Fantasy, seks i dawka niezłego humoru – mogłoby się wydawać, że to mieszanka, która ma raczej marne szanse na powodzenie. Tymczasem komiksowa seria zatytułowana Rat Queens okazuje się być naprawdę intrygującym zjawiskiem, a sama historia wciąga i potrafi rozbawić czytelnika. Czy jednak drugi tom cyklu, Dalekosiężne macki N’Rygotha, podołał wyzwaniu i spełnia oczekiwania, które mogły rozbudzić się w odbiorcy po lekturze pierwszej części? Powiedziałabym, że robi nawet coś więcej – o ile bowiem Magią i maskarą (recenzję znajdziecie tutaj) było interesującym przeżyciem i raczej podeszłam do lektury jak do ciekawostki, o tyle kontynuacja nie pozostawia wątpliwości, że ten cykl ma do opowiedzenia i pokazania coś więcej, a zmagania czterech głownych bohaterek potrafią odbiorcę niemalże wessać do świata przedstawionego. Strony komiksu przewracają się same, scenariusz nie pozostawia nam chwili wytchnienia, a rysunki zabierają nas w podróż po barwnym i żywiołowym świecie.
Jeśli wydawało nam się, że Betty, Hannah, Violet i Dee przeżyły niezłą przygodę w pierwszym tomie, to… no cóż… po lekturze drugiego, historia opisana w częśći Magią i maskarą będzie się nam jawiła jako spotkanie szkółki niedzielnej. To, co wyczynia się w Dalekosiężnych mackach N’Rygotha, to istne szaleństwo, chaos i apokalipsa. Gdyby nasz świat został nagle zaatakowany przez kilka potworów z innego wymiaru podobnych do niejakiego (czcigodnego) Cthulhu, Ziemia pogrążyłaby się w panice, obłędzie i wariactwie, a my zapewne albo padlibyśmy na kolana, modląc sie o ratunek, albo postradalibyśmy zmysły. Tymczasem nasze bohaterki zakasują rękawy, wypinają swe zacne piersi do przodu i rzucają się, ale nie na kolana, tylko do walki, która płynie w ich żyłach i dyktuje im kolejne kroki na nieznanych drogach. Dbając nie tylko o siebie, ale również o swoich przyjaciół i mieszkańców, ruszają stawić czoła monstrum, które zostało powołane do bitwy przez potężne, niezmierzone siły. Skąd jednak się wzięło? I dlaczego postanowiło zaatakować i zmieść z powierzchni świata akurat Palisadę – miasto, w którym Szczurze Królowe staraja się utrzymać jako taki porządek? No cóż… wszystko rozbija się o miłość, nienawiść i zemstę. Jak zwykle.

Zakończenie pierwszego tomu nie pozostawiało wątpliwości, że musi ono znaleźć swoje rozwinięcie w kolejnych częściach. Gerrig okazał się na ostatnich stronach ogarnięty nieposkromioną chęcią zemsty na Sawyerze, który podobno zamordował jego żonę. Póki co jednak ofiarą jego zła stała się Ta Sucz Bernadetta (która, jak pamiętamy, zapłaciła za ostateczne pozbycie się Królowych, co oczywiście było inwestycją niezwykle nietrafioną). I to właśnie Gerrig Lake stoi za chaosem, którego doświadczą nasze bohaterki w drugim tomie. W sobie tylko znany sposób mężczyzna zdobył pisma, które rozpoznała Dee…. Dee, której rodzice czczą pewnego potwora z mackami, a konkretniej mówiąc N’Rygotha. Mając w sercu żal, tęsknotę i nienawiść, a w garści wszechpotężne moce, które mogą przywołać stwora z innego wymiaru, Gerrig staje się niesłychanie niebezpieczny. Jego siła i zło w nim drzemiące zagrażają nie tylko Szczurzym Królowym i Sawyerowi, ale także wszystkim mieszkańcom Palisady. Czy Dee, która już wcześniej odkryła, że Gerrig ma jakiś związek z jej kultem – od którego się co prawda odcięła, opuszczając rodzinę, ale który przecież zna i nosi jego piętno – będzie potrafiła go powstrzymać? Wiele się dzieje w drugiej części i warto przeżyć wspólnie z Rat Queens ich przygody, by się tego dowiedzieć.
Dalekosiężne macki N’Rygotha przynoszą nam także ciekawe retropsekcje dotyczące bohaterek. Na stronach komiksu przywołana zostaje matka Hannah, dowiadujemy się również, jak to się stało, że Violet zgoliła (na całe szczęście!) swoją rudą, krasnoludzką brodę, i dlaczego opuściła dom rodzinny i wiedzie życie jako Królowa Szczurów. Jedną z bohaterek odwiedzi również niespodziewany gość… Powrót do przeszłości kobiet to jedna z ogromnych zalet komiksu i mam nadzieję, że kolejne tomy również nie poskąpią nam informacji na temat ich żyć zanim przyłączyły się do grupy przygodników. Kolejną zaletą jest to, jak wiele dzieje się w tym tomie i jak świetnie oddają tę żywiołowość scenariusza także rysunki. Ten komiks jest o wiele bardziej mroczny od poprzedniego i okraszony z każdej strony scenami walk. Aż czuć na karku powiew niebezpieczeństwa, smak krwi wroga i pot, który spływa bohaterkom po czołach. Tym razem odpowiedzialny za stronę graficzną był nie tylko Roc Upchurch, ale dołączył do niego także Stjepan Šejić. Być może tom ten jest mroczniejszy tylko przez wzgląd na samą fabułę, która ów mrok podyktowała, ale może swoje macki… znaczy się palce, maczał w tym właśnie Šejić. Nie zawsze standardowe kadry również wpływają pozytywnie na odbiór komiksu – plansze nie są każdorazowo tradycyjne i nudne – często oddają dzięki swojej formie atmosferę świata przedstawionego.

Fot.: Non Stop Comics
![Nie takie zwykłe kobiety - Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch - "Rat Queens - 1 - Magią i maskarą" [recenzja] rat 1](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/04/rat-1.jpg)
![Przyjaźń wystawiona na próbę - Wiebe, Fowler, Bonvillain, Brisson - "Rat Queens - 3 - Demony" [recenzja] demony](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/06/demony-455x300.jpg)

![Dziewczyny rządzą - J. Allison, L. Treiman - "Giant Days - 1 - Królowe dramy" [recenzja] giant days](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/giant-days-1.jpg)

![Być sierotami świata – Chris Cleave – „Dzielnym będzie przebaczone” [recenzja] dzielnym](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2017/08/dzielnym.jpg)

