, że Eryka pochodzi z rozbitej rodziny –- jej rodzice bowiem rozwiedli się, a każde z nich związało się z nowym partnerem. Można by tak powiedzieć, jednak w praktyce owo rozbicie nie bardzo ma tu miejsce. Rodzice nastolatki, która właśnie kończy gimnazjum, pozostają w przyjaźni, a zarówno nowy mąż mamy, jak i nowa żona taty są całkiem w porządku, nie próbując niczego w Eryce zmieniać. Główna bohaterka mieszka nad morzem, w Gdańsku, jednak ze względu na częste odwiedziny u swojego ojca, jej drugim miejscem zamieszkania jest Kraków. Tam, razem z tatą Eryki, mieszka jej przyrodni brat Iwo. Tę dwójkę łączy bardzo silna więź, która staje się jeszcze silniejsza. Zdradzisz w kilku zdaniach – żeby streścić fabułę – dlaczego?

Wiktoria: Już wszystko tłumaczę. Eryka, zanim poznała Iwa, była raczej nastawiona do niego negatywnie, bojowo. Jej starszy – szesnastoletni – brat był przecież dowodem na zdradę ojca nastolatki. Jakże zaskoczona i zdziwiona jest Eryka, kiedy Iwo staje się jej jedynym, najlepszym przyjacielem. Jego artystyczna osobowość, fascynacja Japonią i otwartość wobec ludzi imponują bohaterce. Nadszedł więc czas na mroczną i tajemniczą próbę ich przyjaźni, która wydaje się złym snem.

ZALETY I WADY POWIEŚCI

Wiktoria: Chyba najbardziej podobała mi się złożoność świata przedstawionego i jego dwie warstwy – ta realistyczna, krakowsko-gdańska oraz przesiąknięta egzotyką i ezoteryką japońska rzeczywistość. Współistnienie tych dwóch przenikających się światów to genialny chwyt literacki. Dominujące japońskie motywy skradły moją uwagę, autorka w sposób bardzo przemyślany i klarowny połączyła je z pozostałymi wątkami. Maneki-neko staje się stałym, tajemniczym symbolem, ale jednocześnie bohaterem akcji. Odnaleziony w dziwnych okolicznościach dostaje się w ręce głównej bohaterki – Eryki. Od tej pory zaczną dziać się w jej życiu niepokojące wydarzenia. Pojawia się również japoński las samobójców –  Aokigahara, leżący u podnóża gór Fidżi. Bohaterowie zaczynają letni kurs anime, podczas którego prowadząca opowiada uczestnikom o jednym z najstarszych komiksów japońskich, w którym przedmioty ożywają nocą, każdy z nich ma duszę i kiedy ludzie kładą się do snu, dom ożywa. Czasem również jakiś duch może zakochać się w śmiertelniku (ze wzajemnością oczywiście). Akcja staje coraz bardziej mroczna, kiedy to wszystko zaczyna dziać się naprawdę.

Sylwia: Masz całkowitą rację – złożoność świata przedstawionego i jego dwuwarstwowość to niezaprzeczalna zaleta dzieła! Podobało mi się również to, że autorka czasami całkowicie bezceremonialnie pcha bohaterkę i czytelnika w ten drugi – mroczny i magiczny – świat, nie dając żadnego ostrzeżenia. A ta druga rzeczywistość, z każdym wkroczeniem do niej, coraz bardziej zacierała swoje granice – między jawą a snem. W pewnym momencie jako czytelnicy nie wiemy już, co dzieje się naprawdę, co jest snem, a co czymś pomiędzy. Atmosfera tych sennych wędrówek zauroczyła mnie chyba najbardziej – bardzo powoli i płynnie przechodząc z fascynującej po mroczną i niepokojącą.

Wiktoria: Warstwa graficzna jest również genialna – bardzo estetyczne i pasujące do japońskiego klimatu ilustracje dobrze dopełniają tekst i prowokują wyobraźnię. W ogóle wszystko wydaje się takie oryginalne w tej opowieści – i główna bohaterka, i jej brat Iwo, dzielny Igor, który zajmuje się rodziną, japoński Kraków, gdzie dzieją się naprawdę przedziwne rzeczy, Muzem Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, ilustracje, tytuł, tajemnicze wątki, no i oczywiście zakończenie. Wadą może być jedynie to, że istnieje ryzyko literackiego niedosytu po lekturze, choć to moim zdaniem ogromna zaleta.

Sylwia: Podoba mi się koncept, w jakim utrzymana jest cała seria Lepiej w to uwierz. Okładka i rysunki są idealnie dopasowane do treści książek i tak też jest w przypadku Maneki-neko. O ilustracjach jednak rozpiszę się obszerniej w osobnej kategorii.

Masz rację co do tego niedosytu, jak również co do tego, że może być to zarówno wada, jak i zaleta. Ja już sama nie wiem, czym ostatecznie finał jest dla mnie. Z jednej strony ten niedosyt podgryza mnie tu i ówdzie, z drugiej jednak – myślę, że Katarzyna Ryrych dobrze przemyślała finał tej historii i doskonale wiedziała, że inne zakończenie mogłoby uczynić lekturę zbyt przesłodzoną. Tymczasem otrzymujemy w Maneki-neko to, co w innych książkach spod szyldu Lepiej w to uwierz, a mianowicie traktowanie młodszego bohatera i czytelnika nie jak dzieciaka, ale jak w zasadzie dorosłego człowieka, co przejawia się choćby w tym, że autorzy nie boją się podejmować trudnych tematów takich jak strata czy śmierć. I chyba to jest dla mnie największą zaletą tego dzieła.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Wiktoria: Młodych bohaterów, bo to oni są głównymi postaciami, autorka wykreowała bardzo psychologicznie. Szczególnie zbuntowaną i buńczuczną ekscentryczkę Erykę oraz bardzo dojrzałego Igora, który dźwiga ciężar opiekowania się rodziną. Iwo – przyrodni brat Eryki – to dla mnie chyba najciekawsza postać. Poznajemy go bezpośrednio dopiero około sześćdziesiątej strony. Wcześniej opowiada o nim jedynie Eryka – o ich niezwykłej przyjaźni, wzajemnym zaufaniu i artystycznym mieszkaniu, w którym mieszka chłopiec. Krótko przed wizytą Eryki u niego, Iwo staje się bardzo tajemniczy – nie odbiera telefonów, nie oddzwania, nie odpisuje. Kiedy dziewczyna przyjeżdża do przyrodniego brata, wyczuwa jakąś zmianę, element obcości w ich relacji. Iwo fascynuje się Japonią, jego pokój jest wystylizowany na Kraj Kwitnącej Wiśni, to wielki fan anime, dlatego też zapisał się na letni kurs tej sztuki. Później chłopiec sam staje się jakby elementem tego świata – zakochuje się w dziewczynie-duchu i zrobi wszystko, by odnaleźć ukochaną. Nawet jest skłonny… utracić swoją duszę. Tak bardzo pochłonął go japoński świat, że sam stał się jego elementem.

Sylwia: To, co chyba najbardziej uderza czytelnika, jeśli chodzi o Iwa, to fakt, jak oderwany od innych chłopców w jego wieku się zdaje. Nie przypomina typowego nastolatka, a do tego, obok niesamowitego charakteru i uroku, może pochwalić się także wyglądem, który sprawia, że żadna dziewczyna nie przechodzi obok niego obojętnie. Chłopak marzenie – można by pomyśleć. Chłopak jak ze snów. Czyżby więc Iwo był tak bardzo nie z tego świata, że nie mógł w nim faktycznie funkcjonować…?

Eryka, główna bohaterka Maneki-neko to bohaterka z jednej strony dość typowa dla tego typu literatury – jest zbuntowana, czuje się niezrozumiana (zwłaszcza przez dorosłych) i uważa się za ofiarę, której nie sposób zrozumieć przez bagaż doświadczeń, jakim „obciążyło ją” życie. Jednak w przeciwieństwie do większości tego typu nastoletnich bohaterów, Eryka dość szybko zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jest zwykłą dziewczyną, której wiele osób w jej wieku (chociażby wspomniany Igor) może pozazdrościć. Pod płaszczykiem buntu kryje się wrażliwa i mądra dziewczyna, która bardzo dba o tych, których obdarza uczuciem.

PROBLEMATYKA

Sylwia: Maneki-neko opowiada o wielu trudnych tematach, jednak mimo wszystko nie traktuje ich pobieżnie dzięki temu, że są one połączone spoiwem, płynnie przechodzą jeden w drugi, co nie tworzy wrażenia poruszania pewnych spraw na siłę – byle tylko o nich wspomnieć. Katarzyna Ryrych wplatając do swojej historii osławiony Las Samobójców, musi, chcąc nie chcąc, poruszyć temat śmierci i tego, że czasami ludzie sami wychodzą jej na spotkanie. Pada także odwieczne pytanie, czy wyjście na takie spotkanie to przejaw odwagi, czy raczej tchórzostwa? Powieść porusza także temat rozwodu rodziców i tego, jak wpływa to na dziecko. Gdybym miała jednak najogólniej streścić komuś problematykę książki, powiedziałabym, że Maneki-neko opowiada o ludziach i o tym, jak ich postrzegamy, jakie dajemy im szanse na pierwsze wrażenie i jak relacje międzyludzkie potrafią zaskakiwać – zwłaszcza nas samych.

Wiktoria: Wiesz co, ja najbardziej zwróciłam uwagę na wątek rozwodu. To był taki korzeń akcji, który łączył różne wydarzenia. Co ciekawe, Katarzyna Ryrych odczarowała czarną wizję rozwodu. Oczywiście, rozwód niesie ze sobą wiele bolesnych wydarzeń i zmian. A jeśli w centrum tych zdarzeń pojawi się dziecko – sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Jednak można rozstać się w zgodzie, nie raniąc się nawzajem, a „kursowanie” między dwoma domami nie musi być weekendową katorgą. To właśnie pokazuje autorka. Eryka kocha swój drugi dom u taty – uwielbia kursować między Krakowem a Gdańskiem. Wydaje mi się, że to bardzo ważny głos, potrzebny w dzisiejszym świecie. Dziecko może być szczęśliwe mimo rozwodu rodziców – oczywiście, objęte opieką, często pomocą psychologiczna, ogromnymi zasobami miłości i wsparcia.

STYL, JĘZYK

Wiktoria: Język jest bardzo poetycki, mimo iż, oczywiście, mamy do czynienia z powieścią – gatunkiem chyba najbardziej prozatorskim. Nie jest to odczucie przypadkowe, dlatego że autorka jest poetką, zadebiutowała w 1981 roku tomikiem Zapiski pewnej hipiski. A poetkę czy poetę czujne oko i literacki radar wychwyci w powieści raz-dwa. Nie jest to poetyckość nachalna, ale taka, która pięknie zdobi wszelkie opisy i przełamuje stereotyp, że jeśli jest długi opis, to z pewnością będzie nużący, więc może lepiej go ominąć. Nie przeszkadza to jednak w zachowaniu klarownego stylu i prostego języka, Katarzyna Ryrych bardzo świadomie i delikatnie bawi się słowem. Narracja jest pierwszoosobowa, narratorką jest Eryka, co ułatwia nam poznanie bohaterki poprzez liczne introspekcje.

Sylwia: Masz rację – niby mamy do czynienia z prozą, ale ta poetyckość, o której wspominasz, przebija się gdzieś pomiędzy słowami. Chciałabym zwrócić uwagę również na to, że styl, w jakim Ryrych napisała Maneki-neko, jest dość dojrzały, biorąc pod uwagę, że narratorką jest przyszła licealistka. Jednak w pewnym momencie autorka daje nam do zrozumienia, że zwierzenia Eryki pisane są z perspektywy czasu, co tłumaczy nieco bardziej dorosły język.

WYDANIE

Wiktoria: Książka jest wydana bardzo estetycznie – jak już wcześniej wspomniałam. Okładkowy maneki-neko w wersji czarnej i mrocznej zaprasza czytelnika do wspólnej przygody, przygody, która będzie pełna grozy, strachu i trudu. Pojawią się duchy, dziwne zbiegi okoliczności oraz patowy wybór. Tego symbolem staje czarny kot z okładki, który w naszej kulturze kojarzy się z nieszczęściem i pechem. Wszystkie ilustracje są czerwone, co kojarzy mi się z czerwonym dyskiem z japońskiej flagi i czerwienią wiśni. Ostatnia ilustracja jest jedynie czarna – czy to symbol tragicznego zakończenia, bezlitosnej strony miłości?

Sylwia: Z tymi ilustracjami to skomplikowana sprawa, ponieważ w nasze ręce trafiły egzemplarze przedpremierowe, w dodatku w formie elektronicznej i ilustracje w nich zawarte różnią się od tego, co znajduje się ostatecznie w wersji papierowej. I tu, i tu jednak w oczy rzuca się czerwony kolor, tak silnie kojarzący się z Japonią, która odgrywa olbrzymią rolę w powieści Katarzyny Ryrych. Jak zawsze grafiki autorstwa Marty Krzywickiej są bardzo klimatyczne i pasujące do fabuły książki. Na pewno będą ciekawym urozmaiceniem dla młodego czytelnika, choć i mnie sprawiają niemałą frajdę. Mam wrażenie, że ilustratorka za pomocą światła i cienia próbowała oddać tę grę, w którą dali się wciągnąć bohaterowie – grę, w której jawa i sen ścierają się, zatracając granice. I udało jej się to, bo ilustracje świetnie dopełniają opowieść autorki Bombki babci Zilbersztajn. Warto też dodać, że długość lektury jest idealna – pozwala na sensowne rozwinięcie historii i na zżycie się z bohaterami, ale jednocześnie niecierpliwemu czytelnikowi pozwoli połknąć ją w jeden wieczór – jak było to w naszym przypadku.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Wiktoria: Myślę, że w poprzednich akapitach wyczuwalny jest mój zachwyt Maneki-neko. Zachwyt dosyć szeroki i autentyczny. Oczywiście, to opowieść dla młodzieży, jednak nie koliduje to z tym, by przeczytał i został nią oczarowany niejeden dorosły, a szczególnie miłośnik anime. Ta historia skojarzyła mi się filmem Las samobójców – o historii japońskiego lasu u podnóża Fidżi. W ilu jeszcze domach drzewa śnią o lesie? – pomyślała główna bohaterka. A ja jestem bardzo ciekawa, w ilu domach przedmioty ożywają i zabierają swoich właścicieli w magiczną i tajemniczą podróż.

Sylwia: Maneki-neko to kolejna fascynująca podróż w głąb literatury młodzieżowej, która – jak widać – ma się naprawdę dobrze, przyćmiewając nierzadko tę przeznaczoną dla dorosłych. Najnowsze dzieło Katarzyny Ryrych to oscylująca gdzieś pomiędzy jawą a snem opowieść o śmierci, stracie, tęsknocie za czymś, co nieuchwytne, o radzeniu sobie z przeciwnościami, z dojrzewaniem, z samotnością. To historia dziejąca się w Polsce, ale nie brakuje w niej egzotycznej nurty; to opowieść o ludziach, ale i duchów tu nie brakuje. Maneki-neko to wyprawa do lasu, jednak w przeciwieństwie do bohaterów książki wrócimy z wyprawy nienasyceni, z chęcią powrotu.

Fot.: Wydawnictwo Ezop

maneki-neko

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Wiktoria Ziegler

Zastanawia się, pyta, poszukuje sensu.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.