Wielogłosem o…: „Nowy początek”

Nowy początek

Większość osób, która wybrała się do kina na premierę najnowszego filmu Denisa Villeneuve, jest zgodna – Nowy początek to jeden z najlepszych i najciekawszych filmów science fiction ostatnich lat. Produkcji kanadyjskiego reżysera może brakuje takiej spektakularności, jaką emanuje Interstellar, czy efekciarstwa kojarzonego z kinem superbohaterskim, ale ekranizacja (wydanego w Polsce przez Zysk i S-ka) opowiadania Teda Chianga, zatytułowanego Historia twojego życia, ma w sobie pewien magnetyzm, który każe widzowi wrócić do filmu szybko po zakończeniu pierwszego seansu. Zresztą jest to film na tyle skomplikowany, że jednorazowe obejrzenie przysporzy widzom więcej pytań niż odpowiedzi. Niemniej jednak w naszej redakcji nie mamy wątpliwości, że oto obejrzeliśmy hollywoodzką produkcję, która poszczycić się może naprawdę inteligentną fabułą i dość kameralnym klimatem. Czyżbyśmy mieli do czynienia z filmem, który nadaje się do tego, by stanąć do walki o miano najlepszego filmu 2016 roku? Przeczytajcie, co na ten temat do powiedzenia mają Michał i Mateusz.

WRAŻENIA OGÓLNE

Mateusz Cyra: Idąc do kina, miałem już w głowie pewne delikatnie nakreślone przez znajomych oczekiwania – słyszałem jakieś enigmatyczne opinie, że film jest przedni, a  Amy Adams popisała się w nim naprawdę solidną grą. Słyszałem również, że na pewno przypadnie mi do gustu, bo nie jest tak skrajnie mainstreamowy i dominują w filmie Denisa Villeneuve akcenty mocno kameralne. A że zdecydowanie jestem fanem inteligentnego science fiction, a już inteligentnego kina w ogóle, to miałem na wejściu poczucie, że nie spotka mnie w ciągu tych niespełna dwóch godzin nic złego. I powiem Wam zupełnie szczerze – gdzieś między trzydziestą a pięćdziesiątą minutą filmu siedziałem wpatrzony w ekran, niczym sroka w świecidełka i pojawiła mi się w głowie myśl, że oto High-Rise (o którym pisaliśmy TUTAJ) może mieć wreszcie w tym roku poważnego rywala!

Michał Bębenek: Ja z kolei Nowego początku nie mogłem się doczekać, odkąd pojawiły się pierwsze zapowiedzi, z których przemawiało do mnie przede wszystkim nazwisko reżysera. Denis Villeneuve to twórca bardzo różnorodny, tworzący filmy od genialnych, po przekombinowane i nieco męczące (do tych pierwszych zaliczyłbym chociażby Pogorzelisko czy Labirynt, do tej drugiej kategorii należą, w mojej opinii, Wróg i Sicario). Dlatego też z niepokojem oczekiwałem, jaki okaże się jego najnowszy obraz. Na szczęście nie zawiodłem się i Nowy początek okazał się genialnym science-fiction. Ja również nie mogłem oderwać wzroku od ekranu, a fabularny twist powitałem z opadniętą szczęką. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że obraz Villeneuve na pewno można zaliczyć jako jeden z najlepszych filmów tego roku.

arrival1

PLUSY I MINUSY FILMU

Mateusz: Nowy początek można na pewno interpretować na dwa sposoby, a znając ludzkość – jest tych możliwości jeszcze kilka. Mój problem polega na tym, że cały czas nie potrafię ułożyć w swojej głowie tego, którą interpretację traktuję jako tę przewodnią dla filmu. Z racji tego, że nie każdy widział jeszcze ten świetny thriller sci-fi, nie zamierzam rozpisywać się na ten temat w archeologicznych szczegółach, ale to, co możecie wiedzieć, leci tak: Można ten film rozpatrywać tylko pod kątem głównej bohaterki oraz jako pewien ogół. Jedno i drugie podejście zdecydowanie ma sens. I to z pewnością jest niesamowity plus tego filmu – pozostawia widza w korytarzu pełnym uchylonych drzwi i to tylko od nas zależy, gdzie zajrzymy, żeby poszukać odpowiedzi. Co o tym sądzisz, Michał?

Michał: W moim odczuciu jest to opowieść głównej bohaterki, przedstawiająca pewien etap w rozwoju ludzkości. Czy też, według jej słów, kilku kluczowych momentów w historii życia. Interpretacja tego, co stało się później, może być dowolna, niemniej jednak bardzo silnie pobudza wyobraźnię. Nowy początek pozostawia po sobie o wiele więcej pytań niż odpowiedzi. Te bowiem musimy znaleźć sami.

arrival2

Mateusz: Przejdźmy jednak do krótkiego omówienia fabuły. W dwunastu miejscach na naszej planecie ląduje dwanaście niezidentyfikowanych obiektów latających, znanych wszem i wobec jako UFO. Akcja skupia się na Stanach Zjednoczonych i to właśnie rząd oraz wojsko tego supermocarstwa któregoś dnia zgłasza się do głównej bohaterki – cenionej na cały świat lingwistki Dr Louise Banks (Amy Adams) z prośbą o pomoc w zrozumieniu tego, co było wynikiem pierwszego kontaktu z obcą cywilizacją, oraz – jeśli to w ogóle możliwe – w nawiązaniu kontaktu z przedstawicielami innej planety. Nie mając większego wyboru, nasza Pani Doktor udaje się do miejsca lądowania jednego z dwunastu statków obcych i tam dzieją się rzeczy intrygujące, wciskające w fotel, dające sporo do myślenia i wywołujące w widzu lawinę hipotez i wątpliwości. I film Nowy początek można traktować dokładnie w ten sposób – nie zagłębiając się zbytnio w sprawy stojące na uboczu wątku głównego, jedynie czerpiąc przyjemność z następujących po sobie scen. W tak zwanym międzyczasie trafi Was kilka(naście) wątpliwości, ale na upartego można obejrzeć ten film, nie doszukując się tu jakichś analogii czy drugiego dna. I nie będzie nic złego w takim odczytywaniu Nowego początku. Sprawę jednak komplikują liczne kwestie, obok których człowiek dociekliwy przejść obojętnie nie będzie w stanie, to z kolei zaciągnie go na ponowny seans, nakaże zapoznać się z lekturą pierwowzoru, bądź ostatecznie zmusi do przeszukiwania Internetu celem zaspokojenia ciekawości i narastających wątpliwości. I to znowu jest duży plus.

Michał: Jest to zdecydowanie gigantyczny plus. Chęć zgłębiania tematu, który na długi czas po skończonym seansie nie chce opuścić głowy, to cecha naprawdę dobrych filmów. Z tego też powodu po prostu musiałem wybrać się po raz drugi do kina, a książka Teda Chianga czeka na półce na swoją kolej. Po powtórnym obejrzeniu Nowego początku, fabuła nadal prowokuje szare komórki do intensywnej pracy, jednak kilka spraw staje się nieco bardziej jasnych. Jak chociażby sam początek filmu, nazwijmy go prologiem, kiedy to Dr Banks w roli narratora opowiada kilka ważnych rzeczy, które nabierają o wiele więcej sensu przy kolejnym podejściu.

Mateusz: Pozostając jeszcze chwilkę przy plusach – fenomenalne wrażenie zrobiła na mnie muzyka Jóhanna Jóhannssona, który już dwa lata z rzędu był nominowany do Oscara (kolejno za muzykę do Teorii Wszystkiego oraz Sicario). To właśnie jego muzyka była jednym z pierwszych aspektów technicznych, na jakie zwróciłem uwagę, oglądając Nowy początek i mam szczere nadzieje, że zostanie zachowana pewna ciągłość i pochodzący z Islandii kompozytor znów zostanie doceniony.

Michał: Zgadzam się w pełni, muzyka Jóhannssona tworzyła niesamowitą atmosferę, należy jednak wspomnieć, że oprócz niej, na ścieżce dźwiękowej znalazł się jeszcze wspaniały i poruszający utwór Maxa Richtera On the Nature of Daylight, doskonale ilustrujący prolog i epilog Nowego początku. Nie znajdziecie go jednak na oficjalnym soundtracku – to według mnie jedyny minus ;).

Arrival (2016) – Soundtrack – On the Nature of Daylight

Mateusz: Przechodząc do minusów – nie jest to zdecydowanie film dla każdego. Co prawda nie wiem, czy można to w ogóle zakwalifikować do wad jako takich… W każdym razie – Nowy początek to film stonowany, spokojny, raczej “snujący” się jak na dzisiejsze standardy kina sci-fi w Hollywood (czego osobiście za wadę nie uważam, ale wiem, jak raczej odbiera pewne rzeczy “ogół”). Akcji jest tu naprawdę niewiele, a prawdę powiedziawszy – jak już jest, to bardziej psuje zabawę (moim zdaniem), bo oddala nas od istotniejszych wątków, które są mocarną stroną tej produkcji. Osobną kwestią jest domniemany twist fabularny, którego rozwiązanie – nie potwierdzę tego w 100%, będę musiał bowiem wybrać się ponownie do kina – moim zdaniem jest wyłożone widzowi na samym początku filmu. Jeśli nie jest, to ja w jakiś pokrętny i nawet sobie niezrozumiały sposób wykrzywiłem fabułę pierwszych kilku minut, przez co dla mnie twistu… nie było, bo ja od początku byłem przekonany, że jest tak, jak “odkrywa” nam zwrot akcji ;).

Michał: Chyba zależy to od poziomu skupienia i analizowania faktów. Ja mam tak, że kiedy zaczyna się film, potrzebuję chwili, żeby wczuć się w pokazywaną historię, dlatego też szczegóły, będące dość widocznymi wskazówkami, nie zdradziły mi w żaden sposób tego jakże spektakularnego punktu kulminacyjnego. Przy drugim seansie wszystko stało się jasne i rzeczywiście można dojść do wniosku, że Villeneuve od początku podstawia nam rozwiązanie pod nos.

Mateusz: Ostatni minus to kwestia, której raczej uniknąć się nie dało – manipulując czasem, zawsze w którymś momencie coś gdzieś nie zagra. I nie inaczej jest z Nowym początkiem. Można się także przyczepić do pewnej skrótowości fabularnej – poznawanie języka Heptapodów w moim odczuciu zbyt szybko przeskoczyło z kompletnej dezorientacji do regularnej wymiany zdań między ludźmi a obcymi. W tym wypadku można było albo wydłużyć film, albo położyć mniejszy nacisk na polityczne i wojskowe dywagacje, które i tak w żaden sposób odkrywcze nie były.

Michał: Jeśli o mnie chodzi, to film spokojnie mógłby trwać jeszcze godzinę, bo to historia z gatunku takich, które nie chcesz, żeby się skończyły. Skróty fabularne rzeczywiście były, bez nich by się raczej nie obeszło, i tak naprawdę, to pomiędzy tą dezorientacją a regularną wymianą zdań minął co najmniej miesiąc naprawdę intensywnej nauki i analizy ze strony Louise, wspomaganej przez cały sztab naukowców. Owszem, jak na opanowanie zupełnie obcej formy komunikacji być może jest to za mało. Z punktu widzenia laika, coś takiego powinno raczej trwać całe lata, ale tak naprawdę w tej kwestii musiałby się wypowiedzieć jakiś lingwista, bo może rzeczywiście jest to proces trwający o wiele krócej.

arrival4

NAJLEPSZA SCENA

Mateusz: To tego rodzaju film, w którym niełatwo wskazać tylko jedną scenę bez krzywdy dla pozostałych. Ogromne wrażenie wywołała we mnie scena, gdy pierwszy raz naszym oczom ukazują się Heptapody. Wszędzie wokół ciemność, a przed nami stosunkowo wąski prostokąt z materiału, który z braku innego słowa przyrównam do szkła. Za szkłem unosi się gęsta mgła, a z niej – powoli, majestatycznie – wyłaniają się oni. Obcy. Heptapody. Fenomenalne uczucie, które największe wrażenie robi tylko za pierwszym razem. Dlatego też uważam to za najlepszą scenę w całym filmie.

Michał: Dla mnie najlepszą sceną był wspomniany już punkt kulminacyjny. Czyli odkrycie przed widzami wielkiego twista, który naprawdę potrafi zaskoczyć. Nie chcę tutaj zdradzać żadnych szczegółów, kiedy jednak padło pewne istotne zdanie z ust Louise, w mojej głowie można było usłyszeć głośne KLIK, w momencie, kiedy elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Metaforycznie mówi się o opadaniu szczęki, ale mi podczas tej sceny, szczęka naprawdę opadła. Uwielbiam, kiedy film wywołuje we mnie takie emocje (podobnie zresztą było w przypadku Pogorzeliska, wychodzi więc na to, że Villeneuve jest o wiele lepszym mistrzem twistów niż M. Night Shyamalan).

Jest też w Nowym początku taka scena, która jest niemal identyczna z finałem Wroga. Jeśli widzieliście oba filmy, być może domyślacie się, o który moment chodzi.

NAJGORSZA SCENA

Michał: Wstrzymuję się od głosu. Moim zdaniem żadnej ze scen nie da się zaliczyć do tej kategorii.

Mateusz: Ja również miałbym problem ze wskazaniem takiej sceny. Nawet momenty rozluźniające atmosferę, które w większości produkcji wychodzą sztucznie, tutaj zagrały tak, jak powinny.

arrival5

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Michał: W tym momencie niestety nie obejdzie się bez spoilerów, więc jeśli jeszcze nie widzieliście Nowego początku, przejdźcie od razu do następnej sekcji!

Bardzo trudno nie wpaść w pułapkę dziur fabularnych w filmie, w którym istotną rolę odgrywa zabawa z czasoprzestrzenią. Możemy więc zadawać sobie pytanie, jak to możliwe, że skoro Louise, dzięki poznaniu języka Heptapodów, nagle “przypomina” sobie przyszłość, to na przykład nie zna od razu szczegółów potrzebnych do rozmowy z chińskim generałem. Wydaje mi się, i zaznaczam, że jest to tylko moja interpretacja, że polegało to na tym, że te wydarzenia działy się jednocześnie, na kilku płaszczyznach czasowych. To nie było do końca tak, że Louise sobie to przypomniała (chociaż do pewnego stopnia też). Ona była jednocześnie w dwóch miejscach i czasach naraz! Trochę zaczyna to zahaczać już o teorię Boga, który jest obecny jednocześnie w każdym momencie wszechświata, ale to rzeczy, z którymi nasz prosty umysł nie do końca sobie w pełni radzi. Czy zatem Heptapody były czymś w rodzaju bogów?

Mateusz: Odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie – moim zdaniem absolutnie nie. Z prostej przyczyny – w którymś momencie pada stwierdzenie, że oni przybyli na naszą planetę, żeby dać nam broń, bo za trzy tysiące lat to oni będą potrzebować nas. Zakładam, że bogowie nie potrzebują człowieka do niczego więcej, poza wielbieniem, a te istoty nie wyglądały mi na żądne adoracji i uwielbienia.

Film tworzy w umyśle widza mnóstwo pytań i niestety na większość z nich nie udziela odpowiedzi wcale, bądź udziela ich w sposób bardzo niejednoznaczny. Jednym z tych pytań jest to, o czym wspomniałeś wcześniej – Louise w swojej “wizji” jest w przyszłości i rozmawia na przyjęciu z Generałem Shangiem. Logicznym byłoby założenie, że Louise z przyszłości powinna mieć pełną świadomość tego, co wydarzyło się w jej przeszłości, a bohaterka znajdująca się na przyjęciu nie ma o niczym zielonego pojęcia i jest kompletnie zdezorientowana. Nie wiem czy to, o czym rozmawiamy, możemy w przypadku Nowego początku traktować jako dziury fabularne – może kwestią jest to, że traktujemy czas linearnie, a kojarzę z filmu zamysł, jakoby Heptapody potrafiły traktować czas w sposób zgoła odmienny? Tylko wtedy to rodzi kolejne pytania: Czy Louise traktująca czas nielinearnie ma dostęp tylko do pewnych wycinków ze swojego życia, czy też potrafi “widzieć” jego całość? Poza tym, skoro Louise wydała książkę wyjaśniającą język Heptapodów, to dlaczego ludzie nie wydają się mieć większej wiedzy w tym zakresie? Wszystko to moim zdaniem sprowadza się do języka oraz tego, jak jest on traktowany przez ludzi oraz jak przez Heptapody. Nie bez powodu w filmie pada stwierdzenie, że używanie danego języka narzuca nam postrzeganie rzeczywistości.

arrival3

SPRAWY TECHNICZNE

Mateusz: Efekty specjalne nie występują tu dość często, ale jak już są, to – mówiąc kolokwialnie – robią robotę. Heptapody są piękne, enigmatyczne, majestatyczne, intrygujące i chciałoby się, żeby było ich na ekranie więcej. Zaburzona grawitacja we wnętrzu statku obcych również fajnie się prezentuje. Lekki zawód odczuwam, gdy myślę o wyglądzie UFO – nic nie poradzę, że nieustannie przypominał mi olbrzymią płynną tabletkę przeciwbólową w kapsułce.

Michał: Albo czopek… ;)

Mateusz: Aczkolwiek była taka jedna scena, gdy widzimy ten statek w pełni okazałości, a od prawej strony ekranu cały teren wokół statku zalewają chmury. Świetnie to wyglądało. Dlatego też podobały mi się zdjęcia Bradforda Younga. Może nie było w tym nic nadzwyczajnego, ale niektóre ujęcia miały swój niepowtarzalny urok.

Michał: Nowy początek zdecydowanie nie zalicza się do pełnych akcji widowisk SF, dlatego też to nie efekty specjalne są tutaj ważne. Jednak te, które są (Heptapody i ich statek), robią odpowiednie wrażenie, nawet mimo lekkiej, komputerowej sztuczności samych obcych. Jednak, jak już wspomniałeś, zdjęcia w tym filmie to momentami prawdziwa wizualna przyjemność.

Mateusz: O rewelacyjnej muzyce, która powinna zgarnąć wszelkie możliwe nagrody, również wspomnieliśmy, i to nie raz. Film dzieje się współcześnie, dlatego poza mundurami żołnierzy oraz pomarańczowymi skafandrami bezpieczeństwa specjaliści od kostiumów nie mieli zbyt wiele do roboty. Podobnie rzecz ma się ze scenografią – poza wnętrzem statku Nowy początek nie ma nic wyróżniającego się.

arrival6

AKTORSTWO

Mateusz: Nowy początek to prawdę powiedziawszy film jednej osoby i jest nią niewątpliwie Amy Adams. Widziałem z jej udziałem dziesięć filmów, ale w żadnym nie zagrała z takim wyczuciem i umiejętnością oddania tego, co targało bohaterką. Może mógłbym przywołać tutaj rolę w Wątpliwości, bo tam też były momenty, gdy swoją grą potrafiła zagrać na nosie samej Meryl Streep. Aczkolwiek to właśnie rola Dr Louise Banks jest w moim mniemaniu jej najlepszym dotychczasowym osiągnięciem. Nie ma w jej kreacji miejsca na spektakularne i przesadzone wybuchy emocji – jej postać jest świetnie skrojona z ostrożności, ogromnej wiedzy i doświadczenia oraz ze stonowanej, acz narastającej, pewności siebie i przekonania, że to właśnie ona w całej tej zwariowanej sytuacji ma najwięcej racji. Jeremy Renner oraz Forest Whitaker, którzy z pozostałych aktorów otrzymali najwięcej ekranowego czasu, są sprowadzeni bardziej do roli statystów Amy i z tego zadania wywiązują się znakomicie ;). Odkładając jednak żarty na bok – swoje role odegrali dobrze, ale w żaden sposób nie zapamiętam ich kreacji.

Michał: Pozostaje mi się tylko zgodzić – to zdecydowanie jedna z lepszych ról Amy Adams (która w tym miesiącu opanowała kina, bowiem bardzo dobrze wypadła też w Zwierzętach nocy Toma Forda). Jeremy Renner, który miał być jej uzupełnieniem, wypadł bardziej jako dodatek (przypomina to nieco parę Jodie Foster – Matthew McConaughey w filmie Kontakt, poruszającym zresztą bardzo podobną tematykę). Natomiast Forest Whitaker stanowi bardziej tło niż rzeczywistą postać. Wspomnieć jeszcze chciałem o Michaelu Stuhlbargu, który wcielał się w rolę Agenta Halperna – nie była to może jakaś istotna kreacja, ale momentami aktor ten niesamowicie przypominał mi Joaquina Phoenixa.

arrival9

PODSUMOWANIE

Mateusz: Może nie jest to najlepszy film w tym roku (High-Rise pozostało niezagrożone), ale na pewno należy do ścisłej czołówki. Jestem niezmiernie ciekaw, jak potoczy się los Nowego początku, jeśli chodzi o nagrody filmowe. Jak dotąd film zdobył dwie statuetki – Nagrodę Specjalną Festiwalu Przyszłości Kina oraz Arca Cinemagiovani (obie nagrody przyznano na MFF w Wenecji). Liczę na nominacje do Złotych Globów oraz do Oscarów. Bo chociaż są to festiwale typowo komercyjne – udział w nich da szansę na to, by Nowy początek obejrzało jeszcze więcej osób ;). Bo naprawdę warto. Z wielu względów długo nie zapomnę o tym arcydziele sci-fi.

Michał: Nowy początek zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. To film, o którym na pewno szybko nie zapomnę, a mój mózg będzie jeszcze długo przetwarzał zaobserwowane obrazy i pomysły. To naprawdę inteligentne i ciekawe kino science-fiction, obok którego na pewno nie da się przejść obojętnie. Chociaż zdaję sobie sprawę, że, jak już wcześniej wspominał Mateusz, nie jest to film dla każdego. Jeśli Denis Villeneuve w taki sposób zadebiutował w gatunku science-fiction, to moje obawy odnośnie przyszłorocznej kontynuacji Blade Runnera w jego reżyserii zdecydowanie maleją.

arrival8

Fot.: United International Pictures Sp z o.o.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *