Są światy inne niż ten – Tony Sandoval – „Wąż wodny” [recenzja]

wąż wodny

Świat, a raczej chciałoby się powiedzieć: światy, Tony’ego Sandovala są wyjątkowe. Zarówno poprzez rysunki, jak i ze względu na treść i wyobraźnię autora, której wizualizacja w postaci komiksu potrafi przyprawić momentami o dreszcze – raz te wywołane przez grozę, innym razem zaś, przez swego rodzaju podniecenie. Wąż wodny to fascynująca, zapadająca w pamięć opowieść, która może wydawać się momentami przesadzona, pisana jakby w jakimś oszołomieniu środkami odurzającymi, ale czyż istnieje silniejszy halucynogen niż właśnie wyobraźnia? Artysta zabiera więc nas w podróż pełną fantastycznych stworzeń, niesamowitych rozwiązań fabularnych, pięknych duchów, przyjaźni i wystawianej na wielką próbę odwagi. Sięgając po Węża wodnego, spodziewajmy się zatem przeżyć podobnych do tych, które  przypadły w udziale Alicji po wkroczeniu do Krainy Czarów.

 

Idź więc, są światy inne niż ten

(Stephen King, Roland)

Poznamy niebawem dwie dziewczyny – obie piekne i wyjątkowe, które połączy przyjaźń… a może także coś więcej? Spotkają się przez przypadek, ale wzajemna fascynacja sprawi, że nie zapomną o sobie tak łatwo. Choć nie ulega wątpliwości, że to Mila przepadła po jednym spojrzeniu na Agnieszkę. Blondwłosą dziewczynę otacza bowiem jakaś magiczna aura, zarówno tajemnicy, jak i obietnicy czegoś wspaniałego, choć jednocześnie nie do końca ziemskiego. Agnieszka zaprasza swoją nową przyjaciółkę o kruczoczarnych włosach do wspólnej zabawy:

Chodź za mną! Jesteśmy teraz zwierzętami. Ja jestem lisem, a ty wężem wodnym w masce królika.

Tymi słowami Tony Sandoval zdradza poniekąd charakter swojej opowieści – nie tylko pod względem pewnego rodzaju absurdu i surrealizmu, ale także tego, że w tej historii nic nie jest takie, jakie się wydaje. Dziewczyna nie musi być wcale zwykłą dziewczyną, sny mogą być czymś więcej niż snami, a śnieżnobiałe zęby… mogą skrywać w sobie niejedną opowieść nie z tego świata. Mila dowiaduje się wkrótce, że blondynka nie ma prawa istnieć, ponieważ zmarła kilka lat temu, pozostawiając w nieutulonym żalu zarówno rodziców, jak i młodszego brata. