Komiksy,Recenzje

Przyjaźń wystawiona na próbę – Wiebe, Fowler, Bonvillain, Brisson – “Rat Queens – 3 – Demony” [recenzja]

demony
demony

Czy seria Rat Queens bardziej przypadnie do gustu facetom? A w zasadzie chłopakom? Pewnie wiele w tym stwierdzeniu racji, ale ja jestem kobietą (w dodatku już – niestety – nie w wieku nastoletnim) i bawię się przy niej świetne. Co więcej – póki co każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego. Jasne – jest tu sporo, nazwijmy to: aspektów, które zdecydują o tym, że docelową grupą odbiorców będą fani nietuzinkowego fantasy, którzy są przedstawicielami płci męskiej. Mamy tu w końcu bijące się i przy tym na wpół rozebrane, a na wpół ubrane w obcisłe fatałaszki kobiety, które swoją drogą potrafią spuścić niezły łomot; mamy niewybredne żarty, mamy trochę seksu. Ale czy tylko mężczyźni lubią takie historie? Nie sądzę. Kolejnym pytaniem, jakie sobie teraz zadaję jest to, czy ten wstęp nie brzmi raczej jak podsumowanie? Może zatem lepiej będzie, jeśli przejdę po prostu do omówienia trzeciego tomu Rat Queens zatytułowanego Demony – bardzo trafnie zresztą.

Hannah, Betty, Violet i Dee to przyjaciółki – tyle już o nich wiemy, czy są jednak nimi tak naprawdę, na dobre i na złe? O tym będziemy mieli okazję się przekonać właśnie podczas lektury trzeciego tomu, kiedy to Szczurze królowe zostaną wystawione na próbę. Wszystko zaczyna się natomiast od tego, że Hannah dostaje wiadomość, jakoby jej ojciec został pojmany i oskarżony o bunt przeciwko Radzie dziewięciu (której zresztą rozmowę z mężczyzną widzimy jako pierwszą planszę w tym komiksie). Wybiera się więc w podróż na Uniwersytet Magów, gdzie sama się uczyła przez jakiś czas, by wyjaśnić wszystko i pomóc ojcu. Oczywiście nie wybiera się na tę wyprawę sama – towarzyszą jej wiernie urocza Betty, krasnoludka Violet, której brody wprost nie mogę zdierżyć, ale to nieważne, a także Dee, która dopiero co odkryła bardzo potężne moce, a także fakt, że to, co uważała za głupie wierzenia, jest jednak jak najbardziej prawdziwe… i groźne (czytaliście drugi tom, prawda?). Jednak Rat Queens, to Rat Queens – dla nich żadna wyprawa bez nieoczekiwanej przygody się nie liczy, dlatego także tym razem wpadają w tarapaty i budzą się uwięzione przez gobliny smakosze, które… zamierzają ugotować z nich potrawkę. Tym razem to należąca do maluśkich Betty ratuje sytuację i kobietom udaje się bez szwanku wyjść z kolejnej opresji. No, może nie do końca bez szwanku, bo mroźna wędrówka, która czeka je po chwili, dość mocno da im się we znaki.

W końcu jednak królowe docierają do celu swojej wycieczki, a tam czeka na nie niejedna niespodzianka, w dodatku… nie każda będzie przyjemna. Przede wszystkim na jaw wyjdą pewne tajemnice, którymi do tej pory niektóre z królowych się nie podzieliły z pozostałymi; jedna z nich spotka na terenie Uniwersytetu kogoś, kogo się nie spodziewała i odbędzie z tym kimś poważną rozmowę. Wszystkie jednak doświadczą tego, czego nie chce przeżywać żaden przyjaciel – staną bowiem na skraju przepaści, gdzie tylko krok zaważy o ich dalszych losach jako zżytej grupy. A wiecie, co by nie mówić o mężczyznach – przyjaźnie, kłótnie i godzenie się, to u nich zupełnie inna bajka niz u kobiet. Dadzą sobie po mordzie, uścisną dłonie i po krzyku. Kobiety natomiast… ech, kobiety wszystko komplikują. Analizują każde słowo, dopowiadają własne historie, których nie wymyśliłby nawet najlepszy bajkopisarz, oskarżają, wytykają, obrażają się na tysiąc lat i rozpamiętują. Wiecie, jak jest. Dlatego kiedy dojdzie do eskalacji konfilktu i wspólnych oskarżeń – no cóż, nie będzie zbyt kolorowo… a zakończenie zarówno tego wątku, jak i całego tomu jest zaskakujące i stawia pod dużym znakiem zapytania czwartą częśc cyklu; nie to, czy ona powstanie, tylko jaki twórcy mają na nią pomysł, skoro w tak drastyczny sposób rozprawili się z Królowymi pod koniec trzeciego.

Ze względu na rodzący się między kobietami konflikt, ze względu na demony przeszłości, które ścigają każdą z nich, ale także przez tempo akcji i naprawdę dobry humor, przy którym czasem można zaśmiać się nawet w głos – uważam Demony za najlepszy jak do tej pory tom Rat Queens. Scenariusz, za który odpowiedzialny jest Kurtis J. Wiebe, napisany został w sposób naprawdę przemyślany, z myślą o czytelniku, który z jednej strony chciałby bliżej poznać główne bohaterki, dowiedzieć się czegoś o ich przeszłośi, motywacji i tych bardziej skrytych myślach, ale z drugiej żądny jest także akcji, flaków, golizny i przekleństw. I w zasadzie dostajemy po trochę wszystkiego. Jak więc nie być zadowolonym? Za ogromny plus uważam również dialogi, które w komiksach lubią jednak nierzadko zawodzić. W Rat Queens, a w Demonach szczególnie, są one soczyste, nie czuć w nich sztuczności; gdyby Szczurze królowe były prawdziwe, wydaje mi się, że właśnie tak rozmawiałyby ze sobą i z innymi. Twórcy nie boją się sięgać po siermiężne wulgaryzmy, które często stanowią celną puentę do niejednej zabawnej sytuacji, którą obserwujemy na kolejnych plnaszach. Hannah, Betty, Violet i Dee są wciąż tak samo bezwstydne, zarozumiałe, aroganckie, jak w dwóch pierwszych tomach; wypowiadają się z taką samą pogardą, korzystają w takim samym (znaczącym) stopniu z ironii i wciąż są przede wszystkim kobietami, które szukają przyjaźni, miłości i wsparcia – choć nie każda z nich się do tego przyzna, kryjąc te potrzeby pod płaszczykiem obojętności, wrogości i – oczywiście – waleczności.

I chciałoby się napisać, że oczywiście pod względem wizualnym Rat Queens też są wciąż takie samej, ale tu akurat byłoby to pewnym niedomówieniem. Oczywiście poznajemy każdą z nich, kobiety wciąż mają te same twarze, charakterystyczne cechy i rysy, ale coś się jednak zmieniło i rzuca się to w oczy już podczas spoglądania na okładkę. Zapoznanie się z nazwiskami twórców Demonów wyjaśnia wszystko – odpowiedzialny do tej pory za rysunki Roc Upchurch (a w drugim tomie także Stjepan Šejić) w tomie trzecim zniknął całkowicie (natomiast Šejić maczał palce tylko w okladkach), zastąpiony przez Tess Fowler. Czy rysunki uległy znacznej zmianie? Na pewno takiej, której nie da się nie zauważyć. Czy jest to jednak zmiana na gorsze? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, zwłaszcza że to zapewne rzecz gustu… W moim przypadku jednak pierwsze wrażenie było negatywne, przyznaję – twarze Szczurzych królowych różniły się od tych już mi znanych, a tło, krajobrazy i inne elementy poszczególnych kadrów odznaczały się większą topornością i pachniały bardziej dawnym komiksem, w porównaniu z pierwszym i drugim tomem. Jednak wciągnięta przez interesujący scenariusz i kolejne perypetie Hannah i jej przyjaciółek; zaangażowana w fabułę i w tętniące życiem dialogi, bardzo szybko przyzwyczaiłam się do tych “nowych” bohaterek. Bowiem połączeniu z ich niezmienną osobowością, zmiana rysownika nie okazała się jednak strzałem w stopę, jak na początku myślałam. Styl Fowler jest, jak już wpsomniałam, inny od tego, do jakiego przyzwyczaiły nas dwie poprzednie części – kreska jest grubsza, kontury bardziej zaznaczone; nie ma tu aż takiej delikatności i zwiewności postaci. Jednak jeśli się nad tym zastanowić, to czy taka gruboskórność wizualna i pewna ciężkość kreski nie pasuje właśnie bardziej do naszych bohaterek i świata, w jakim egzystują? Najprawdopodobniej będzie to i tak kwestią gustu… W każdym razie nadal nie zawodzi ciekawe na niektórych planszach rozmieszczenie kadrów, a kolorystyka idealnie odzwierciedla pełne przygód i przebojowości życie Rat Queens. Jeśli więc ktoś nie przejmie się zmianą rysownika – raczej niczym nie powinien być zawiedzony.

Demony to tom z zakończeniem, który intryguje czytelnika, ale i nieco martwi, bo stawia pod znakiem zapytania przyszłość i przede wszystkim przyjaźń głównych bohaterek. Jednak pod względem fabuły, akcji i dialogów – część ta nie zawodzi ani przez chwilę. Jest zabawnie, jest szybko, jest brutalnie i intrygująco. Okazuje się bowiem, że Hannah, Betty, Violet i Dee mają jeszcze niejedną tajemnicę do wyjawienia – nie tylko nam, ale także (a wręcz przede wszystkim) sobie nawzajem. Jak więc rysuje się przyszłość tej niespotykanej grupy awanturniczek o – bądź co bądź – dobrych sercach? Na tę odpowiedź musimy poczekać do 4 tomu, ale jeśli będzie przynajmniej tak dobry jak Demony, to naprawdę warto czekać.

Fot.: Non Stop Comics

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".