Książki,Patronat,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Nawiedzenia. Historie prawdziwe”

nawiedzenia
nawiedzenia

Stare cmentarzysko, duchy, ukazujące się zjawy… Dusze, które nie zaznały spokoju i plątają się między światami, próbując domknąć swoje sprawy. Niewyjaśnione zjawiska, strach, skrzypiące schody, Biała Dama… czy Wy też, nawet jeśli nie wierzycie w duchy, snuliście kiedyś takie opowieści, próbując kogoś przestraszyć, lub sami byliście słuchaczami, którym wbrew rozsądkowi, na ciele pojawiała się gęsia skórka? Dla fanów tego typu opowieści Nawiedzenia. Historie prawdziwe – powinny być lektura obowiązkową. Zwłaszcza że – choć Ed Warren był uznanym demonologiem – książka jest napisana gawędziarskim stylem i przywołuje na myśl właśnie snute przy ognisku opowieści. Publikację na polski rynek wprowadziło wydawnictwo Replika, a Głos Kultury objął ją patronatem medialnym. Poniżej Ania i Sylwia dyskutują o książce. Sprawdźcie, które opowiadanie wzbudziło w nich najwięcej lęku.

WRAŻENIA OGÓLNE

Anna Sroka-Czyżewska: Historie zbłąkanych dusz, zarówno tych dobrych, jak i tych złych, pojawiły się na kartach książki będącej zapiskami i wspomnieniami najsłynniejszej pary demonologów – Eda i Lorraine Warrenów. To niezwykłe małżeństwo znamy z cyklu filmowego Obecność, jak i z pierwszej książki Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren, która mówiła w głównej mierze o niesamowitych i okropnych przypadkach demonicznych opętań (tutaj znajdziemy też historię prawdziwej lalki Anabelle). Zjawiska paranormalne opisane w Nawiedzeniach w głównej mierze dotyczą cmentarzy i ich okolic, a w szczególności osławionego i bardzo starego cmentarza Union w Connecticut – rodzinnym stanie Warrenów. To bardzo przekonało mnie do książki, gdyż rzadko mamy do czynienia z najbardziej oczywistym miejscem opętań – cmentarzem. Dodatkowo atmosfera książki jest zbliżona do opowieści z dzieciństwa, kiedy późną porą przy ognisku każdy przypominał najbardziej straszne i niekiedy prawdziwe historie duchów, opętań i dziwnych, niewytłumaczalnych zjawisk. Taka gawędziarska forma jest mi bliska i sprawiła, że Nawiedzenia. Historie prawdziwe czytałam z dużym zainteresowaniem i dreszczykiem strachu.

Sylwia Sekret: Chyba każdy mniej więcej obeznany z kulturalnym światem słyszał o tej parze demonologów. A może wcale niekoniecznie? W każdym razie mnie nie miejsce akcji (tak jak w Twoim przypadku), a raczej ciekawość dotycząca formy takich opowieści, skłoniła w głównej mierze do sięgnięcia po Nawiedzenia. No i oczywiście Warrenowie – to nie jest jakaś wymyślona para, która jedynie w filmach zajmowała się badaniem zjawisk paranormalnych, ale prawdziwi ludzie, z krwi i kości, którzy za życia (jak również po śmierci) byli najbardziej znanymi osobistościami w tej dziedzinie.

Wracając do formy, której byłam tak ciekawa – masz absolutną rację, co do tych opowieści z dzieciństwa, które straszyć powinny przy ognisku, późnym wieczorem lub wręcz nocą. Czytając Nawiedzenia, takie skojarzenie nasuwa się wręcz samo, a opisanie tych historii jako “gawędziarskich” jest strzałem w dziesiątkę!

WADY I ZALETY PUBLIKACJI

Ania: Mimo że Nawiedzenia. Historie prawdziwe po raz pierwszy wydane były w 1992 roku, to książka jest bardzo uniwersalna, nie czujemy oderwania od innej epoki i dużo łatwiej nam odnaleźć się w stylu, w jakim jest napisana. Dodatkowo, historie są bardzo ponadczasowe, czyta się je tak, jakby opowiadane były nam w ciemnym, opuszczonym domu w czasie pełni księżyca lub przy ognisku na obozie w środku lata. Niewątpliwą zaletą publikacji jest to, że wcale nie trzeba wierzyć w te wszystkie zjawiska nadprzyrodzone, aby doskonale bawić się podczas lektury i może nawet trochę dać się nastraszyć, bowiem każdy z nas kiedyś słyszał historię o duchu błąkającym się po cmentarzu, który nie może znaleźć ukojenia, a mgła sunąca między nagrobkami sprawiła, że każdy niedowiarek miał ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie. Co do wad, to mam na myśli tylko jedną, a mianowicie taką, że historii opisanych przez Warrenów jest zwyczajnie za mało, a takich cmentarnych opowieści z dreszczykiem mogłabym przecież przeczytać dużo więcej.

Sylwia: Masz absolutną rację, mówiąc, że zaletą książki jest to, że nie trzeba wierzyć w poszczególne historie. Ja napisałabym nawet więcej – jeśli podejdziemy do lektury Nawiedzeń, jak do takich opowiastek z obozu, a nie jak do historii opartych na faktach… Myślę, że będziemy się wtedy przy ich lekturze bawić jeszcze lepiej. Bo forma, o której już wspomniałyśmy obie – ta gawędziarska nuta przypominająca straszne historie o duchach, którymi straszą młodsze siostry ich bracia – sprawiają, że opowieści stają się nieco mniej realne. Dla jednych będzie to wadą, dla innych zaletą, ale wydaje mi się, że jest to właśnie kwestia podejścia. Jeśli przed lekturą nie będziemy nastawiać się na nie wiadomo jakie dokumentowanie i na styl przypominający reportaż – wtedy nie powinniśmy się zawieść na lekturze.

Długość kolejnych historii jest trafiona w punkt – czytelnik nie ma szans się znudzić ani zmęczyć, nawet jeśli jakimś cudem Nawiedzenia trafią w jego ręce, mimo że nie jest fanem takiej tematyki. I to jest zdecydowanie na plus. Natomiast jeśli miałabym wskazać jakieś wady, to wspomnę tu o czymś, na czym odrobinę się zawiodłam i czego mi zabrakło. Otóż kolejne historie pisane są głównie z perspektywy innych ludzi, nie samych Warrenów. Są to przypadki, z którymi inni zgłaszali się do nich. Natomiast później następuje komentarz Eda lub Lorraine Warrenów, ale… jest niestety niezwykle skąpy i w zasadzie nic nie wprowadza do lektury. Szczerze mówiąc, liczyłam na jakieś rozwinięcie, na komentarz skupiający się na tym, jak ostatecznie demonolodzy pomogli tym, których coś opętało lub którym ukazywał się jakaś zjawa… Tymczasem jest to raczej krótki morał, mówiący o tym, że na przykład, nie należy igrać z duchami. Szkoda, bo obszerniejszy komentarz będący jednocześnie zakończeniem opowieści byłby świetnym uzupełnieniem.

PROBLEMATYKA

Sylwia: Wydawać by się mogło, że to kategoria, która kompletnie nie pasuje do rozmowy o tej konkretnej publikacji. Jaką bowiem problematykę może poruszać zbiór opowiadań o nawiedzeniach i ukazujących się zjawach, poza samymi nawiedzeniami i… ukazującymi się zjawami. Ale myślę, że warto pochylić się nad tym zagadnieniem chwilkę dłużej, bo wbrew pozorom, jest o czym podyskutować. Już chyba w połowie lektury dociera do czytelnika fakt, że większość z opisywanych przypadków opiera się lub ma gdzieś w tle majaczącą… historię miłosną. Nierzadko ukazujące się duchy czy zjawy to albo skrzywdzeni kochankowie lub małżonkowie, którzy nie zaznali spokoju po śmierci ze względu na to, co ich spotkało. I albo chcą się zemścić na tych, którzy ich skrzywdzili, albo sprawić, by komuś innemu nie przydarzyło się to samo. Czyżby zatem moc miłości, zdrady i nienawiści, a także żalu i zemsty była tak silna nie tylko w naszym, ludzkim świecie, ale także w zaświatach?

Ciekawe jest również to, że – nie wiem, czy Ty również miałaś podobnie – jeśli lektura Nawiedzeń wywoływała we mnie lęk czy obawę, to nie był to strach przed duchem lub zjawą, lecz przed tym, co do owego stanu prowadzi, czyli… śmiercią. Omawiana przez nas publikacja ze względu na podejmowany temat czerpie z tematu śmierci garściami, choć w zasadzie mało kiedy wspomina o niej wprost. Jednocześnie dla osób mniej sceptycznych daje przecież nadzieję na to, że nie jest ona końcem, że istnieje coś poza granicą życia, nawet jeśli jest tylko wspomnieniem dawnego człowieczeństwa.

Ania: Tak, zgadzam się, co do lęku przed tym, co jest po drugiej stronie i czy rzeczywiście coś jest. Świat duchów pokazany przez Warrenów jest światem niezbadanym, niepoznanym, dlatego też wywołuje wiele skrajnych uczuć – myślę że zwłaszcza wśród osób sceptycznych wobec tematu. I choć opowiastki są pełne tej atmosfery śmierci i grozy, to każda z owych zjaw zachowała swoje ludzkie odruchy – kierują się bowiem chęcią zemsty, miłością – uczuciami tak znanymi nam, żyjącym. I zastanawia, po raz wtóry przy lekturze takich historii, ile w niej jest autentycznej wiary w to, co widział świadek, ile autentycznej wiary w świat pozagrobowy? Czy to tylko zwidy, majaki i plotki o grasującym na cmentarzu duchu? Kontekst tych historii otwiera nam umysł na wiele rozważań – tych dotyczących życia oraz tych dotyczących kruchości i ulotności ludzkiego istnienia. Myślę, że również tego, aby nie być zapomnianym. Bo wielu z nas na pewno wolałoby być wspominanym jako sunący po starym cmentarzu duch niż wcale.

Sylwia: Pięknie powiedziane! I, co tu kryć – prawdziwe…

NAJCIEKAWSZA/ NAJBARDZIEJ PRZERAŻAJĄCA HISTORIA

Ania:

Wyobraź sobie taką sytuację. Prowadzisz samochód po ciemnej, opustoszałej szosie (…). Odwracasz głowę w prawo. Jedziesz sam. Kto to powiedział? A potem go widzisz. mężczyzna w znoszonym garniturze. Upiorne, szare oczy…

Tym cytatem rozpoczyna się najstraszniejsza według mnie opowieść z Nawiedzeń. Jest równie przerażająca jak ta z wyobrażeń, kiedy w ciemnym, pustym domu ktoś łapie cię za ramię. Samotność, odludzie i widmowa postać, która rozpościera nad Twoją przyszłością czarny całun. Opowiada Ci historie, których nie chcesz znać. Czy to przywidzenie wynikające ze zmęczenia? Czy halucynacje? Czy prawdziwy duch siedzi na tylnym siedzeniu twojego samochodu? Uczestnik takich wydarzeń jest roztrzęsiony, nie przyznaje się nikomu do swoich przeżyć. Po lekturze takiej historii z coraz większym lękiem będzie samotnie przejeżdżało się w nocy po mało uczęszczanej i niedoświetlone drodze. A może gdzieś w pobliżu jest cmentarz? Na pewno taka opowiastka nie daje o sobie zapomnieć.

Sylwia: Jednym z opowiadań, które najbardziej zapadło mi w pamięć, było to, zatytułowane Zdublowany człowiek. Dlaczego? Ponieważ przerażająca jest myśl, że możemy nie panować nad swoimi myślami i czynami. Duchy, zjawy, demony… Same w sobie nie są aż tak straszne, ale świadomość, że mogłyby przejąć kontrolę nad ciałem i umysłem człowieka, zmuszając go do strasznych czynów, do wyrządzania krzywdy innej osobie, zwłaszcza tej najbliższej – jest bardzo niepokojąca i mrożąca krew w żyłach.

STYL, JĘZYK

Sylwia: Ponieważ to Ty pierwsza wspomniałaś o tym gawędziarstwie, nie będę podkradała Ci słów – wypowiedz się pierwsza na temat stylu, w jakim zostały napisane Nawiedzenia, a ja spróbuję dodać coś od siebie, co jeszcze nie zostało powiedziane ;).

Ania: Styl, jakim napisane są Nawiedzenia, jest bardzo swobody, brak tu zbędnych metafor i skrótów czy żargonu parapsychologicznego. Takie historie mógłby opowiadać każdy, stąd właśnie moje nawiązanie do gawędy i jej potocznego stylu i spontaniczności wypowiedzi. Wydaje się, że opowiastki są spisywane jakby „na żywo”, bez ubarwień i z prostotą, jaką przekazał naoczny świadek. Pozwala to wczuć się w klimat cmentarzysk Connecticut oraz nie dostrzegać dzielącej nas od tamtych wydarzeń różnicy lat. Dzięki temu mamy wrażenie, że te historie mogłyby zadziać się wszędzie – kto wie, może nawet na pobliskim nam cmentarzu?

Sylwia: „Demonolog” – to słowo kojarzy nam się z nauką, a co za tym idzie, z naukowym żargonem. Ale oczywiście masz rację co do tego, że styl, w jakim zostały napisane Nawiedzenia, jest mimo to swobodny, lekki. Myślę, że odnajdzie się w nim każdy, kto nie szuka publikacji typowo naukowej. Choć są to opowieści straszne i mające wywołać gęsią skórkę – czyta się je szybko. Skupiamy się dzięki temu na samej historii, na wydarzeniach, a nie na tym, by zrozumieć poszczególne słowa lub nie pogubić się w zdaniu wielokrotnie złożonym.

WYDANIE

Sylwia: Trzeba przyznać, że okładka Nawiedzeń idealnie wpisuje się w klimat lektury. Z jednej strony jest mroczna, do czego w dużej mierze przyczynia się kolorystyka – dominuje tu czerń, ale także brudna zieleń i odcienie niebieskiego. Cmentarzysko widniejące na okładce skąpane jest we mgle, z której wyłaniają się krzyże. W centralnym punkcie okładki mamy z kolei odarte z liści drzewo, z którego zwisa szubienica. I teoretycznie można by stwierdzić, że jest to element dość tandetny i kiczowaty, gdyby nie to, że idealnie wpisuje się w styl opowieści – mamy tu bowiem wszystkie elementy, które przychodzą nam na myśl, kiedy wyobrażamy sobie opowieści, którymi moglibyśmy kogoś postraszyć w nocy.

Ania: Podoba mi się to, że postawiono na skojarzenia, które budzą się w nas na zasłyszane słowa – cmentarz, duchy, nawiedzenia. Coś takiego właśnie śni się w nocy po obejrzeniu pierwszego horroru o duchach w życiu. Mgła, toporne i porośnięte mchem krzyże, migająca zjawa i wisielcze drzewo – wszystko ma wzbudzać jakąś nostalgię i jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to wszystko to oznacza tylko jedno – śmierć. I to taką smutną, przykrą i bez szansy na wybawienie.

Sylwia: Warto też odnotować to, że mniej więcej w połowie lektury czeka nas niespodzianka w postaci fotografii, które dodają lekturze „smaczku”.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Nawiedzenia na pewno powinny być lekturą obowiązkową dla wszystkich tych, którzy interesują się demonologią, duchami, zjawami, zjawiskami paranormalnymi. Nie oczekujcie jednak wgłębienia się w temat od strony bardziej naukowej i wyjaśniającej. Publikacja od Repliki ma za zadanie przede wszystkim dostarczyć rozrywki… O ile można mówić o rozrywce w przypadku strasznych opowieści – ale przecież na horrory do kina również idziemy, aby się rozerwać… nawet jeśli lękiem. Kolejne historie czyta się bardzo szybko, są one napisane lekkim językiem, nieprzytłaczającym czytelnika. Ważne jest także to, o czym pisała powyżej Ania – choć nie są to opowieści aktualne czasowo, to pozostają uniwersalne tematycznie i nie czuć podczas lektury, że temat nas nie dotyczy. Przecież nawet największy niedowiarek choć raz poczuł dreszczyk lęku na cmentarzu… czyż nie?

Ania: Nawiedzenia to zbiór dla fanów gatunku – horroru, opowieści paranormalnych, dla ciekawych tego, jak wyglądała praca najsłynniejszych demonologów świata. I chociaż Ed i Lorraine odeszli z tego padołu, to cząstka ich zapisała się na kartach tych wspomnień i opowieści i każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wierzy w kreowany przez nich świat duchów, upiorów i demonicznych opętań. Dla sceptyków będzie to czysta rozrywka okraszona dawką gęstej atmosfery i niezwykłego klimatu. Polskie tłumaczenie mówi o nawiedzeniach, jednak to oryginalne brzmi Graveyard i dosłownie oznacza cmentarz. I tutaj na pewno znajdą coś dla siebie fani historii, bowiem cmentarze Connecticut, ale również innych części Stanów Zjednoczonych, są miejscami o wielkiej historii i tradycji – często leżą na starej indiańskiej ziemi (kto nie oglądał Poltergeista z 1982 roku, niech szybko nadrabia), często też w okolicy, gdzie miały miejsce słynne procesy czarownic. I jak tu walczyć z takim dziedzictwem? Warrenowie przybliżają nam ten zakątek ziemi – tak mroczny i owiany legendą. A nie wolno zapominać, że widzieli oni w życiu dużo, słyszeli jeszcze więcej i byli świadkami wielu dziwnych wydarzeń. Z ich usług korzystał Kościół Katolicki, a Ed był jedynym uznanym przez Watykan świeckim demonologiem. Może warto odrzucić swoje przekonania chociaż na chwilę i posłuchać ich głosu, choć przez ten jeden krótki moment?


Przeczytaj także:

Wielogłos o zbiorze opowiadań Pokłosie

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!