to nie jest ok

Wielogłosem o…: „To nie jest OK”

Serialowy wysyp produkcji wpisujących się w nurt young adult nie kończy się wraz z rokiem 2019. Kolejnym tytułem, który opowiada o nastolatkach radzących sobie z różnorakimi sytuacjami, jest omawiany dzisiaj przez nas To nie jest OK. Serial opowiadający o nastoletniej Syd, jej przyjaciółce Dinie, a także Stanie, który próbuje się wkupić w łaski głównej bohaterki, już za dwa dni (tj. 26 lutego) ma swoją premierę na platformie Netflix. Plakat zachęca nas do oglądania, reklamując serial jako dzieło producenta Stranger Things i reżysera The end of the f***ing world. Czy jednak te zachęty nie są reklamą na wyrost? Czy kolejna adaptacja komiksu oferuje coś, na czym warto zawiesić oko?

Patryk nie jest zadowolony z seansu, Mateusz podchodzi do tego tytułu bardziej łaskawie, a najbardziej zadowolona po obejrzeniu wydaje się Sylwia. Za co polubili ten serial, a co ich od niego odpycha? Zapraszamy do lektury Wielogłosu. Czy To nie jest OK jest OK?

WRAŻENIA OGÓLNE

 

Sylwia Sekret: Czasami po prostu nie wiesz, do czego siadasz. Włączasz dany tytuł i nie masz pojęcia, czego się spodziewać. Właśnie tak miałam z seansem To nie jest OK, który 26 lutego startuje na platformie Netflix. To, że nie szukałam specjalnie informacji o serialu, bo wystarczyła mi w zasadzie obsada, żeby zdecydować, że będę oglądać pierwszy sezon, to jedna sprawa, drugą natomiast jest fakt, że sprawy nie ułatwia także zwiastun – zabawny, klimatyczny, nietypowy, ale… niemówiący o serialu To nie jest OK w zasadzie nic. No, może poza tym, że nie zabraknie w nim choć odrobiny humoru, a całość będzie opowiadała o dojrzewających ludziach. A! Główna bohaterka ma na imię Syd – no i tyle wiedziałam. I wiecie co? Cieszę się, że tylko tyle. Po pierwsze – nie wiedząc, czego się spodziewać, nie miałam w zasadzie żadnych oczekiwań, a po drugie – przez chwilę serial trzymał mnie w niepewności i to mi się podobało! Ogólnie natomiast To nie jest OK uważam za udaną produkcję, jednak mam jakieś dziwne przeczucie, że nie będzie to hit ani na miarę Stranger Things, ani Sex education… ani The end of the f***ing world. Chociaż fenomenu tego ostatniego akurat ni w ząb nie rozumiem.

Mateusz Cyra: Miałem w zasadzie identyczne zetknięcie z tym serialem. Nie wiedziałem o nim praktycznie nic i prawdopodobnie po samym zwiastunie byłbym go zignorował, gdyby nie znana z filmu To obsada. No dobra, zabawny teaser też sprowokował mnie do obejrzenia. Spodziewałem się czegoś innego, niż finalnie dostałem, i cały czas toczę wewnętrzny spór, czy mi się to podobało, czy jednak nie.

 Patryk Wąski: Ja nie mam takich wątpliwości, co Mateusz, bo dla mnie – przy tak dużej konkurencji na samym Netflixie, jak i innych platformach – To nie jest OK jest po prostu nudnym i wtórnym serialem o nastolatkach, którym przydarza się coś niezwykłego. Podobnie jak Wy, ja o serialu również niewiele wiedziałem, więc po zwiastunie spodziewałem się czegoś lekkiego. Ale liczyłem mimo wszystko, że będzie angażujący widza na taką skalę, jak Sex Education. Dostałem coś przeciętnego, co równie dobrze mogłoby utonąć w czeluściach Netflixa i zostać skasowane bez konkretnej przyczyny. Tym bardziej że niniejsza platforma potrafi podejmować bardziej zaskakujące decyzje.

 RYS FABULARNY

Sylwia: Sydney ma kilkanaście lat, chodzi do szkoły średniej, mieszka z wiecznie zapracowaną matką i młodszym bratem (ojciec nie żyje), a do tego… ma kilkanaście lat. Tak, już o tym wspomniałam, ale ważne, by to podkreślić, bo to jest właśnie ten wiek, kiedy wydaje nam się, że wszystko nam wolno, podczas gdy tak naprawdę g**no możemy. To ten wiek, kiedy hormony buzują, a my mamy wrażenie, że cały świat jest przeciwko nam. Do tego dodajmy, że Sydney nie jest najbardziej popularną (mówiąc oględnie) osobą w szkole, co łatwo nam zgadnąć już po samym jej ubiorze.

Mateusz: Podobnym outsiderem jest Stan, który zresztą jest najbliższym szkolnym sąsiadem Sydney. Z tym że Stan ma na wszystko wywalone. Nie interesuje go zdanie innych, podchodzi do codzienności z ogromną rezerwą i niewiele jest rzeczy, które są w stanie wyprowadzić go z równowagi. Jest zatem kompletnym przeciwieństwem Syd, ale jak to mówią – przeciwieństwa się przyciągają. Nic więc dziwnego, że ta dwójka dość szybko znajduje wspólny język.

Sylwia: Serial opowiada o rodzącej się relacji między tą dwójką, o problemach, jakie spotykają ich zarówno w szkole, jak i w domu, a także o tym, jak radzą sobie z czymś, czego w najśmielszych snach się nie spodziewali, a o czym my nie możemy powiedzieć. Jest jeszcze Dina, przyjaciółka Syd, ale o niej i ich relacji opowiemy później.

WADY I ZALETY SERIALU


Sylwia:
To nie jest OK jest serialem bardzo… niepozornym. I w moim odczuciu jest to ogromna jego zaleta. Produkcja nie epatuje niczym w nadmiarze tylko po to, by przyciągnąć widza – ani seksualnością (mimo że ze względu na wiek bohaterów ten wątek także jest poruszany), ani wulgarnością, ani nie ukazuje w sposób bardzo uwypuklony i wręcz pochlebny takiego „olewatorskiego”, depresyjnego podejścia do życia, co ze względu na charakter Syd również mogło się wkraść do serialu. Na wielu płaszczyznach jest to po prostu zwyczajna opowieść o zwyczajnych nastolatkach – i to jest bardzo fajne. Zwłaszcza że bardzo dobrze się ją ogląda.

Akcja płynie w tempie idealnym – nie jest ani za wolno, ani za szybko, a widz ma dzięki temu czas wszystko przyswoić i zaznajomić się z bohaterami. Nie podobała mi się do końca jedna rzecz… a mianowicie to, że ostatnia scena pierwszego sezonu, moim zdaniem, powinna mieć miejsce gdzieś mniej więcej w jego połowie. Tymczasem scenariusz został skonstruowany tak, że pierwszy sezon jest w zasadzie wstępem do całej historii i o ile w przypadku komiksów i kolejnych zeszytów czy tomów się to sprawdza, o tyle nie jestem przekonana do takiego zabiegu w serialu. Tym bardziej że coś mi mówi, że z pewnych względów druga odsłona powita nas całkiem innym klimatem niż pierwsza.

Co Wy myślicie na ten temat? Co jest dla Was zaletą, a co wadą serialu?

Mateusz: Mam mieszane odczucia co do tego serialu. Z jednej strony doceniam umiejętnie prowadzoną fabułę i stopniowe odkrywanie przed widzem kolejnych kart tej historii. Tych siedem odcinków mija w zastraszającym tempie i dosłownie nie ma siły, żeby nie odpalić kolejnego epizodu po tym, którego napisy końcowe właśnie oglądamy. Twórcy naprawdę zręcznie spięli tę opowieść i można ich pochwalić za to, jak szybko potrafili przykuć uwagę i wzbudzić w nas chęć do kliknięcia w „następny odcinek”. Z drugiej strony nie podoba mi się kierunek rozwoju fabuły, jaki obrali twórcy. Po prostu nie jestem w stanie kupić tej konwencji. Oczywiście jak najbardziej rozumiem, że jest to ekranizacja komiksu (Charlesa Forsmana) i pewne rozwiązania miały być właśnie takie, a nie inne, ale nie zmienia to faktu, że w tym momencie mi się to po prostu nie podoba. Mimo to muszę przyznać, że ten serial dobrze się ogląda i tutaj chciałbym podkreślić fakt, że mimo wszystko To nie jest OK mi się podobało i po finałowej scenie akurat mocno czekam na kontynuację, która może automatycznie podnieść moją ocenę do góry.

Patryk: Z naszej trójki będę najbardziej brutalny, co nie oznacza, że nie będę się z Wami nie zgadzał na każdej płaszczyźnie. Zgadzam się z Sylwią, że finałowa scena nie pasuje do serialowej konwencji i tak skończony sezon w moim odczuciu drwi z widza, a nie zachęca go do oczekiwania na kolejne odcinki. Mateusz też ma rację co do tego, że twórcy mają szansę na to, aby podnieść wartość swojej produkcji – ale wszystko zależy od tego, jak wyjaśnią, co się dzieje z Syd. Ze swojej strony twierdzę, że równie dobrze To nie jest OK może nagle stać się pastiszem podobnych sobie filmów i seriali.

Nie lubię pierwszoosobowej narracji w kinematografii. Skręca mnie gdzieś w środku, gdy kamera łazi za głównym bohaterem, a on cały czas gada o tym, jak mu minął dzień. A w szczególności w formie Drogi pamiętniczku… Dlatego, w odróżnieniu od Was, po maksymalnie dwóch odcinkach musiałem sobie robić przerwę. Zdaję sobie sprawę, że część widzów może na to nie zwracać uwagi, ale jeśli macie podobnie jak ja – strzeżcie się tego serialu. I zarzut jeszcze gorszy – serial spoileruje sam siebie. Pierwsza scena wprowadzającego odcinka już dała mi sygnał, że z To nie jest OK, się nie polubimy. Zdradzanie tak ważnego elementu w połączeniu z nieroztropnym prowadzeniem fabuły to kardynalny błąd. Przecież te dzieciaki wciąż paplają o TYM wydarzeniu, które za kilka dni będzie miało miejsce w szkole. Wystarczy dodać dwa do dwóch i już wiadomo, co się stanie.

Sylwia: Być może twórcy wcale nie chcieli robić z TEGO tak wielkiej tajemnicy, ale masz rację – myślę, że lepiej by było, gdyby tej pierwszej sceny jednak nie było.

Ja jednak mam o wiele bardziej pozytywne wrażenia z seansu niż Ty i o ile forma Drogi pamiętniczku i ogólnie pierwszoosobowa narracja Syd nie były dla mnie formą wybitnie zachęcającą, o tyle absolutnie mi nie przeszkadzały i szybko przeszłam nad nimi do porządku dziennego. Ostatecznie taka forma narracji okazała się zresztą mieć pewne fabularne uzasadnienie. Ciekawa jestem natomiast, czy twórcy pozostawią taką narrację w kolejnym sezonie.

NAJGORSZY ODCINEK/ SCENA

Mateusz: Troszkę nużył mnie odcinek piąty, w którym grupa bohaterów została za karę w szkole po lekcjach. Wprowadzono tam kompletnie szablonową postać, która miała ewidentnie jeden, jedyny cel swojego jestestwa i troszkę mnie to raziło.

Patryk: Tańcząca Syd. Żal było patrzeć.

Sylwia: Nie mam nic do tańczącej Syd, ale widzę, że Ciebie wybitnie ta bohaterka drażni i raczej nie chodzi tylko o sam taniec. Nie będę wymieniać konkretnej sceny ani odcinka, bo żaden taki wybitnie gorszy element nie przychodzi mi do głowy.

NAJLEPSZY ODCINEK/ SCENA

Sylwia: Serial płynie w naprawdę równym tempie i nie wiem, jak Wy, ale nie jestem w stanie wyróżnić żadnego epizodu. Czy jest natomiast jakaś scena, która szczególnie zapadła mi w pamięć? Chyba żadna konkretna, ale nie ukrywam, że najbardziej lubię momenty, w których na ekranie pojawiają się i Syd i Stan. Podoba mi się chemia między tą dwójką, podoba mi się duet, jaki tworzą i lubię ich oglądać.

Mateusz: Mnie najbardziej podobał się odcinek szósty, zatytułowany Córeczka tatusia?, w którym dowiadujemy się niezbędnych szczegółów z życia rodzinnego Sydney. Pamiętam, że był to dla mnie moment przełomowy w tej historii, dzięki któremu zauważyłem potencjał, który może się rozwinąć.

Jeśli chodzi o ulubione sceny – przytaknę tutaj Sylwii – lubię Stana i Syd, ale lubię też Syd i Dinę. Generalnie te wszystkie nastoletnie dramy tutaj nie były odstręczające i, mimo że wałkowano podobne problemy już multum razy w popkulturze, To nie jest OK broni się moim zdaniem przed zarzutami o wtórność czy nudę. Jasne, to już było, ale tutaj na szczęście wiele sytuacji odpowiednio skondensowano, przez co człowiek nie męczył się akcjami w stylu obrywania stokrotki z wiecznym dylematem kocha, czy nie kocha? bądź tego typu kwestiami.

Patryk: Najbardziej odpowiadały mi sceny, w których pokazywano Stana bujającego się po swoim pokoju. Od początku sprawiał wrażenie trochę ekstrawaganckiego gościa i to, jak się zachowuje przed lustrem czy pod prysznicem było na tyle szczere, że mimowolnie uśmiechałem się na widok jego szczęścia.

Sylwia: Chyba wszyscy się zgadzamy, że Stan jest OK.

PROBLEMATYKA

Mateusz: To nie jest OK opowiada przede wszystkim o trudach dorastania i o całym pakiecie emocji z tym dojrzewaniem związanych. Twórcy za sprawą trójki najistotniejszych bohaterów pokazują kompletnie odmienne problemy, całkowicie różne codzienności i punkty widzenia, które mimo wszystko codziennie się przecinają i jakimś cudem koegzystują. Wszak Dina jest dziewczyną przebojową, która ze względu na swój wygląd i styl bycia z pozoru nie powinna mieć żadnych problemów; Stan jest odludkiem, który skrywa swoje potrzeby za fasadą olewania systemu; a Syd to sfrustrowany kłębek nerwów, który nie umie i nie chce dopasować się do otaczającej rzeczywistości. Ten serial rozprawia się także z tematem rodzinnych traum, pokazując, jak poszczególni członkowie rodziny radzą sobie ze stratą.

Patryk: Mateusz w pigułce przedstawił problematykę serialu. Podobnie jak w przytaczanych, podobnych produkcji Netflixa, bohaterowie mierzą się z typowo nastoletnimi dylematami: rodzinne kłótnie i spory, szkolna presja na bycie fajnym i lubianym, no i nie zabrakło również wątku inicjacji seksualnej – pokazany dość skromnie, racja, ale wystarczająco dobitnie, aby zrozumieć, że to też jest dla młodzieży istotny temat. Ale ponad tym wszystko jest jedno, najistotniejsze pytanie – co dzieje się z Syd, dlaczego czuje się aż tak bardzo inna?

Sylwia: Trudno mi dodać do tego, co powiedzieliście, cokolwiek tak, aby nie powtarzać po Was. Dodam więc, że podobało mi się takie prowadzenie Syd, które pokazuje, że również postać, która jest tym szkolnym outsiderem, wyśmiewanym przez elitę, może popełniać błędy, sprawiać przykrość innym itd. Syd nie jest bohaterką, z którą sympatyzujemy w stu procentach – potrafi nas drażnić, nie zawsze rozumiemy jej wybory i nie zawsze je pochwalamy. Ale dzięki temu jest wiarygodna, a my przypominamy sobie, że okres dorastania, szkolne dramaty i rodzinne kłótnie potrafią w tym wieku naprawdę dać w kość.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI 

Mateusz: Stanley zalicza się do grona szkolnych wyrzutków, których nie chce żadna mała szkolna społeczność. Nie jest ani dobrym sportowcem, ani świetnym kawalarzem, nie grzeszy przystojną aparycją, a do tego często wyraża swoje poglądy na głos, co nie daje mu wielkiego pola manewru w kontaktach towarzyskich. Sęk w tym, że Stan jest typem osoby, która wydaje się ludzi w ogóle nie potrzebować. To inteligentny chłopak, który doskonale zdaje sobie sprawę z nijakości miejsca, w którym przyszło żyć jemu i jego rówieśnikom, jednak w przeciwieństwie do nich – już teraz zauważa on, że w przyszłości żadne z nich nie wybije się ponad przeciętność. W Syd dostrzega jednak coś więcej, dlatego nieustannie zabiega o jej uwagę. Stanley za fasadą olewacza skrywa jednak wrażliwe wnętrze i potrzebę akceptacji.

Sylwia: Stanleya Barbera polubiłam od samego początku. To dość nietypowy nastolatek, który momentami sprawia wrażenie młodego dorosłego. Wydaje mi się, że jest w nim dużo sprzeczności. Z jednej strony wydaje się cholernie nieśmiały, z drugiej całkowicie otwarty na świat i nowe wyzwania. Z jednej strony nie jest kimś, kto chciałby się wyróżniać z tłumu, z drugiej jednak nie stroni od oryginalnych ubrań. Za te sprzeczności jednak go polubiłam i to jego na ekranie najbardziej mi brakowało, kiedy znikał.

Patryk: Syd byłaby totalną outsiderką, gdyby nie przebojowa Dina, która zauważyła w cichej bohaterce coś więcej. Tylko że Dina porusza się między obydwoma światami „hitu i kitu”, więc gdy zakochuje się w szkolnej gwieździe (czekajcie, chyba taki motyw już gdzieś widziałem…), to Syd czuje się automatycznie odrzucona, zamiast cieszyć się ze szczęścia przyjaciółki. Nieporozumienia z Diną są jednym z głównych powodów narastającego gniewu u głównej bohaterki i ta relacja obfituje w wiele zwrotów akcji. To były jedne z nielicznych momentów, kiedy zastanawiałem się, jak ostatecznie Syd i Dina rozwiążą swój konflikt.

Sylwia: Dla mnie Dina jest najbardziej nijakim z bohaterów. Jest typową nastolatką w liceum, która zakochuje się w szkolnej gwieździe – jak sam napisałeś. Jej interakcje z Syd wprawiały mnie czasami w zażenowanie – sama nie wiem dlaczego. W zasadzie nie wiemy nawet zbyt wiele o jej charakterze – jest bardzo nijaka, mdła. Na chwilę obecną nie jestem fanką tej postaci i zdecydowanie wolę Stana i jego przygody z Syd.

AKTORSTWO

Mateusz: Największym objawieniem tego serialu jest dla mnie Wyatt Oleff, który w kilku scenach pokazał drzemiący w nim potencjał na dobrego aktora dramatycznego. Przykładem niech będzie tu jedna z rozmów z ojcem lub próba rozdrażnienia Syd w kręgielni. Na pewno będę się chłopakowi przyglądał. Z drugiej strony szczerze przyznam, że negatywnie zaskoczyła mnie Sophia Lillis. Nie wiem, czy zauważam to dopiero w serialu To nie jest OK, czy miała w sobie to już wcześniej, a ja tego nie wyłapałem, ale jest coś w sposobie grania tej aktorki, co sprawia, że ja kompletnie nie potrafię uwierzyć w to, że jej bohaterka jest zdenerwowana, smutna, przybita bądź rozdrażniona. Co z tego, że dziewczyna ma przykuwające do ekranu oczy, jeśli jako widz nie jestem w stanie uwierzyć w połowę emocji, które ona odgrywa? Cały czas zastanawiałem się, na czym polega mój problem z tym serialem, i chyba właśnie znalazłem odpowiedź. W głównej mierze (poza wspomnianymi już rozwiązaniami fabularnymi) jest to właśnie Sophia Lillis, która miewa dobre momenty, ale w tych kluczowych dla akcji mnie nie potrafi do siebie przekonać. Mieliście podobne wrażenia?

Patryk: Wyatt faktycznie dał czadu, bo w ekranizacji To przypadła mu niewdzięczna rola przestraszonego i zdystansowanego chłopaka, który był w cieniu swoich kolegów i Bev. Jego swoboda poruszania się (nawet boso po ulicy!), o której wspominałem wyżej, sprawiła, że w tę postać uwierzyłem – w jako jedną z nielicznych w tym serialu. To postać dosłownie żywa, pełzająca po każdym kadrze i wiadomo było, że jeśli Stan ma być w danej scenie, to będzie ciekawie. Polubiłem tego chłopaka i jestem zdania, że dzięki temu Wyatt Oleff skradł to show.

A co do Sophii Lillis – trudno się nie zgodzić. Jej występ jest kopią Beverly z ekranizacji Stephena Kinga. Nie pokazała niczego nowego (no, poza tym okropnym tańcem…). Jak dla mnie – rozczarowanie.


Sylwia
: Absolutnie nie zgodzę się z tym, że rola Syd jest kopią Beverly. Choć nie uważam, by Sophia Lillis była w kreacji Sydnej wybitna, to nie byłabym aż tak surowa w swojej ocenie, jak Wy – to po pierwsze. Po drugie natomiast uważam, że mimo wszystko stworzyła zupełnie inną postać niż w najnowszej ekranizacji To. Myślę też, że możemy się po niej wiele spodziewać w drugim sezonie.

 

Ale Wyatt Oleff… oj tak… Ten młody aktor zdecydowanie skradł ten spektakl. Co ciekawe, nie tylko gra z koleżanką z planu z To, ale nawet jego postać nosi to samo imię. I o ile w tamtym filmie, jak wspomniałeś, grał nawet nie drugie, a trzecie skrzypce i nie miał zbyt wiele do pokazania, o tyle tutaj rozwija skrzydła i pokazuje, na co go stać. Kiedy pojawia się na ekranie, zaczyna po prostu iskrzyć. Świetna rola.

KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: Szczególną uwagę zwróciłem na wybór lokacji do tego serialu. To nie pierwsza taka sytuacja, gdy osoby odpowiedzialne za dobór miejsc w produkcjach Netflixa wykonały swoją pracę wzorowo. Miasteczko, w którym toczy się akcja, jest urokliwe, dość senne i… przeciętnie nijakie, co akurat idealnie pasuje do klimatu To nie jest OK. Miło wspominam także dobór piosenek (znajdzie się kilka znanych i lubianych). Wam coś szczególnie utkwiło w pamięci?

Patryk: Jeśli dobór narracji również można podpiąć pod kwestie techniczne, to już się o tym wypowiedziałem. Utwory były dobrane jak do Stranger Things, chociaż fabularnie nie znalazłem dla nich dobrego zastosowania. Mówiąc o prawdopodobnym pastiszu, te piosenki były jedną ze wskazówek przemawiajacą za tym, że w drugim sezonie zobaczymy coś bardzo dziwnego.

Sylwia: Mnie rzuciło się w oczy przede wszystkim to, że (a zauważam to już w którejś z kolei produkcji – w Sex education było podobnie), choć serial dzieje się współcześnie, za czym przemawiają chociażby telefony komórkowe, to scenografia, wystrój wnętrz i ubrania bohaterów tworzą mylne wrażenie, jakbyśmy cofnęli się do lat 90. czy nawet 80. Może to po prostu kwestia tego, że moda wraca…? Sama nie wiem.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: To nie jest OK oglądało mi się całkiem przyjemnie. Gdzieś tam w środku mam przeświadczenie, że można by z tego serialu wycisnąć więcej, ale zobaczymy, co pokaże kolejny sezon. Nie sądzę jednak, by ta produkcja stała się hitem – raczej przejdzie niepostrzeżenie, a już na pewno przez polskie podwórko przetoczy się niezauważona. Dla mnie jest to serial naprawdę OK, w dodatku ma w zanadrzu taką perełkę, jaką jest Stan. No i obejrzałam całość, a takiego The end of the f***ing world nie zdzierżyłam, z całą jego „wyjątkowością”.

 Mateusz: Jak wspomniałem na początku – mam mieszane uczucia. Było wiele momentów, które przypadły mi do gustu, ale było też wiele takich, które zwyczajnie mi przeszkadzały. Ostatecznie szala przechyla się delikatnie w pozytywną stronę i mam nadzieję, że drugi sezon pokaże pełen potencjał tej produkcji. W tym momencie uważam, że jest to serial, który za bardzo chce być fajny, a nie do końca ma ku temu argumenty. Można obejrzeć, zwłaszcza że odcinki trwają po dwadzieścia minut, ale z całą pewnością nie jest to dzieło, które bezwzględnie należy poznać w 2020 roku.

Patryk: Powiem wprost – nie jestem fanem tej produkcji. Bardziej mnie wynudziła, niż zaciekawiła. Poza uroczym rodzynkiem, jakim jest Stan, wszystko w tej produkcji już gdzieś było. I to jest powodem, dla którego To nie jest OK jest po prostu nijakie, bez własnej tożsamości. Nie zaangażowało mnie w swoją historię, zirytowało sposobem na budowanie napięcia i idiotycznym cliffhangerem, który w mojej opinii jest bardzo odważną decyzją, biorąc pod uwagę konkurencję na rynku, która potrafi zakończyć sezon w sposób satysfakcjonujący, ale zostawiający znak zapytania. Osobiście mam gdzieś to, co będzie z Syd, bo bardziej interesuje mnie, co ze swoim życiem zrobi Stan. 

Fot.: Netflix

to nie jest ok

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.