Portugalia

Dla takich komiksów… – Cyril Pedrosa – „Portugalia” [recenzja]

Wszyscy szukamy swojego miejsca w życiu. Robimy to na różne sposoby, czasem zupełnie świadomie, a kiedy indziej nie zdając sobie sprawy z tego, co tak naprawdę robimy i czym się kierujemy. Niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie powiedzieć dlaczego, ale nasi przodkowie, ich historia i związane z tym nasze korzenie okazują się dla nas ważne, chcemy o nich wiedzieć jak najwięcej, a bywa, że pomagają nam one określić siebie, swoje miejsce w świecie i ukoić coś, co bez tej wiedzy nie dawało nam spokoju. Portugalia Cyrila Pedrosy, absolutnego mistrza w opowiadaniu historii za pomocą obrazów, mówi właśnie o takich poszukiwaniach korzeni i wewnętrznej szarpaninie, która gna głównego bohatera ku miejscom, w których poczuje się jak w domu.

Choć komiks został podzielony na trzy części: Według Simona, Według JeanaWedług Abla – a więc odpowiednio: według syna, ojca i dziadka – głównym bohaterem, a także narratorem całej historii jest właśnie Simon Muchat – młody mężczyzna, który zajmuje się tworzeniem komiksów. Ostatnimi czasy jednak przeżywa on pewne twórcze załamanie, które okazuje się atakować również kolejne aspekty życia. Bohaterowi niewiele się chce, mało co go cieszy, nie układa mu się również z dziewczyną. Ona chciałaby, aby wzięli kredyt na mieszkanie – ma dość płacenia co miesiąc za coś, co nawet do nich nie należy. On się przed tym wzbrania, choć sprawiedliwiej będzie, jeśli powiemy, że podchodzi do wszystkiego z olbrzymią obojętnością. Problem Simona w dużym stopniu polega na tym, że nigdzie nie czuje się dobrze, nigdzie nie ma świadomości, że jest u siebie, a z tego wynika konkluzja najważniejsza – nigdzie nie jest szczęśliwy. Rutynę bylejakości i zobojętnienia przerywa na krótko wyjazd do Portugalii, gdzie mężczyzna został zaproszony w ramach festiwalu komiksu. Choć sam nie rozumie dlaczego, Simon zaczyna ożywać, a czytelnik ma wrażenie, że na jego twarzy wykwitają zdrowie rumieńce. Dochodzący do niego zewsząd język portugalski, którego rzecz jasna nie rozumie, działa na niego kojąco; wsłuchuje się w tajemnicze rozmowy niczym w najpiękniejszą muzykę, co zresztą genialnie zostało przez Pedrosę oddane na dosłownie kilku kadrach.

Jednak chwilowe uniesienie mija, kiedy Simon wraca do szarej rzeczywistości. Jego związek się rozpada, praca nie daje mu pożądanej satysfakcji… wszystko wróciło więc do normy. Wtedy jednak wraz z ojcem, Jeanem, postanawiają wybrać się na ślub kuzynki Simona, z którą ten nie widział się już szmat czasu. A na ślubach, jak to na ślubach – mnóstwo rodziny, wspomnień, anegdot, opowiastek, większych i mniejszych scysji. Simon większość czasu spędza ze swoim ojcem i jego rodzeństwem, a więc swoim wujkiem i ciotką. Każdy z trójki rodzeństwa jest inny: Jean to pracoholik, dla którego zjazdy rodzinne to katorga i niepotrzebne wycieczki sentymentalne; Jacques jest z kolei człowiekiem bardzo rodzinnym i to wolny czas jest dla niego ważniejszy niż kariera zawodowa, co nie przeszkadza mu oczywiście popadać w ciągłe konflikty z żoną; Yvette z kolei jest najbardziej szalona z nich wszystkich, co w pewnym stopniu może tłumaczyć też fakt, że do tej pory się nie ustatkowała. Spotkania rodzeństwa, w których uczestniczy Simon, doprowadzają do nieuniknionych wspomnień o dziadkach bohatera, rodzicach wspomnianej trójki. Młody mężczyzna próbuje dociec, dlaczego jego dziadek Abel wyjechał z Portugalii, osiedlając się ostatecznie we Francji, a w końcu – dlaczego nigdy nie powrócił do rodzinnego kraju. Jest też świadkiem napięć, które okazują się wynikiem nierównego przelewania miłości rodziców na dzieci. Mimo że ci rodzice dawno już odeszli, żal, smutek, a nawet pewna zazdrość pozostały i drażnią, przypominając o sobie w najmniej odpowiednich do tego chwilach.

