Freddie Mercury i ja

Wielogłosem o…: „Freddie Mercury i ja”

Już niedługo minie 25 lat od dnia, w którym świat stracił jeden z najwspanialszych głosów w historii. To idealny moment na to, aby zapoznać się z nieznanymi dotąd szczegółami z życia Freddiego Mercury’ego, wokalisty zespołu Queen. Freddie Mercury i ja to pozycja o tyle wyjątkowa, że nie opowiada o muzyku od strony zawodowej, tylko zagląda w najbardziej intymne zakamarki jego życia prywatnego. Efektem są wspomnienia o Freddiem spisane ręką Jima Huttona, jego wieloletniego partnera, który był przy nim aż do ostatnich dni. Patryk i Jakub, jako zagorzali fani jego muzyki, z ochotą zabrali się za lekturę książki Freddie Mercury i ja i specjalnie dla Was omawiają swoje wrażenia w niniejszym wielogłosie. A jest o czym mówić, ponieważ książka wywołała wśród nich mieszane uczucia, gdyż w trakcie dyskusji jeden z nich podważył etyczny aspekt tej publikacji.

WRAŻENIA OGÓLNE

Patryk Wolski: Kilka książek o zespole Queen i Freddiem Mercurym już miałem okazję przeczytać, ale żadna z nich nie była aż tak bardzo intymna i oderwana od muzycznej działalności przebojowego kwartetu z legendarnym wokalistą na czele. W sumie nie ma co się dziwić – autorem książki jest Jim Hutton, wieloletni partner Freddiego i człowiek, który był przy nim aż do ostatniej chwili. Freddie Mercury i ja to nie tyle biografia, co wspomnienia o nieokiełznanym frontmanie Queen. Swego czasu wywołały wiele zamieszania nie tylko śmiałością, z jaką Jim Hutton przelał swą miłość do Freddiego na papier, ale również wyjaśniły kilka wyjątkowo palących epizodów z życia twórcy Bohemian Rhapsody, które dotąd pozostały zagadką lub były wyssane z palca przez wścibską prasę. Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że nie zapoznaję się historią życia codziennego wielkiego gwiazdora, tylko zwykłego faceta. I mam dziwne wrażenie, że ta lektura bardziej zbliżyła mnie do ikony rocka niż wszystkie biografie, które z palącą gorliwością starają się przebadać życie Freddiego Mercury’ego.

Jakub Pożarowszczyk: Mam dosyć mieszane odczucia co do książki Jima Huttona. Z jednej strony fani Queen – i nie tylko – mają niepowtarzalną okazję sprawdzić, jakim człowiekiem Freddie Mercury był w życiu prywatnym, brutalnie przy tym sprowadzając postać wokalisty Queen z roli herosa muzyki popularnej do zwykłego faceta, który nade wszystko kochał życie, lecz i miał swoje problemy, aż tak nie różniące się od tych, z którymi na co dzień my mamy do czynienia. Z drugiej strony nie jestem do końca przekonany, czy ta książka w ogóle powinna powstać. Mam nieodparte wrażenie, iż jakby Freddie żył, to dziełko Jima Huttona nigdy nie ujrzałoby światła dziennego. Z jednej strony kuszące jest poznać Freddiego “od kuchni”, a z drugiej strony wiem, że sam wokalista byłby zły, że taka książka w ogóle pojawiła się w sprzedaży. Szczególnie że Freddie za życia nie darował swoim znajomym, którzy wynosili informacje z jego obozu i życia do prasy, co zresztą sam Hutton opisuje na łamach swojej książki. Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że Jim przedstawia współtwórcę Bohemiam Rhapsody z innej strony aniżeli pozostałe pozycję książkowe o Queen. Jakby nie patrzeć, to jedyna książka o Mercurym napisana przez jedną z miłości jego życia. Dlatego należy ją uznać za cenną rzecz.

ZALETY I WADY PUBLIKACJI

Patryk: Chyba największą i najbardziej unikalną wartością tej książki jest fakt, że została napisana przez człowieka, który nigdy nie patrzył na Freddiego jak na wielką gwiazdę muzyczną. Nie oznacza to, że Jim Hutton nie doceniał go albo lekceważył muzyczny geniusz swojego partnera – autor wiele razy podkreśla, że Freddiego poznał nie jako słynnego muzyka, ale w klubie jako zwykłego gościa, który zaczął go podrywać. Freddie Mercury i ja jest książką nie o dokonaniach wokalisty za jego życia, lecz o życiu wielkiego wokalisty poza jego pracą. Lektura wspomnień Jima Huttona to miła odskocznia od kolejnych biografii zespołu Queen i jego frontmana, bo w końcu opowiada o czymś bardziej przyziemnym. Oczywiście, Freddie Mercury i ja ze względu na liczne rewelacje w momencie wydania tej książki w 1995 stała się pozycją obowiązkową na spisie źródeł każdego biografa, ale żadne odniesienie nie odda sposobu, w jaki Jim Hutton wspomina swojego ukochanego. Bo racja – Irlandczyk jako pierwszy napisał, kiedy Freddie dowiedział się o tym, że ma AIDS, oraz z bólem opisał ostatnie chwile Mercury’ego, gdy odchodził w swym łóżku w posiadłości Garden Lodge. Ale również przedstawił obraz człowieka, jakiego nie ujrzymy na żadnym z nagrań koncertowych czy wywiadów, kiedy Freddie przybierał pozę frywolnego dowcipnisia bądź wyniosłego i znudzonego artysty. I to jest kolejna istotna zaleta tej książki – widzimy w niej Freddiego, jakim naprawdę był: czyli romantycznego i kochającego gościa, który jednocześnie płonął z zazdrości, pozwalając sobie na drobną manipulację innymi. Jim Hutton przytacza wiele kłótni, które między nimi odbyły się o to, że Freddie czasami zbyt lekkomyślnie i samolubnie podchodził do pewnych kwestii – nie przytoczę ich oczywiście w tym miejscu, bo po to właśnie została ponownie wydana książka Freddie Mercury i ja, ale myślę że wielu z Was zdziwi się, że mimo ciepłego serca i wielkiej miłości do najbliższych, wokalista Queen potrafił być nie do zniesienia.

Jakub: A mnie się kompletnie nie chce wierzyć, że Hutton nie znał kompletnie wokalisty i muzyki Queen przed momentem poznania Mercury’ego pewnego wieczora w jednym z gejowskich klubów Londynu. Mam nieodparte wrażenie, że Hutton momentami koloryzuje swoją opowieść. Nie wierzę w to, że w latach osiemdziesiątych, przedstawiciel homoseksualnej społeczności nie znał ikony tego ruchu, jaką niewątpliwie był Freddie, pomijając zupełnie fakt, że już w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych była to wielka gwiazda rocka i wokalista stawiany obok sław takich jak jak Robert Plant czy Paul Rodgers. Kolejny mój zarzut do tej pozycji jest taki, że w ogóle ujrzała ona światło dzienne i zdradziła tak wiele szczegółów z prywatnego życia Freddiego, szczególnie że on sam, jak już nadmieniłem, bronił się, jak mógł przed nawałem paparazzi i dziennikarzy, starając się chronić swoje prywatne życie. Nie to, że jest to zła pozycja, tylko podczas lektury raził mnie aż zbyt intymny charakter, trochę jakbym czytał pamiętnik nastolatki. Nie powinno mnie to w sumie dziwić, bo to opowieść o Freddiem z ust miłości jego życia, natomiast mając na uwadze to, jak Freddie starał się chronić siebie i swoich przyjaciół przed prasą i opinią publiczną i zestawiając to z tym, jak w sumie lekko Hutton sprzedał swoją opowieść o Freddiem w książce, czuje po prostu pewny niepokój i smutek, wiedząc, że najprawdopodobniej wokalista Queen jakby żył, to byłby bardzo niezadowolony z takiego obrotu spraw. Oczywiście książka ma trochę zalet, szczególnie przypadły mi do gustu opowieści ze świata show-biznesu, do którego Hutton dzięki związkowi z Freddiem został niejako wkręcony, i trzeba przyznać, że autor przedstawia kilka smakowitych kąsków, jak na przykład kulisy współpracy Freddiego z wielką, hiszpańską śpiewaczką operową Montserrat Caballé.

Patryk: To prawda – Freddie z tej książki mógłby być niezadowolony, patrząc na jego podejście do zdradzania tajemnic i prywatnych epizodów swojego życia. Tak jak mówisz, Jim Hutton opisuje moment, w którym jeden z przyjaciół Freddiego postanowił sprzedać kilka łakomych kąsków jednej z gazet. Pomimo przeprosin i prób wytłumaczenia się, wokalista Queen nigdy mu nie przebaczył, zerwał z nim znajomość i podobno od tego czasu coraz mniej ufał ludziom. Masz więc Jakubie poniekąd rację – Freddie Mercury i ja to książka, której publikacja jest odwrotnością tego, czego oczekiwałby jej główny bohater.

STYL, JĘZYK

Patryk: Trudno spodziewać się, aby pełniący przez całe życie rolę fryzjera i ogrodnika Jim Hutton zastrzelił czytelników kwiecistym stylem i niebywałym krasomówstwem, ale na szczęście nie ma powodu do obaw – autor nie strzela do czytelników bykami i językowymi potworkami, więc książkę Freddie Mercury i ja czytało mi się przyjemnie i bez zastrzeżeń. Jim Hutton przybrał bezpieczny styl prostych wspomnień przelanych na papier, w których nie próbuje udawać nie-wiadomo-jak-wielkiego-pisarza. Czuć, że swoją książkę napisał prosto z serca i przede wszystkim z miłością do Freddiego, co chwyta za serce zwłaszcza pod koniec książki, gdy Hutton opisuje postępującą chorobę i śmierć swojego ukochanego.

Jakub: Zgadzam się z przedmówcą, faktycznie książka ma lekki, prosty i niezbyt kwiecisty styl, dzięki czemu połyka się ją momentalnie i bez popity. Czuć mnóstwo serca w tym, chociaż momentami wyczuwałem nutkę wyrachowania.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Patryk: Cieszę się, że w końcu mogłem przeczytać tę książkę – Freddie Mercury i ja to jedna z najważniejszych i najbardziej intymnych książek o moim ulubionym muzyku i z radością dodałem ją do mojej domowej biblioteczki. Uważam, że książka ta najlepiej sprawdza się już po lekturze innych książek o Queen i bezpośrednich biografiach artysty, bo można wtedy wyłowić wiele smaczków – zwłaszcza że Jim Hutton o dokonaniach muzycznych Freddiego właściwie nie mówi, więc to nie jest najlepsza książka, jeśli oczekujecie biografii Mercury’ego w pigułce. Dla wszelkiej maści fanów i wielbicieli jest to pozycja wyjątkowa – nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł uwielbiać tę postać, a jednocześnie świadomie nie przeczytać książki Jima Huttona.

Jakub: Z jednej strony poznałem jednego z bogów rocka od tej najbardziej intymnej strony, co poszerzyło mi optykę patrzenia w ogóle na całe życie i dorobek Freddiego, z drugiej strony nie do końca się pogodzę z tym, że Hutton nie uszanował tego, że wokalista chronił swoje prywatne życie przed wszystkimi innymi, a szczególnie prasą i to, że Freddiego nie ma wśród nas, nie usprawiedliwia tego, że Hutton sprzedał aż tyle szczegółów, wliczając w to nawet moment śmierci Mercury’ego. Ciekawa książka, lecz niesmak pozostaje.

Fot.: Wydawnictwo Dolnośląskie

Freddie Mercury i ja

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

2 Komentarze

  • Równie intymnym tytułem jest biografia Mercury’ego spisana ręką jego wieloletniego asystenta – Petera Freestone’a. Niestety póki co nie jest ona dostępna w Polsce. W sumie, może to i lepiej. Patrząc na to, jakie detale z jego życia prywatnego zostały ujawnione, obok niemałej fascynacji tymi książkami, czuję drobny (albo nawet spory) niesmak. Co do propozycji Jima Huttona, muszę przyznać, że jest w niej kilka błędów merytorycznych, zwłaszcza przy przytaczaniu przez autora nazw dzieł sztuki, jakie kolekcjonował wokalista. Wynika to chyba nie ze złej woli Huttona, ale raczej z jego, nie umniejszając mu, prostolinijności. Szkoda więc, że tekst nie przeszedł porządnej redakcji. Sama książka jest na pewno swego rodzaju biblią dla fanów Freddiego. U mnie na półce od dawna, przemaglowana wzdłuż i wszerz.

  • Różnica Relacji Jima i Petera jest niestety taka, że ten pierwszy napisał to z potrzeby serca a drugi …no cóż zemsty i kasy :( Freddie nie zasłużył na to.,,

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.