Gdzie diabeł nie może, tam… adwokata pośle – Andrew Neiderman – „Adwokat diabła” [recenzja]

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych i ciekawych motywów i tropów w literaturze, a w szczególności literaturze grozy, są wszelkiego rodzaju diabelskie byty z diabłem na czele. Fascynują nas ciągle i od nowa – opowieści o wychodzących z piekła demonach czy szatanie, który postanowił stąpać wśród ludzi. Potrzeba opętania i zniewolenia duszy człowieka jest na tyle silna, że byty te nie oprą się pokusie życia w wielomilionowej metropolii i właśnie w powieści Adwokat diabła pióra Andrew Neidermana sam szatan postanowił królować, nie tylko w piekle, ale również w Nowym Jorku – mieście przepychu, blichtru i tętniącego na ulicach życia, które powoli, krok po kroku, chce zamienić w piekło. I choć od premiery filmu z Alem Pacino, Keanu Reevesem i Charlize Theron mijają w tym roku już 22 lata, a od samej premiery książki niemal 30, to historia i lęk, który towarzyszy nam podczas lektury, wciąż są uniwersalne, tak jak uniwersalna jest odwieczna walka dobra ze złem.

Kevin Taylor jest zwykłym i niczym niewyróżniającym się z pozoru prawnikiem, który pracuje w niewielkiej kancelarii na przedmieściach. Jednak tym, co czyni go zauważonym przez wielką nowojorską kancelarię John Milton i Wspólnicy, jest fakt, że potrafi obronić swojego klienta, nawet jeśli ten jest bezsprzecznie winny. Dzięki dostrzeżeniu Kevin i jego żona mogą w końcu spełnić swoje marzenia i zamieszkać w centrum Manhattanu i wieść prawdziwie godne życie – fura pieniędzy, ekskluzywna limuzyna, zachwycające mieszkanie i to, co dla mężczyzny jest bardzo ważne – możliwość angażowania się w sprawy karne z pierwszych stron gazet. Jednak czy to wszystko jest tylko pięknym snem? A może zmierza ku koszmarowi?

Horror bywa czasem niezłą mieszanką gatunkową i tutaj, w Adwokacie diabła, mamy podobnie. Znajdziemy w powieści elementy thrillera prawniczego i dramatu sądowego, ale przede wszystkim nadal jest to pełnokrwista powieść grozy, która zwodzi czytelnika, ale jednocześnie oferuje podróż przez najdalsze kręgi piekła, aby dostrzec to, że zło zawsze znajdzie w nas coś, aby wykorzystać to przeciw nam.

To, co jest bardzo klasyczne w książce Adwokat diabła, to wspomniany już konflikt dobra i zła, który symbolizują postacie Johna Miltona (nawiązanie do angielskiego poety, autora Raju utraconego – bardzo często nazywanego satanistą, przez wzgląd na to, że bohaterem poematu jest sam szatan) oraz Kevina Taylora, który jest tożsamy z każdą ofiarą kuszenia przez zło – zrobi on wszystko, aby osiągnąć boskość – nawet da się opętać samemu diabłu.

Adwokat diabła to wspaniała, intertekstualna proza, przemyślana i doskonale napisana, która sprawia, że czytelnik zadaje sobie pytania dotyczące własnej natury, własnego kodeksu moralnego i tego, czy sam dałby pokusić się diabłu za spełnienie swoich własnych marzeń. Przekonuje mnie właśnie to, że poruszana już wielokrotnie tematyka, tu uwspółcześniona, jest w stanie trafić do każdego – stąd właśnie ten jej uniwersalizm, który idealnie sprawdza się jako przypowieść o złu, i wysnuwa pytanie, czy to zło pochodzi z zewnątrz – symbolem jest właśnie szatan – czy może zło jest od zawsze w nas, ludziach, ale potrzebuje tylko małego pretekstu, aby się ujawnić?

Fot.: Vesper


Przeczytaj także:

Piątkowa ciekawostka o… : Diabeł w kulturze masowej

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.