portugalia-2

Rodzinne rozmowy, wspomnienia, albumy ze zdjęciami, refleksje dotyczące przeszłości, dawnego życia i tego, co na przestrzeni lat się zmieniło, rozważania na temat tego, czy i jak ważna jest w życiu rodzina, a także znajomość historii naszych przodków, życzliwość bliskich i obcych ludzi, smutek, radość, miłość, rozczarowanie, troska… to wszystko z Portugalii się wręcz wylewa. To nie jest komiks o niczym, ale też nie jest to historia, której sens czy przesłanie można zamknąć w kilku zdaniach. To długa, emocjonująca wędrówka, która mija nam w okamgnieniu, choć po zamknięciu komiksu wydaje nam się, że spędziliśmy z Simonem i jego rozterkami pół życia. Relacje pomiędzy różnymi członkami rodziny – ojcem i synem, siostrzeńcem i ciocią, kuzynem i kuzynką, mężem i żoną – są nakreślone w sposób niezwykle subtelny, ale przy tym pełny emocji. Cyril Pedrosa okazuje się po raz kolejny być nie tylko wspaniałym artystą, ale także niezwykle wrażliwym odbiorcą ludzkich uczuć i  uważnym obserwatorem, a także interpretatorem ich zachowań. Niejednokrotnie czytelnik jest świadkiem tego, jak udaje mu się na tym samym kadrze, jednym tylko rysunkiem, zawrzeń skrzącą się między rodzeństwem zawiść, gromadzony przez lata, choć nigdy nienazwany żal, ale także niezmienną miłość i troskę. Jego bohaterowie są przy tym niezwykle wiarygodni dla odbiorcy – pełni zwyczajnych ludzkich przywar, dokładnie tacy sami, jak my, prości i zwykli, a przez to jawią nam się paradoksalnie jako nietuzinkowi, oryginalni w swojej zwyczajności. Pałamy do nich sympatią i – co ważne – czujemy się z nimi jak w domu, jak u siebie, jak wśród bliskich. Artyście genialnie udało się oddać ciepłą, rodzinną atmosferę, która, aby taka faktycznie była, nie może być zupełnie wolna od drobnych kłótni, przekomarzań, wzajemnego wytykania sobie błędów i drobnych uszczypliwości.

Po lekturze absolutnie genialnych Równonocy wątpiłam, by Pedrosa Portugalią zachwycił mnie w – nomen omen – równym stopniu. Choć obie publikacje są zupełnie różne, zwłaszcza że jedna była kolażem różnych historii, a druga to spójna opowieść z jednym tylko głównym bohaterem, to na płaszczyźnie refleksji dotyczących życia, ludzi i świata, a także ciepła od nich bijącego, można postawić je na jednej półce. Co zresztą z przyjemnością zrobię, nie odmawiając sobie jednak wyciągania ich raz na jakiś czas – delektowania się zarówno pełnymi życia dialogami, często ze sporą dawką humoru, refleksyjną, niemal poetycką narracją, jak i niebanalnymi rysunkami, których dopełnieniem są czasem soczyste, a czasem pastelowe kolory, każdorazowo oddające nastrój bohaterów bądź klimat miejsca akcji.

Ci, którzy mieli już przyjemność wcześniej czytać Równonoce (moja recenzja TUTAJ), wiedzą, czego po artystycznym zmyśle Pedrosy się spodziewać. Jego obrazy, z których zbudowana jest Portugalia, niejednokrotnie proszą się o osobną wystawę. Delikatna, subtelna, czasami zmysłowa, a czasami oniryczna kreska wydobywa z bohaterów wszystkie, nawet najdrobniejsze emocje; z miejsc wyciąga piękno i atrakcyjność; z krajobrazów dzikość natury i czystość flory i fauny. Wnętrza domów zachwycają drobiazgowością, a transparentność niektórych szkiców nadaje komiksowi dodatkowego efektu trójwymiarowości, przenikania się zmysłów i rzeczy. Barwy, jakimi wypełniona została Portugalia, to zasługa samego Pedrosy, a także – w przypadku części drugiej – Ruby. Perfekcyjnie dobrane podkreślają mglistość wspomnień, szarość rutyny i ciemność lub jasność niektórych myśli. Najsilniej jednak wzrok przyciągają kadry, na których wykwita soczysta, słoneczna Portugalia. Czerwienie, żółcie i pomarańcze, jakimi ozdobione zostały rysunki przedstawiające tytułowy kraj, rozlewają się falą ciepła po sercu czytelnika. Jest to jednak zasługa nie tylko samych odcieni, których użyto, ale także współgrającego z nimi klimatu. Portugalia została bezbłędnie przedstawiona jako miejsce życzliwych ludzi, radości, spokoju i żywej, skrzącej się pamięci o bliskich. Nawet ledwo naszkicowane warzywa i owoce zdają się być bardziej soczyste i smaczne niż te prawdziwe, które w kilka minut możemy mieć pod nosem. Ogród, który obserwowany z bliska i wnikliwie zdaje się być plątaniną supłów i szlaczków, byle jak narysowanych przez Pedrosę. Ale z tego pozornego chaosu, kiedy już odsuniemy nos od kartki, wyłaniają się pnie drzew, kora, poszczególne liście i trawy. Coś wspaniałego. Dopełnieniem tego wszystkiego jest oprawa komiksu – duży format, twarda okładka, kredowy papier – Portugalia przedstawia się równie imponująco, co Równonoce. W przypadku tych komisków jak najbardziej można oceniać książkę po okładce. 

portugalia-1

Wydaje mi się, że właśnie dla takich komiksów w ludziach budzi się talent i pasja. Dla takich historii powstają wydawnictwa. Dla takich rysunków i scenariuszy wymyślono komiks. Dla takich opowieści w końcu powstali również czytelnicy. Portugalia to arcydzieło, które w równym stopniu angażuje zmysł wzroku, jak również zmysły odpowiedzialne za refleksję, zadumę i wrażliwość. Zachwyca na każdej stronie i każdym kadrem. Będę wracać do Portugalii zawsze, kiedy tak jak Simona dopadnie mnie myśl podobna do tej, którą wyrażał też poeta, Jacek Podsiadło:

Gdzie jest mój dom?

W której z bajek jeszcze się zmieszczę?

Ale nie tylko wtedy. Czasami tak po prostu lubimy wracać bowiem do czegoś, co daje czystą radość i satysfakcję, a także przypomina, jak zwyczajnie i jak wspaniale jest być tylko człowiekiem. Zwyczajnym, nudnym, pełnym sprzeczności. Poszukującym, gubiącym się i popełniającym błędy. Wreszcie odnajdującym się i kochającym. Czującym bliskość i szczęście. Tak po prostu.

Fot.: Timof i cisi wspólnicy

Portugalia

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.