mój rok relaksu i odpoczynku

Wielogłosem o…: „Mój rok relaksu i odpoczynku” – Otessa Moshfegh

Mój rok relaksu i odpoczynku to opowieść o ucieczce od teraźniejszości i świata, z pozoru idealnego, a w rzeczywistości rozczarowującego. Bezimienna bohaterka historii stworzonej przez Ottessę Moshfegh to mieszkająca w Nowym Jorku młoda kobieta, której nie brakuje pieniędzy, wykształcenia i urody. Czy to jednak wystarcza do poczucia satysfakcji i radości z życia? Po przeczytaniu książki z łatwością stwierdzimy, że nie, jednak nie tylko nad tym tematem pochyla się jej autorka. Uwagę czytelników kieruje również na kwestie samotności, żałoby, pogoni za szczęściem, wszechobecnego kapitalizmu oraz niedoścignionych ideałów. Po pięciu latach od polskiej premiery nasze redaktorki, Gosia Kilijanek i Klaudia Rudzka, biorą na tapet dzieło wydane przez Wydawnictwo Pauza i zastanawiają się, czym tak naprawdę jest tytułowy relaks i odpoczynek

Spis treści

Wrażenia ogólne

Gosia Kilijanek

Gosia Kilijanek

Wrażenie ogólne z lektury Mojego roku relaksu i odpoczynku można podzielić na zależne od jej etapu. Początkowo powtarzalność i mechaniczność opisywanej codzienności bohaterki zdumiewa oraz rodzi obawy z nią związane: czy jeśli cała książka opowiada o tym samym, to da się dobrnąć do jej końca i nie zanudzić? W pewnym momencie następuje jednak przełom i nie wiadomo kiedy dociera się do jej ostatniej strony. Wydaje mi się, że momentem przejściowym okazuje się retrospekcja ujawniająca proces doświadczania straty. A w zasadzie strat i to nie byle jakich. Odniosłaś podobne wrażenie?

Klaudia Rudzka

Klaudia Rudzka

Zgadzam się z Tobą. Początkowo jesteśmy zaskoczeni decyzją bohaterki oraz jednocześnie zaciekawieni tym, w którą stronę pójdzie opowiadana historia. To prawda, że na wstępie pojawia się pewna doza lęku i pytanie, czy książka w takiej formie jak na początku nie znuży czytelnika, bądź czy nie będzie ona zbyt przesadzona, a konsekwencją okaże się trudność w jej przyswojeniu. Jednak stopniowo wnikamy w ten osobliwy eksperyment z coraz większym zainteresowaniem i nim się spostrzeżemy, jesteśmy, tak jak mówisz, na ostatniej stronie.

Gosia

Gosia

Książka Moshfegh w pozornie prosty sposób opowiada o trudnych i uniwersalnych przeżyciach. Powtarza historie, które gdzieś już się napotykało, kojarzy z Houellebecqiem, a w końcówce okazuje się przewidywalna. Wyróżnia się przy tym mieszanką trafnych obserwacji ze sporą dozą ironii i jest na swój sposób ciekawa. Daje podstawę do snucia rozważań na tematy mniej lub bardziej istotne.

Klaudia

Klaudia

Mój rok relaksu i odpoczynku to jedna z niewielu książek opowiadających w tak przystępny sposób o trudnych tematach, które dotyczą lub dotyczyły większości z nas. To książka poruszająca kwestie smutku, depresji, samotności i straty. To historia o kobiecie wycofanej, będącej poza swoim ciałem i duszą, a w pewnym sensie nawet poza życiem. Z drugiej jednak strony to opowieść o głębokim doświadczeniu i analizowaniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.   

Problematyka

Gosia

Gosia

Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat 2000. i 2001., w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie na nowojorskim Upper West Side. Młoda i zamożna bohaterka po próbie dostosowania się do norm społecznych poprzez podjęcie pracy w galerii sztuki, postanawia wycofać się z życia społecznego i przejść w stan hibernacji dzięki farmakoterapii. Umawia się z psychiatrką, doktor Tuttle, której dziwnym trafem nikt jeszcze nie odebrał prawa wykonywania zawodu, otrzymuje recepty na leki, które łyka jak cukierki i… śpi. Plan w realizacji nie jest jednak tak łatwy, jak mogłoby się wydawać. W podróży, nazwijmy ją, wewnętrznej towarzyszy jej przyjaciółka ze studiów Reva – czująca się od niej gorsza i starająca przypodobać otoczeniu bulimiczka.

Klaudia

Klaudia

Książka Moshfegh to przede wszystkim historia o depresji. Smutku, niemocy i bólu tak głęboko zakorzenionym, że stawia człowieka w sytuacji, gdzie najlepszym rozwiązaniem prócz samobójstwa wydaje się plan hibernacji i trwanie w być może naiwnej nadziei, że po przespanym roku będzie można zacząć od nowa. Akcja powieści dzieje się na zamożnym amerykańskim osiedlu, co jest mocno wyczuwalne i myślę, że w pewnym sensie wpływa choćby na to, o czym wspomniałaś – niełatwą relację z przyjaciółką, która z góry jest oceniana przez narratorkę. 

Gosia

Gosia

Pomysł na ucieczkę od teraźniejszości w krainę snu przy pomocy leków psychotropowych wydaje się początkowo absurdalny, jednak wraz z odkrywaniem kolejnych wspomnień bohaterki w jakiś sposób uzasadniony. Małgorzata Halber pisała, że jest pewna, że to marzenie o wypisaniu się z życia jest zjawiskiem powszechnym, dlatego wie, że nie tylko ona chciałaby czytać tę książkę non stop. Chciałabyś?

Klaudia

Klaudia

Nie chciałabym czytać tej książki non stop, ale na pewno do niej wrócę. Uważam, że w momentach głębokiego kryzysu mogłaby ona poniekąd koić, ponieważ wraz z biegiem historii czułam pewnego rodzaju przywiązanie i troskę w stosunku do głównej bohaterki, a jak wiemy, gdy uświadamiamy sobie, że nie tylko my jesteśmy przytłoczeni, że nie tylko nam się nie chce i mówiąc najogólniej, że nie jesteśmy w swoim cierpieniu jedyni, to bywa to mimo wszystko pocieszające.

Gosia

Gosia

Mnie wystarczy jednorazowa lektura, przynajmniej na świeżo po przeczytaniu. Opowiedziana w niej historia wydaje mi się jednak na tyle złożona, że inicjuje mnożenie myśli i przypuszczeń po zakończeniu obcowania z tekstem. Czuję, że jeszcze trochę mi potowarzyszy i nie sądzę, by łatwo było o niej zapomnieć.

Klaudia

Klaudia

Myślę, że to dość specyficzna książka, która nie ma na celu się podobać. Wszystko zależy od jej przyswojenia, oczekiwań i wrażeń. Sądzę też, że będąc czytelnikiem, trudno nie odbierać jej przez pryzmat swoich doświadczeń i nastawienia życiowego, tak jak to bowiem ujęłaś, jest to książka w pewnym sensie uniwersalna – dla jednych w kontekście straty, relacji, wizji życia, dla innych w taki sposób, jak dla Małgorzaty Halber.

Gosia

Gosia

Pokuszę się w takim razie o cytat. Naprawdę „bra­łam dragi”. Co­dzien­nie ły­ka­łam przy­naj­mniej tuzin ta­ble­tek. Uwa­ża­łam jed­nak, że wszyst­ko jest w naj­lep­szym po­rząd­ku. Wszyst­ko od­by­wa­ło się le­gal­nie. Po pro­stu chcia­łam cią­gle spać. Mia­łam plan.

Wspomniane marzenie o wypisaniu się z życia może być powszechne, ale chyba właśnie na zasadach opisywanych przez Moshfegh – przy odpowiednich zasobach finansowych i środowiskowych. To romantyzowanie łykania xanaxu z trazodonem w pięknym apartamencie drogiej nowojorskiej dzielnicy, przerywanego oglądaniem po raz kolejny tych samych filmów z Whoopi Goldberg na kasetach VHS, wyjściem po dwie kawy do sklepu Egipcjan kilka przecznic dalej i kompulsywnym zamawianiem bielizny Victoria’s Secret. Może o takim stylu życia można marzyć…

Klaudia

Klaudia

Przede wszystkim o takim życiu marzyła Reva. O nieograniczonym bogactwie, ciuchach od Victoria’s Secret oraz nieskazitelnej urodzie mimo wystawiania swojego organizmu na wiele prób. Na pewno jest to w sferze marzeń, bo bez wątpienia główna bohaterka znajdowała się w pozycji uprzywilejowanej względem innych, nie posiadając zmartwień, chociażby natury finansowej, i mogąc zmierzać ku realizacji swojego planu. Myślę, że w szerszym kontekście tak chciałby żyć każdy – mieć komfort i środki, by robić to, na co ma ochotę, choćby to miał być reset od życia.  

Gosia

Gosia

Nie sposób się w tej kwestii z Tobą nie zgodzić. Zadziwiające jednak są dla mnie wątki tworzonych przez bohaterkę psychotropowych koktajli, mających zapewnić jej „dobry amerykański sen”. 

Część leków istnieje, część jest wytworem wyobraźni pisarki. Z rzeczywistych dwudziestosiedmiolatka połyka: trazodon, ambien (winian zolpidemu), advil (ibuprofen), ativan (lorazepam), nembutal (pentobarbital), solfoton (fenobarbital), seconal (sekobarbital), węglan litu, haldol (haloperidol), xanax (alprazolam), valium (diazepam), temazepam, librium (chlorodiazepoksyd), miltown (meprobamat), rozerem (ramelteon), seroquel (kwetiapina), placidyl (etchlorwynol), benadryl (difenhydramina), nyquil (doksylamina), dimetapp (fenylefryna, dekstrometorfan, bromfeniramina).

Biorąc pod uwagę dawkowanie leków wedle widzimisię bohaterki, znajomość farmakodynamiki i farmakokinetyki każdej z wymienionych substancji czynnych oraz ich potencjalne interakcje, fakt, że nic jej nie jest przez rok odżywiania się nimi, uznaję za najbardziej odrealniony w całej literackiej opowieści.

Z tych zmyślonych, o nazwach brzmiących zarazem poważnie i komicznie, do wyboru ma: neuroproxin, maxiphenphen, silencior, valdignore oraz infermiterol, który pozbawia ją świadomości na trzy dni.

Klaudia

Klaudia

Zgadzam się z Tobą, bo choć rozumiem zamysł autorki, to przyjmowanie leków w taki sposób nie jest w stanie nie doprowadzić do wizyty w szpitalu i myślę, że nie trzeba być lekarzem, by to stwierdzić. Jednak ja potraktowałam medykamenty symbolicznie – jako pragnienie odcięcia się i świadomego wycofania z życia. Odnośnie wymyślonych leków bardzo ciekawym zamysłem było wykorzystanie infermiterolu, który w moim odczuciu był prologiem do eksperymentu bohaterki. Zażycie go powodowało całkowite odcięcie i utratę świadomości na kilka dni, po których bohaterka budziła się i nie pamiętała niczego. 

Gosia

Gosia

Po jednym z zażyć sama przyznaje: Jedna ta­blet­ka in­fer­mi­te­ro­lu wy­ję­ła mi kilka dni z ży­cio­ry­su – w tym sen­sie był to lek do­sko­na­ły.

Klaudia

Klaudia

To by się zgadzało z moim porównaniem zażycia leku jako wstępu do planowanej hibernacji.

Gosia

Gosia

Masz rację, tylko czy jesteśmy w stanie określić moment początkowy tej hibernacji? Zdawać by się mogło, że zaczęła się ona od pierwszych tabletkowych koktajli sponsorowanych przez doktor Tuttle, ale w zasadzie idealne spełnienie hibernacyjnej wizji zmaterializowało się dzięki niedopuszczonej do obrotu przez FDA substancji, o której rozmawiamy. To intermiterol okazał się skuteczny w odcinaniu świadomości bohaterki. Widzisz tu jakieś symboliczne znaczenie podziału tej ucieczki od rzeczywistości na dwa etapy?

Klaudia

Klaudia

Widzę tu raczej wstęp, który pozwolił bohaterce utwierdzić się w przekonaniu o realizacji planu. Być może była to także jej osobista próba posmakowania i zmierzenia się z nieświadomością, prowadzącą w końcu do podjęcia decyzji o prawdziwej hibernacji. Myślę, że w pewnym sensie intermiterol zapewnił jej tytułowy odpoczynek. 

Gosia

Gosia

To prawda, wybudzała się wtedy z transu raz na trzy dni. Jednak bardziej niż sam przebieg zaplanowanej hibernacji istotne dla całości historii wydają się przeżycia, z powodu których najprawdopodobniej do niej dochodzi. Bohaterka nie miała okazji doświadczyć rodzicielskiej miłości, mając zaledwie dwadzieścia lat, straciła chorego na raka ojca, a następnie matkę w wyniku przedawkowania leków psychotropowych wymieszanych z alkoholem. Nie sposób nie wspomnieć też o alkoholizmie matki i obarczaniu dziecka odpowiedzialnością za własne niepowodzenia, a także toksycznym związku z Trevorem.

Klaudia

Klaudia

Jeśli chodzi o uniwersalność tej książki to myślę, że właśnie tu mamy tego doskonały przykład. Wiele osób z podobnych przyczyn doświadcza załamania. Zaniedbania w okresie dzieciństwa, między innymi brak miłości i poczucie odtrącenia przez matkę z zaburzeniami, poskutkowały brakiem znalezienia balansu życiowego oraz umiejętności tworzenia relacji romantycznych. Świadczy o tym związek z przemocowym Trevorem, który nie ma za grosz szacunku do bohaterki ani do jej uczuć. Jest to, jak wiemy, tylko jedna z wielu ścieżek jej niepowodzeń. Wobec takich doświadczeń plan hibernacji staje się coraz bardziej zrozumiały. 

Gosia

Gosia

 Tę relację miłosną bohaterka wielokrotnie ma ochotę reanimować, co nie wydaje się zaskakujące, biorąc pod uwagę jej style przywiązania, którym daleko do bezpiecznych. Nawet przyjaźń z Revą nie wpisuje się w definicję relacji opartej na szczerości, zaangażowaniu i wzajemności. W końcu Revie też umiera na raka matka.

Klaudia

Klaudia

Reva przede wszystkim poprzez swoje zainteresowanie bohaterką stanowi przeszkodę w realizacji planu, a także przypomina o codziennym życiu bez owijania w bawełnę…

Gosia

Gosia

…co wielokrotnie zostaje przywołane w narracji. Czy uważasz, że któryś wątek odegrał najistotniejszą rolę w nakłonieniu bohaterki do realizacji swojego pomysłu odcięcia się od świata?

Klaudia

Klaudia

Myślę, że nie będzie w tym nic odkrywczego, jeśli powiem, że według mnie była to toksyczna relacja z matką, jak również utrata rodziców w młodym wieku i pozostanie z traumą oraz ogromnym jarzmem odpowiedzialności, które trzeba udźwignąć na swoich barkach, podczas gdy nie jest się na to gotowym. 

Gosia

Gosia

Nie umiem wska­zać po­je­dyn­cze­go zda­rze­nia, które prze­są­dzi­ło o mojej de­cy­zji, żeby roz­po­cząć hi­ber­na­cję. Po­cząt­ko­wo chcia­łam tylko ja­kichś de­pre­san­tów, które za­głu­szą na­tłok myśli i osą­dów, po­nie­waż na­tłok ten cią­gle spra­wiał, że nie­na­wi­dzi­łam wszyst­kich i wszyst­kie­go. Uzna­łam, że życie sta­nie się bar­dziej zno­śne, jeśli mój mózg prze­sta­nie tak pręd­ko po­tę­piać ota­cza­ją­cy mnie świat – czytamy.

Nieprzepracowana żałoba po śmierci rodziców wydaje się tu powikłana. Łatwiej jednak ciężką żałobę nazwać potrzebą odpoczynku niż zderzyć się z emocjami jej towarzyszącymi.

Klaudia

Klaudia

Jedno nie wyklucza drugiego. Czytając tę książkę, bardzo często nasuwa się pytanie, dlaczego bohaterka w sposób świadomy nie skorzystała z pomocy specjalistycznej jeśli chodzi o przepracowanie swoich traum i emocji. Niestety, jak wiemy, nie zawsze jest idealnie i często przytłoczenie lub inne czynniki nie pozwalają na taki ruch. Myślę, że zachowanie bohaterki to była pewnego rodzaju poza, a z drugiej strony kaftan bezpieczeństwa, który pozwalał jej funkcjonować. A może raczej wegetować.

Gosia

Gosia

Trafnie to ujęłaś. Jaka jest według Ciebie celowość wprowadzenia się w stan rocznej senności bohaterki? Przeżycie katharsis, wymazanie wszystkich krzywd z przeszłości, nowe życie z czystą kartą? Może coś innego? A może wszystko naraz?

Klaudia

Klaudia

Myślę, że wszystko, co wymieniłaś, kwalifikuje się jako życie po życiu, do którego dążyła bohaterka. Być może będzie to dość kontrowersyjne, ale dla mnie status społeczny bohaterki pozwolił jej wybrać taką alternatywę od samobójstwa. Być może była to tylko naiwna intencja, a czas miał zweryfikować efekty. 

Gosia

Gosia

To mogłaby być kwestia bardzo dyskusyjna, bo temat zaburzeń psychicznych jest szeroki i złożony. Pewne jest to, że nie da się takiej wizji zaprzeczyć, bo założenia możemy mnożyć. Moshfegh satyrycznie traktuje w książce również sztukę współczesną. Wśród relacji z pracy w galerii sztuki znalazły się informacje o obecnych tam dziełach, jak na przykład: Mle­cza­ki samej ar­tyst­ki – tak przy­naj­mniej twier­dzi­ła – i bo­żo­na­ro­dze­nio­we cu­kier­ki M&M’s. Tanie trans­gre­sje za dwa­dzie­ścia pięć ty­się­cy. Za sztu­kę.

Klaudia

Klaudia

Gorzkie przedstawienie sztuki współczesnej moim zdaniem jest jak najbardziej trafione. W końcu nie bez powodu istnieje fanpage na Facebooku Podpisy pod obrazkami w MOCAK-u.

Gosia

Gosia

Wiemy też obie, jak wyglądają aukcje polskiej sztuki i co można na nich znaleźć. Z pewnością ten element narracji może prowadzić do ciekawych rozważań nad indywidualną percepcją nowoczesności w kategoriach artystycznych.

Klaudia

Klaudia

Zgadzam się z Tobą całkowicie, bo już samo uczestnictwo w tego rodzaju wydarzeniach, jak licytacje sztuki pozostawiają w nas pewną dozę rozważań nad kondycją zarówno sztuki, jak i samych kupujących. 

omówienie wybranych postaci

Klaudia

Klaudia

Trudno znaleźć słowa dobrze opisujące główną bohaterkę. Co prawda nasze myśli ciągle krążą wokół niej, lecz jeśli miałabym poddać ją ocenie, to nie byłoby to takie proste. Na pewno z perspektywy czytelnika głęboko współczuję jej przeżywanych emocji, a także tych nieprzeżytych. Niemniej bywają chwile, w których bohaterka jest zwyczajnie irytująca, chociażby poprzez kompletny brak empatii wobec Revy – jedynej osoby, którą interesuje, co u niej, w chwilach całkowitego poddania się i oglądania godzinami wspominanej już wcześniej Whoopi Goldberg. Mimo tego myślę, że jest to niebywała umiejętność autorki – sportretować postać w tak uniwersalny, a zarazem bliski czytelnikom sposób.

Gosia

Gosia

Postać bezimiennej bohaterki wywoływała u mnie podobne odczucia. To osoba, która próbuje walczyć ze sobą i ze światem, szuka sposobu na uwolnienie od trudnych przeżyć i wielokrotnie błądzi. Bardzo ludzka i rzeczywista konstrukcja. W realizacji niecodziennego planu towarzyszy jej wspomniana już psychiatrka, doktor Tuttle. Szamanka eksperymentująca z lekami, znaleziona przez bohaterkę przypadkowo w książce telefonicznej i kojarząca się z doktorem Jacobym z Twin Peaks. Tuttle w kołnierzu ortopedycznym, długiej halce i otoczeniu grubych kotów przeprowadza z pacjentką abstrakcyjne wywiady kliniczne, za każdym razem zapominając o śmierci jej rodziców. Lu­dzie by­li­by dużo spo­koj­niej­si, gdyby kie­ro­wa­li się in­tu­icją, nie zaś roz­sąd­kiem. To dla­te­go leki są tak sku­tecz­ne w le­cze­niu scho­rzeń psy­chicz­nych: osła­bia­ją naszą zdol­ność ro­zu­mo­wa­nia. Niech się pani po­sta­ra za dużo nie my­śleć – radzi bohaterce, wypisując kolejne recepty. To postać, która nie tylko umożliwia urzeczywistnienie wizji odcięcia, ale w pewnym momencie staje się w postrzeganiu pacjentki jej najbliższą osobą. Ukochaną dilerką.

Klaudia

Klaudia

Z perspektywy czytelnika ważną postacią jest Reva. Jedyna osoba, której los głównej bohaterki nie jest obojętny. Myślę, że najlepszym słowem opisującym jej osobę jest: dobroduszność. Uważam też, że sposób przedstawienia jej w książce kreuje niejako odbiór głównej bohaterki, o czym wspominałam wcześniej. Być może nie jest to osoba najbystrzejsza, która potrafi odkryć postępującą depresję przyjaciółki i odpowiednio się zachować. Może sprawia wrażenie materialistki przesadnie dbającej o swoją urodę i ubiór, jednak czy jest w tym coś złego? W relacji z główną bohaterką spełnia się całkowicie, troszcząc się na swój sposób, dbając i pokazując, że przede wszystkim jej zależy. Myślę, że Reva to najbardziej pozytywna postać w tej pełnej mroku powieści.

Gosia

Gosia

 Z pewnością bije od niej jakiś dziwny rodzaj optymizmu, z pozoru zupełnie nieadekwatny do skali problemów, z którymi sama się mierzy. Reva też w pewien sposób wzbudza współczucie, przede wszystkim w związku z tym, jak traktowana jest przez bohaterkę. Nie chciałabym zdradzać wszystkich szczegółów fabuły, jednak zaskoczył mnie w rozwoju wydarzeń fakt odwiedzenia przez hibernującą rodzinnych stron Revy. Być może dociera tam zupełnie nieświadomie pod wpływem infermiterolu, wciąż oceniająco i z odrazą lustrując wszystko wokół, ale całe to zdarzenie wydaje się dla Revy ważne. Czyżby ten jeden raz bohaterka zadbała w jakiś sposób o przyjaciółkę?

Klaudia

Klaudia

Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że w tym jedynym momencie pęka skorupa głównej bohaterki względem napędzanej samoistnie niechęci i krytyki przyjaciółki. Dowodem tego jest związana z trudną sytuacją wycieczka w jej rodzinne strony, którą bohaterka odbywa w stanie nieświadomości. Może to świadczyć o swego rodzaju przywiązaniu do Revy, na które nie chciała sobie pozwolić…

Gosia

Gosia

 …świadomie. Jest jeszcze Ping Xi, pochodzący z Kalifornii dwudziestoletni artysta poznany przez bohaterkę w czasie pracy w galerii sztuki. Zakres jego prac obejmuje wypchane ciała psów rasowych z bijącymi z oczu laserami i malowane spermą obrazy. Teoretycznie epizodyczna postać okazuje się jednak w finale jedyną nadzorującą właściwą hibernację bohaterki, trwającej w odosobnieniu.

styl, język

Gosia

Gosia

Autorka w prostych konstrukcjach zdań ujawnia dekadencję, autoironię, złośliwości i kpinę. Chociaż spora część początkowej narracji obrazuje powtarzalność, towarzyszy jej dynamizm, dzięki któremu wydaje się znośna.

Klaudia

Klaudia

Styl autorki jest bardzo przystępny mimo przytłaczających wątków. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to cecha wyróżniająca twórczość Ottessy Moshfegh. Książkę czyta się niczym pamiętnik, który wciąga bez opamiętania, przez co błyskawicznie znajdujemy się na końcu lektury.

Gosia

Gosia

A intensywnie wciąga od wspomnianej połowy. Narracja w Moim roku relaksu i odpoczynku skojarzyła mi się chociażby ze zbiorem opowiadań Tęsknota za innym światem. Za tłumaczenie obu książek amerykańskiej pisarki odpowiada Łukasz Buchalski.

Klaudia

Klaudia

Nie czytałam oryginału, więc nie mam porównania, ale w mojej ocenie tłumaczenie znakomicie udźwignęło temat i zamysł książki. Świadczy o tym tempo, w jakim przeczytałam książkę, a także przeżywane w trakcie emocje.

wydanie

Klaudia

Klaudia

Bardzo podoba mi się okładka, która sugerowałaby, że będziemy mieć do czynienia z prozą sprzed lat, a nie współczesną powieścią. To jeszcze bardziej podkreśla ponadczasowość i uniwersalność Mojego roku relaksu i odpoczynku, bowiem samotność, strata, depresja czy trudne dzieciństwo to tematy towarzyszące nam od wieków. Ale być może nie mam racji w interpretacji okładki i chodzi jedynie o przedstawienie tytułowego odpoczynku za pomocą siedzącej kobiety, co o tym myślisz? 

Gosia

Gosia

Myślę, że obie wersje mogą być trafne. Okładka książki stanowi kolaż Sztucznych Fiołków, fanpage’a zajmującego się dekorowaniem klasycznych obrazów dialogami. Oryginał obrazu autorstwa Tilly’ego Kettla stworzony w latach 60. XVIII wieku przedstawia Eleonorę Francis Murray tuż przed ślubem z Aleksandrem Grantem, właścicielem jamajskich plantacji trzciny cukrowej. Ubiór i nakrycie głowy kobiety wskazują na panującą wśród zamożnych Brytyjek tamtego okresu inspirację stylem osmańskim, co podkreślają również jego atrybuty, jak instrument umieszczony obok postaci. Połączenie zawłaszczeń i symboli zamożności na obrazie miało oddawać poczucie wyższości i luksusu związanego ze stereotypowym Wschodem. Widzę w tym nawiązanie do głównej bohaterki, w której szafie też mieściły się marki świadczące o jej statusie społecznym. W zasadzie ze względu na okładkę zakupiłam wersję fizyczną książki, posiadając już e-bookową, bo również mi się spodobała. Z pewnością kolorystyka obrazu pasuje do nastroju stworzonego przez pisarkę.

słowem podsumowania

Gosia

Gosia

W książce okładkowe sformułowanie pojawia się tylko raz i pada z ust głównej bohaterki: Nie je­stem jakąś ćpun­ką. Biorę sobie wolne. To jest mój rok re­lak­su i od­po­czyn­kuCzym według Ciebie, Klaudio, jest tytułowy relaks i odpoczynek?

Klaudia

Klaudia

Moim zdaniem trafnie opisałaś to kilka zdań wcześniej, mianowicie tytułowy relaks i odpoczynek to w przypadku omawianej przez nas lektury synonimy ucieczki, zmęczenia, samotności, wycofania się z życia i potrzeby rozpoczęcia go od nowa. 

Gosia

Gosia

Brak nazywania w książce pochłaniania psychotropów narkomanią może wydawać się jej normalizacją, szczególnie w czasach kryzysu opioidowego. WHO definicję uzależnienia lekowego podało już w 1969 roku, a bezimienna bohaterka wpisuje się nie tylko w tę definicję osoby uzależnionej. Nie posiada diagnozy, nie jest pod kontrolą psychiatry działającego zgodnie z kodeksem etyki lekarskiej, a leki w bardzo niebezpiecznych konfiguracjach przyjmuje bez przestrzegania jakichkolwiek ulotkowych zasad. Co o tym sądzisz?

Klaudia

Klaudia

Jeśli chodzi o ocenę tego, co przeczytałam, to owszem bohaterka wpisuje się w definicję osoby uzależnionej. Jeśli jednak spojrzymy głębiej i potraktujemy leki symbolicznie, co być może autorka miała na celu wykorzystując zarówno leki istniejące jak i wymyślone, to trudniej mi o jednoznaczną ocenę. Myślę, że mimo wszystko odbieram bohaterkę na tyle empatycznie, że jestem w stanie poniekąd zrozumieć jej ucieczkę od świata, której środkiem do celu były leki. Jest to bardzo wielowymiarowy obraz postaci, której towarzyszy ogromny ból prowadzący do bezradności i jedynie leki są w stanie przynieść ukojenie. Nie stygmatyzowałabym tu psychotropów. Nie mniej przyjmowanie ich bez kontroli lekarza to na pewno nie jest dobra droga rozwiązywania problemów, a wręcz żadna. 

Gosia

Gosia

Stygmatyzacja leków psychotropowych to ostatnia rzecz, o której bym w tym kontekście pomyślała – farmakologia w dzisiejszych czasach ratuje bardzo wielu pacjentów. To, co okazuje się wyolbrzymione w książce, to sposób przyjmowania ich bez jakiejkolwiek kontroli i nadzoru, śmiertelnie niebezpieczny. Tak jak wspomniałaś, wymyka się to jednoznaczności.

Ottessa Moshfegh w wywiadzie udzielonym „The Guardian” w 2022 roku powiedziała: Jedną rzeczą, którą zauważyłam w związku z nową falą uwagi skierowaną na „Mój rok relaksu i odpoczynku”, jest to, że wydaje się, że ma jeden typ grupy fanów, złożony z osób określających siebie smutnymi dziewczynami. I to mnie niepokoi, szczególnie z perspektywy osoby, która była młodą kobietą z depresją. Kiedy moja starsza siostra przeczytała książkę, powiedziała, że powinna zostać opatrzona naklejką ostrzegawczą. Może powinna. Bo słuchajcie, to jest satyra, to nie jest prawdziwe. Żyjemy w czasach, w których wszystko jest tak zniekształcone, że nie chcę, żeby ktokolwiek przedawkował ambien tylko dlatego, że przeczytał moją książkę.

Klaudia

Klaudia

Mój rok relaksu i odpoczynku to tak wielowymiarowa lektura, że sama nie wiem, czy bym ją poleciła. Myślę, że pasuje tu klasyczne stwierdzenie: to zależy. Na pewno z perspektywy czysto literackiej jest to książka bardzo dobra, którą czyta się szybko i dość przyjemnie, jednak miejscami bardzo trudno przez nią przebrnąć z uwagi na przytłaczającą atmosferę cierpienia i niemocy. Ciekawe jest to, że główna bohaterka skojarzyła mi się z Bellą z najnowszego dzieła Lanthimosa – Biednych Istot. Podobnie jak ona pragnie skończyć swoje dotychczasowe życie, by rozpocząć nowe. Różni je jedynie sprawczość czynu – jedna tego chce, a druga nieświadomie zostaje przywrócona do życia. Siłą rzeczy wywołało to we mnie pytanie: czy lepiej rozpocząć nowy start niczym Bella, czy może tak jak główna bohaterka Mojego roku relaksu i odpoczynku? Jak widać czysta karta nie zawsze oznacza to samo. 

Gosia

Gosia

Pytanie, czy w ogóle da się życie rozpocząć na nowo? Odpowiedź na nie pojawia się w książce, ale nie jest jednoznaczna. Mój rok relaksu i odpoczynku to ciekawie skrojona, szczególnie pod względem językowym, historia o przytłoczeniu życiem i próbą przezwyciężenia olbrzymiej samotności. Narratorska karykaturalność opisuje końcówkę ery dobrobytu, wszechobecność kapitalistycznych wizji oraz społeczne oczekiwania perfekcji (szczególnie wobec kobiecego ciała). Satyra na świat stanowi w niej element refleksji nad kondycją społeczeństwa w czasach nadmiaru. Przypomina, że nic na tym świecie nie jest nam dane raz na zawsze, a każda relacja bez dbania o nią się wypali. Rzeczywistość bywa okrutna i przytłaczająca, a każdy próbuje radzić sobie z nią na swój sposób – nie istnieje jedna właściwa droga, którą powinno się podążać. W zasadzie nie wiadomo, który świat w książce Moshfegh jest gorszy: ten, do którego bohaterka ucieka, czy ten, od którego ucieka. Wielość wątków głównych i sztafażowych pozwala na zastanowienie się nie tylko nad tym. Czy lektura ta może być dla czytelniczek i czytelników naprawdę istotna? Powtórzę po Tobie: to zależy.

Fot.: Wydawnictwo Pauza

Cytaty:

  • ‘My “sad girl” fans concern me’: Ottessa Moshfegh in conversation with Carmen Maria Machado, Alex Clark, „The Guardian”, 2.07.2022
mój rok relaksu i odpoczynku

Write a Review

Opublikowane przez

Klaudia Rudzka

Kino w każdej postaci, literatura rosyjska, reportaż, ale nie tylko. Magister od Netflixa, redaktor od wszystkiego. Właściwy człowiek we właściwym miejscu – chętnie zrelacjonuję zarówno wystawę, koncert, płytę, jak i sztukę teatralną.

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka sztuki szeroko pojętej. Z wystawy chętnie pobiegnie do kina, zahaczy o targi książki, a w drodze powrotnej przeczyta w biegu fragment „Przekroju” czy „Magazynu Pismo”. Wielbicielka festiwali muzycznych oraz audycji radiowych, a także zagadnień naukowych, psychologii społecznej i czarnej kawy. Swoimi recenzjami, relacjami oraz poleceniami dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami Głosu Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *