witamy w pandorii

Dziwny jest ten świat – Carboneil, Gillet – „Pozytywka – 1 – Witamy w Pandorii” [recenzja]

Kto z nas za dzieciaka nie marzył, aby odnaleźć sekretne przejście do jakiegoś tajemniczego, a najlepiej magicznego świata? Wyobraźnia podsuwała różne pomysły – drzwi ukryte w pniu drzewa, portal, który uruchamia się po wypowiedzeniu unikatowego hasła, klucz, który wpada nam w ręce po niesamowitej przygodzie. Otwarte pozostaje pytanie, skąd to pragnienie nie tyle nawet trafienia do innego, alternatywnego świata, ile w ogóle istnienia innej rzeczywistości? Czy nasz świat jest niewystarczający? A może po prostu stwarza nam zbyt wiele okazji do tego, by pragnąć z niego uciec chociaż na chwilę? Bez względu na to, jak będzie brzmiała odpowiedź, pewne jest jedno: filmy, seriale, książki i komiksy są dla nas swego rodzaju portalem do innego świata. A w nich czasami poznajemy bohaterów, którzy mieli to szczęście (lub nieszczęście), by naprawdę znaleźć przejście do magicznej krainy. Taką bohaterką jest właśnie Nola, którą poznajemy w pierwszym tomie serii Pozytywka, zatytułowanym Witamy w Pandorii.

Nola ma osiem lat, a właściwie w dniu, w  którym ją poznajemy, świętuje właśnie ósme urodziny. Chociaż „świętuje” to nie do końca trafne słowo – bardziej pasowałoby tu określenie: „obchodzi”. Jak bowiem można cokolwiek celebrować, skoro serce przeszyte jest smutkiem? Dziewczynka nie cieszy się tak, jak zapewne rok wcześniej, bo wtedy była z nimi jej mama. Niestety mama Noli zmarła kilka miesięcy temu i teraz nic już nie jest takie samo. Chociaż tata dziewczynki stara się jak może, by w domu było w miarę normalnie. Podsuwa córeczce tort ze świeczkami do zdmuchnięta, a także daje jej prezent. Dopiero to rozpala w oczach Noli błysk radości. Nie dlatego, że dziewczynka jest łasa na prezenty, ale dlatego, że jest to podarunek nie byle jaki. To ukochana pozytywka jej mamy, której Nola do tej pory nigdy nie widziała. Kulisty przedmiot pięknie gra, ale przede wszystkim jest pamiątką po ukochanej osobie. Dziewczynka jest zachwycona, ale… Czy w szklanej kuli pozytywki zobaczyła, że coś się porusza? A właściwie… ktoś? Nola szybko ucieka sprzed oczu taty i sąsiadki, która wpadła z prezentem, i biegnie do swojego pokoju, by przyjrzeć się baczniej pozytywce. Później wszystko dzieje się bardzo szybko – ktoś w środku, inna dziewczynka, prosi ją o pomoc i daje instrukcje, jak wejść do pozytywki, która okazuje się przejściem do Pandorii. Świata, który – jak się dowiadujemy wraz z bohaterką – nie był obcy jej mamie. Do tego stopnia, że Nola, przez wzgląd na podobieństwo, na początku zostaje wzięta właśnie za Annę, swoją mamę. Nola nie ma jednak czasu na zwiedzanie dziwów Pandorii, bo pani Matylda, przyjaciółka jej mamy z tego nowego świata, potrzebuje pilnej pomocy – jest bardzo chora. Jej dzieci – Andrea i Igor  – wierzą niezachwianie, że Nola im pomoże.

Witamy w Pandorii to momentami dość chaotyczny początek cyklu, który jednak z każdą stroną wciąga coraz bardziej. Bénédicte Carboneil stworzyła istniejący obok naszego, drugi świat, który zdaje się mieć już od początku serii dokładnie zaplanowany. Zamieszkują go zarówno osobniki wyglądające na pierwszy rzut oka jak ludzie, jak i przedziwne stworzenia wyrwane niemal żywcem z dziwnych, a czasem przerażających opowieści, legend i baśni. Już na samym początku Nola dowiaduje się, że w Pandorii panują ściśle określone zasady, których złamanie źle się skończy… a specjalna straż skrupulatnie pilnuje porządku. Straż ta nazywana jest skrótem BKH, a oznacza Brygadę Króla Hektoriana I. W pierwszym tomie poznajemy jedną z tych zasad i choć Pandoria to wymyślony świat istniejący w kolejnym wymyślonym świecie, a oba wydają się zupełnie odległe od naszego, to brzmi ona dziwnie i niepokojąco znajomo: W Pandorii nie można kochać tego, kogo się chce.

Właściwie, od kiedy tylko Nola przekracza próg Pandorii ani ona, ani czytelnik nie mają czasu na nudę czy chwilę zastanowienia. Na każdej planszy coś się dzieje, Nola biega z miejsca na miejsce – a to, by zdążyć po zioła, a to by je dostarczyć, a to by się schować, a to, by odkryć tajemnicę choroby przyjaciółki swojej mamy… Jest więc dynamicznie, a i napięcia nie brakuje, bo stawką jest zdrowie pani Matyldy i być może także nowe informacje o mamie, a każda taka wzmianka to dla jej córki coś szalenie istotnego. Witamy w Pandorii jak na komiks skierowany do młodszego czytelnika, potrafi być miejscami nawet nieco mroczny, a czytelnik może obawiać się o los bohaterów. Choć nie znamy jeszcze świata, do którego trafiła Nola, i choć na pierwszy rzut oka może on się wydawać piękny, magiczny i zachęcający, to autorka zostawia po drodze kilka wskazówek, które każą się domyślać, że Pandoria to niezbyt przyjazne miejsce, a na pewno nie jest rządzone przez sympatyczne istoty. Na każdym kroku trzeba się rozglądać, co chwilę ktoś się czegoś boi i ogląda przez ramię. Każdy może na każdego donieść, ale każdy też ma jakiś sekret, którym może być szantażowany, aby ów donos nie doszedł do skutku. Pandoria jest złym miejscem? Więzieniem, z którego Pandorianie nie mogą się uwolnić, czy raczej piękną krainą, która wpadła w ręce nieodpowiednich osobników? Tego dowiemy się zapewne z następnych tomów.

Piękna twarda oprawa utrzymana w kolorach fioletu zdecydowanie przyciąga wzrok i zachęca do sięgnięcia po komiks. Rozwiany włos Noli na okładce jest słusznym zwiastunem nieustannego ruchu i akcji, a ciemne rośliny okalające jej postać są zarówno tajemnym przejściem, jak i, być może, zacieśniającym się wokół niej niebezpieczeństwem. W środku komiks nie ustępuje obwolucie. Jérôme Gillet bardzo wprawnie zwizualizował magiczny, nietuzinkowy świat Pandorii. Niedokładna, celowo niedbała kreska odwzorowuje dynamikę postaci i współgra z nierealnym światem, nie do końca przez nas i przez główną bohaterkę rozumianym. Kolory są piękne i każdorazowo podbijają klimat wydarzeń, które akurat mają miejsce na planszach. To, co jednak zwróciło moją szczególną uwagę, to fakt, jak Gillet fantastycznie gra mimiką bohaterów, zwłaszcza Noli. Wszystkie emocje, które malują się na jej twarzy, czytelnik może zinterpretować bezbłędnie, co zawsze jest ogromną zaletą w przypadku powieści graficznych. Rozkład plansz i kadrów nie wprowadza niepotrzebnego zamieszania i nie sposób pogubić się podczas lektury, co cenne jest zwłaszcza przy młodszych lub początkujących w gatunku komiksu odbiorcach.

Witamy w Pandorii, pierwszy tom serii Pozytywka, to ciekawe wprowadzenie do równie ciekawego świata. Szczególnie zainteresowana jestem tym, jaką krainą okaże się finalnie Pandoria, co będą symbolizowały kolejne odsłony jej rządów i jaki przekaz autorka pragnęła zawrzeć w swoim dziele. Bo że jest to coś istotnego dla niej i być może dla reszty świata – w to nie wątpię. Komiks zaczyna się od trudnego tematu śmierci najbliższej osoby i z pewnością problematyka ta cyklicznie powracać będzie w kolejnych tomach. Ciekawa jestem również relacji Noli z ojcem i tego, czy kolejne części będą skupiały się wyłącznie na wizytacji dziewczyny w Pandorii, czy jednak jej życie w rzeczywistym świecie również stanie się częścią opowieści. Choć zatem na początku nie zabrakło odrobiny chaosu, to finalnie jestem zaciekawiona serią i przede wszystkim przekazem, jaki ma ona nieść.

Fot.: Egmont


Przeczytaj także:

Recenzja pierwszego tomu cyklu Czarolina

witamy w pandorii

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.