Ślady pod skórą – Sarah Hilary – „W obcej skórze” [recenzja]

Hilary tworzy ze zniewalającą bezpośredniością, która już od pierwszej strony przenosi Cię w sam środek stworzonego przez nią świata, a po ostatniej pozostawi Cię z uczuciem niedosytu. Inteligentna, pełna emocji i zupełnie zaskakująca książka. Naprawdę ją uwielbiam. Powiedziała Brytyjka o Brytyjce. Dokładniej rzecz ujmując, są to słowa Alex Marwood, autorki Dziewczyn, które zabiły Chloe (za którą to powieść otrzymała Nagrodę im. Edgara Allana Poego), skierowane w stronę debiutanckiego dzieła Sarah Hilary – W obcej skórze (za którą ona z kolei zgarnęła nie mniej prestiżową Theakstons Crime Novel of the Year). Można by więc wysnuć wniosek, że są to dwie najlepsze powieści kryminalne z Wysp na przestrzeni ostatniego roku, i choć rzecz jasna nie przeczytałem wszystkich brytyjskich kryminałów wydanych w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, to w ciemno mogę się z taką tezą zgodzić. Wśród fali powieści z tego konkretnego gatunku, które tydzień w tydzień zalewają księgarniane półki, to właśnie Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz włoski Zaklinacz, były tymi, które w ostatnim czasie wyróżniły się moim zdaniem na tle konkurencji. W obcej skórze dołączyło właśnie do tego zacnego, wąskiego grona.

Inspektor Marnie Rome wraz ze swoim partnerem Noah Jakem wybierają się pewnego pochmurnego, deszczowego (jak to w Londynie) dnia do ośrodka dla ofiar przemocy, celem skłonienia dziewiętnastoletniej Ayany Mirzy do złożenia zeznań przeciwko jednemu ze swych braci, który nie dość, że poszukiwany jest przez policję, to jeszcze jest jednym ze współautorów makabrycznego w skutkach zalania oczu Ayany wybielaczem. Chwilę po przekroczeniu progu instytucji uwagę dwójki policjantów przykuwa przeraźliwy krzyk dobiegający z jednej z sal. Kiedy wbiegają do pomieszczenia, ich oczom ukazuje się widok, którego z całą pewnością nie spodziewali się zobaczyć, bo oto grupka przerażonych kobiet stoi nad ciałem rosłego mężczyzny, z którego klatki piersiowej krew leje się strumieniami. Jedna z kobiet trzyma zakrwawiony nóż. Kobietą tą okazuje się być Hope Proctor, młoda, drobna niewiasta, która uciekła do ośrodka przed tyranem, przed swoim mężem. Kim jest mężczyzna wykrwawiający się na podłodze? Niespodzianka! To właśnie mąż Hope – Leo Proctor. Jak więc można się już domyślić, z jednej sprawy kryminalnej, nagle robią się dwie. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że dźgnięty nożem w płuco Leo odzyskuje w szpitalu siły; wówczas wspólnie z inną z kobiet przebywających w przybytku, Hope ucieka co sił w nogach przed gniewem współmałżonka. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy kilka godzin później z ośrodka uprowadzona zostaje Ayana.

W obcej skórze nie jest bynajmniej powieścią genialną i mimo wszystko jest w moim odczuciu ciut słabsza niż wspomniane wcześniej Zaklinacz oraz Dziewczyny…, jest to jednak bardzo, ale to bardzo udany debiut, którego największą siłą jest dokładnie to samo, co w bestsellerze pani Marwood, czyli wymykanie się schematom. Tak jak w Dziewczynach, tak i tu głównym wątkiem nie jest latanie policjantów za nieuchwytnym mordercą zostawiającym na miejscu zbrodni odcięte głowy ofiar bez odcisków palców. Książka Hilary jest bardziej… prawdziwa, życiowa, bardziej brutalna niż największe literackie popisy opierające się na krwawych opisach kolejnych morderstw. Oczywiście całe to „wymykanie się schemtom” nie jest stuprocentowe, ponieważ główną bohaterką jest policjantka z (jak zwykle) traumą z przeszłości, co jednak w tym wypadku nie wpływa na gorszy odbiór całości. Jako że W obcej skórze miało/ma dość rzucającą się w oczy przeciętnemu czytelnikowi kampanię promocyjną i jest debiutem, nie sposób nie porównać jej do innego, równie mocno nagłośnionego literackiego debiutu, z którym miałem przyjemność ostatnio się zapoznać – z Pułapką, autorstwa Melanie Raabe. Choć, jak pisałem w recenzji powieści niemieckiej autorki, napisała ona całkiem niezłą historię, nie ustrzegła się jednak błędów, których pani Hilary udało się uniknąć. Obie książki czyta się jednym tchem, jednak w odróżnieniu od Pułapki, tutaj autorka nie osiada w pewnym momencie na laurach i kontynuuje stały, wysoki poziom do samego końca. Poza tym więcej jest w dziele Brytyjki fabularnych twistów, powodujących opadanie szczęki, a przede wszystkim W obcej skórze to powieść, która niesie ze sobą coś więcej niż przeciętny kryminał, to przepełniona bólem historia o ludzkiej naturze, o tym, na ile możemy zaufać najbliższym nam osobom i na ile tak naprawdę je znamy. To również książka, w której siniaki czy krwiaki po maltretowaniu to nic w porównaniu ze śladami, jakie takie traktowanie zostawia pod skórą – w sercach i głowach każdej z ofiar.

Sarah Hilary z przytupem weszła na rynek kryminałów, już pierwszą powieścią ustawiając poprzeczkę naprawdę wysoko, zarówno samej sobie, jak i konkurencji. O tym, czy W obcej skórze nie jest jednorazowym, szczęśliwym wybrykiem (w co szczerze wątpię), będziemy mogli przekonać się już na jesieni, kiedy to nad Wisłą pojawi się kontynuacja przygód inspektor Marnie Rome – Nie ma innej ciemności. Ja już zacieram ręce, a Wam polecam czym prędzej zapoznać się z omawianą tu częścią pierwszą. To świetnie napisany, wciągający kawałek literatury, w którym pełnokrwiści bohaterowie próbują stawić czoła życiu, a dokładniej temu, co powszechnie uznawane jest za temat tabu. Brawo pani Hilary, oby tak dalej!

[buybox-widget category=”book” name=”W obcej skórze” info=”Sarah Hilary”]

Fot.: Wydawnictwo Czwarta Strona

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *