Po dwóch stronach barykady – Mirjana Karanović – “Dobra żona” [recenzja]

Dobra żona

Jaka powinna być dobra żona? Uległa, posłuszna, małomówna i przytakująca? A może mająca własne zdanie, szanowana i odważna? Można zadać sobie również nieco inaczej sformułowane pytanie: czy żona powinna być dobra? Czy zawsze powinna być “jakaś”? Na ślubnym kobiercu nie padają przecież słowa: “biorę sobie ciebie za dobrą żonę/ męża”, jest natomiast zaznaczone, jakby w formie ubezpieczenia: “na dobre i na złe”. A kiedy przychodzi to złe, czy naszym obowiązkiem jest trwać u boku drugiej osoby i pozostawać jej wiernym nawet wtedy, kiedy jej zachowanie jest sprzeczne z naszym postrzeganiem moralności? Dobra żona, film debiutującej w roli reżysera Mirjany Karanović, który Głos Kultury objął patronatem medialnym, porusza właśnie taką problematykę, zanurzając się w meandry związku, w którym zaczyna walić się jego podstawa – wiara w to, że wiemy, kto leży obok nas w łóżku. W miejscu, gdzie jesteśmy całkowicie bezbronni.

Milena to dojrzała kobieta, która wiedzie życie może nie szaleńczo luksusowe, ale na pewno nie może narzekać na cokolwiek. Ma kochającego męża, trójkę dzieci, ładne mieszkanie i grono znajomych, z którymi często spotyka się na zakrapianych imprezach. Razem z przyjaciółkami śpiewa również w chórze. Widz jednak od samego początku wyczuwa napięcie, którego źródła nie zna do pewnego czasu także sama bohaterka. Film został stworzony w taki sposób, że pomimo sporego grona osób, które otaczają Milenę, wciąż mamy poczucie, że jest ona kobietą samotną. Ujęcia, kiedy spogląda na siebie w lustrze, kiedy siedzi sama, pogrążona w myślach w kuchni lub pokoju, kiedy idzie sama ulicą… Takich momentów jest wiele i stoją one w wyraźnym kontraście do wiedzy, jaką odbiorca filmu posiada. Trzy przyjaciółki, troje dzieci, mąż, zasilanie grona wieloosobowego chóru… Czy taka osoba może być samotna? Okazuje się, że jak najbardziej. Dzieci Mileny żyją swoim własnym życiem, matkę traktując raczej pobłażliwie – kochają ją, ale nie czują potrzeby spędzania z nią czasu, w przeciwieństwie do niej. Jedna córka to nastolatka, której głowę zajmuje chłopak i szkoła; syn zauważa matkę głównie wtedy, kiedy chce coś zjeść lub potrzebuje czystych i wyprasowanych ubrań; najstarsza córka wyprowadziła się z domu już jakiś czas temu i wiedzie życie po swojemu, a jej wybory nie do końca odpowiadają ojcu, przez co Milena ma z Nataszą utrudniony kontakt. Przyjaciółki również mają własne problemy – wybranek jednej ma problem z alkoholem, mąż drugiej natomiast najprawdopodobniej nie dochowuje żonie wierności. Milena sama zmaga się więc ze swoimi smutkami i troskami, a te – ze zwyczajnych i codziennych – z dnia na dzień zmieniają się w dylematy, których rozwiązanie na zawsze może zmienić jej życie.

dobra-zona-1

Kilka razy w trakcie trwania filmu widz zauważa, że sposobem Mileny na natrętne, przykre myśli, które błąkają jej się po głowie, jest sprzątanie. Pomimo więc czystości, jaka panuje w jej domu, kobieta kolejny raz bierze się za generalne porządki. Ze swoimi środkami czystości i zapałem dociera także do szopy za domem, w której przez lata nagromadziło się sporo zapomnianych rzeczy. Wśród nich są wojskowe buty i strój jej męża, a także kaseta z nagraniem z jednego z zapewne licznych rodzinnych spotkań. W następnej scenie widzimy więc wzruszoną bohaterkę, która siedząc na łóżku, ogląda stare nagranie, kiedy dzieci były dużo młodsze, a ona wyglądała na szczęśliwszą. Jednak radość i wzruszenie płynące ze starego, przypadkowo znalezionego nagrania znikają, kiedy obraz szczęśliwej rodziny przerywa “zaśnieżony” ekran, a zaraz po nim zdumiona Milena widzi swojego męża i jego kolegów w wojskowych strojach. Vlada zachowuje się agresywnie i w sposób do niego niepodobny – z arogancją i pogardą traktuje jeńców, aż w końcu nagranie dochodzi do momentu, w którym już za chwilę Vlada zrobi najprawdopodobniej coś potwornego, co nie mieści się w głowie jego żony. Jednak kobieta nie ogląda nagrania do końca. Boi się tego, co może zobaczyć. Boi się, że zobaczy nie swojego męża, ale mężczyznę, którego nie zna i którego najprawdopodobniej nigdy nie chciałaby poznać.

Samotność Mileny i jej zachwiany spokój pogłębiają się, kiedy dopadają ją również problemy zdrowotne. Zdumiewa pozorny chłód i dystans, z jakim bohaterka przyjmuje na siebie ciężar kolejnych ciosów. Doskonale wiemy, jak bardzo ranią ją następujące po sobie wydarzenia, ale jednocześnie widzimy, jak wiele wysiłku wkłada ona w wewnętrzną walkę, w to, by nadal normalnie funkcjonować – jako dobra przyjaciółka, matka i żona. Z tym ostatnim problem jest jednak największy, w obliczu tego, co kobieta niedawno odkryła. Oglądając film, jesteśmy świadkami ogromnego dysonansu. Z jednej strony bowiem, Milena darzy swojego męża ogromnym uczuciem, a widz wie o tym i rozumie siłę tej miłości. Vlada traktuje żonę z uczuciem – odnosi się do niej z szacunkiem, jest wobec niej czuły i delikatny, zdają się rozumieć bez słów. Dodatkowo, podczas seansu, poznajemy historię ich pierwszego spotkania, co również wpływa na zrozumienie i akceptację uczucia, jakie Milena żywi do męża. Zdaje się, że nigdy jej nie zawiódł i zawsze byli sobie bliscy. Jedyny wyjątek stanowi sytuacja z najstarszą córką, ale wydaje się, że w ich rodzinie jest to temat, którego oboje starają się nie poruszać. Z drugiej strony jest inna twarz męża, którą kobieta poznała dopiero niedawno, oglądając coś, czego nie powinna. Czy bezwzględny mężczyzna, jakiego Milena zobaczyła na nagraniu zniszczy ich związek? Czy obrazy, które utkwiły jej w pamięci, pozwolą o sobie zapomnieć? Czy miłość zwycięży z poczuciem moralności i wyrzutami sumienia związanymi z czynami nie jej samej, lecz ukochanej osoby? Czy kochać kogoś, kto popełnił coś okrutnego, nas samych czyni okrutnymi?

dobra-zona-2

Dobra żona to film, który tak naprawdę pozostawia nas z tymi pytaniami i każe na nie odpowiedzieć sobie samemu, w zaciszu własnego domu. Milena jest sama zarówno na ujęciu rozpoczynającym film, jak i na tym, które go zamyka i daje to pewną podpowiedź co do tego, w jakiej sytuacji powinniśmy zastanawiać się nad problematyką poruszoną w dziele Mirjany Karanović. Dramat w całości sprzyja zresztą refleksji, bo w przeważającej części jest milczący i szary, samotność bohaterki udziela się widzowi, a jej zamyślone spojrzenie zaraża patrzących. Aktorka wcielająca się w rolę Mileny, czyli jednocześnie reżyserka i twórczyni scenariusza, bardzo dobrze spisała się w – co tu dużo mówić – wymagającej roli. Niemal cały ciężar spadł właśnie na nią – nie tylko bowiem jej postać widzimy na ekranie najczęściej, ale też w sytuacjach, w których Karanović musiała wyrazić wiele, posiłkując się niewielką ekspresją. Poradziła sobie naprawdę świetnie, tworząc postać przede wszystkim wiarygodną i taką, której widz kibicuje, z którą się utożsamia i którą rozumie. Współczujemy jej, jednocześnie zastanawiając się, co zrobilibyśmy na jej miejscu. Boli nas, kiedy syn i córka w pośpiechu wychodzą z domu, nie zauważając samotności i problemów matki. Daje nam się we znaki również jej oczekiwanie na to, co już wie, że musi się zdarzyć. Wielka miłość i wielkie rozczarowanie zderzają się, a ten wypadek przeżyć może tylko jedno z nich.

Również pozostali aktorzy, choć nie dostali tak wiele czasu na ekranie, wywiązali się ze swej roli. Boris Isaković, czyli filmowy Vlada, a także wcielający się w role dzieci Mileny, wypadli naturalnie, dokładając kolejną cegiełkę do pozytywnego odbioru filmu. Wyróżnić również należy, wcielającego się w rolę Dejana, Bojana Navojeca, który perfekcyjnie odegrał rolę uzależnionego od alkoholu mężczyzny z problemami, któremu na zmianę – raz współczujemy, a raz czujemy do niego pogardę. Jego rola była niewielka, ale zapada w pamięć, dlatego uważam, że wykonał naprawdę dobrą robotę. Cały klimat i atmosfera filmu są przygnębiające, co również, podobnie jak aktorzy, wypadło realnie. Mimo śmiechów dzieci i znajomych, mimo smacznie wyglądającego jedzenia i drinków, czujemy podskórne smutek i niepewność, co podkreślone zostało przygaszonymi kolorami, jakby zabrudzonymi dawnymi winami. W to wszystko wtapia się muzyka – dość wyraźna w niektórych momentach, ale niepsująca nastroju, intensywna, lecz nadal pozostająca w zgodzie z klimatem.

dobra-zona-3

Dobra żona to film, który nie ma gwarantować nam rozrywki, lecz skłaniać do przemyśleń. Ile jesteśmy w stanie wybaczyć osobie, którą kochamy? Do czego uprawnia nas moralność, a do czego przysięga małżeńska? Co dzieje się, kiedy te dwie sprawy, dla wielu ludzi święte, stoją po dwóch stronach barykady? Którą stronę wybierzemy i jak będziemy żyć ze swoją decyzją? W którym miejscu miłość musi ustąpić miejsca sumieniu? Wielokrotnie milczący, na wpół senny, zgaszony i szarawy obraz Belgradu stawia przed nami pytania, na które odpowiedź znajdzie tylko ten, kto będzie musiał – bezwzględnie musiał – sobie na nie odpowiedzieć. W innym wypadku bowiem, nie mamy gwarancji szczerości. Milena odpowiada sobie na to pytanie, ale zakończenie rodzi jeszcze wiele pytań. Reżyserka nie zamyka swojego obrazu, choć finał nie jest też otwarty. Domyka swoje dzieło, zostawiając  jednak niewielką szczelinę. Sączy się przez nią strach i smutek, ale dopóki ta szczelina, choćby najmniejsza, jest, można mieć nadzieję, że wsączy się przez nią także światło. Warto obejrzeć ten film, bo oprócz tego, że porusza ważne tematy, to robi to w sposób subtelny w formie, ale jakże mocny w przekazie. Dociera dzięki temu tam, gdzie dotrzeć powinien.

Fot.: Aurora Films

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: “Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: ‘towar drugiej klasy’ na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *