Komiksy,Książki,Recenzje

Powrót kultowej sagi fantasy – Jean Dufaux, Grzegorz Rosiński – „Skarga utraconych ziem” [recenzja]

Skarga utraconych ziem
Skarga utraconych ziem

Po Zemście hrabiego Skarbka, dzięki wydawnictwu Egmont, na polski rynek wydawniczy trafiło wydanie kolejnego kultowego komiksu. Skarga utraconych ziem, autorstwa frankofońskiego scenarzysty Jeana Dufaux z ilustracjami Grzegorza Rosińskiego, została wznowiona w ramach serii Mistrzowie komiksu. Kolekcjonerskie wydanie zawiera cztery tomy kultowej sagi fantasy, czyli Sioban, Blackmore, Pani GerfautKyle z Klanach. Ponadto wydanie wzbogacono o niepublikowane wcześniej szkice autorstwa Rosińskiego. Historię opowiedzianą w sadze wyróżnia przede wszystkim niepodrabialna atmosfera. Nieco gorzej jest niestety z tempem opowieści, które jest bardzo nierówne i nie angażuje czytelnika jak chociażby Thorgal. 

Największym atutem Skargi utraconych ziem są przepiękne ilustracje Grzegorza Rosińskiego. W tym wydaniu możemy podziwiać je w większym formacie, pozwalającym w pełni docenić jego artystyczny kunszt. I właśnie talent rysownika jest tym, co ratuje historię księżniczki Sioban, która w warstwie fabularnej jest niestety wtórna i schematyczna. Nie sposób przejąć się jej perypetiami, opowieść nie angażuje czytelnika emocjonalnie, nie oferuje też żadnej głębszej refleksji. To trochę sztuka dla sztuki. Przepiękna wizualnie wydmuszka.

Fabuła sagi jest urzekająca w swej prostocie, żeby nie napisać – banalności. Mamy oto księżniczkę Sioban walczącą o odzyskanie należnego jej i podstępnie odebranego przez złych ludzi tronu. Historia całymi garściami czerpie z archetypowych motywów i dorobku gatunku. To przepięknie ilustrowana baśń o walce dobra ze złem.

Historia stara jak świat

Akcja opowieści toczy się na wyspie przypominającej Wyspy Brytyjskie początków naszej ery. Eruin Dulea jest jednak wyspą, na której rządzi magia. I to dosłownie, bo rządy sprawuje tam mag Beldam. Jest to uzurpator, który, by zdobyć władzę, zamordował przed laty ojca Sioban – Białego Wilka. Tymczasem matka Sioban, by zapewnić córce bezpieczeństwo, związała się z wujem Sioban – lordem Blackmore. Postacią uosabiającą archetypiczne, wcielone zło.

Brzmi znajomo? I takie właśnie jest. Skarga utraconych ziem odtwarza najbardziej znane, osadzone w naszym kręgu kulturowym motywy i wątki, począwszy od legend arturiańskich, przez szekspirowskie tragedie, aż do skąpanego w magii średniowiecza.

Mamy tu walki możnych klanów, zakulisowe dworskie knowania, podstępy i nieczyste zagrywki. Scenariuszowi oczywiście brakuje finezji Gry o tron, a i sam świat przedstawiony jest znacznie surowszy. Mamy złych magów, złowieszcze inkantacje, artefakty i eliksiry.

Zło jest tu przedstawione tak dosłownie, że bardziej już się nie dało. Wszystko, łącznie z fizjonomią i otoczeniem, nie zostawia czytelnikowi najmniejszych wątpliwości, że opisywany właśnie bohater jest czarnym charakterem. I trzeba przyznać, że ta naiwna wizja ma w sobie coś urzekającego. Schemat fabularny, oparty na archetypicznej walce dobra ze złem i dychotomiach ciemność-światło, piękno-brzydota, zło-dobro – okazuje się zaskakująco atrakcyjny. Przynosi chwilowe wytchnienie od wszechobecnej ambiwalencji.

Czy warto sięgnąć po ten album? Jak najbardziej! Choćby po to, żeby po raz kolejny przekonać się, jak kreską można zbudować klimat dworskich intryg, epickich bitew czy mrocznych zamkowych komnat. I żeby zanurzyć się w niepodrabialny klimat inspirowanego wczesnym średniowieczem fantasy. Skarga utraconych ziem to nie tylko wizualna uczta, ale przede wszystkim nostalgiczna podróż w czasie.

Fot. Egmont


Przeczytaj także:

Recenzja komiksu Zemsta hrabiego Skarbka

Recenzja komiksu Lucyfer

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *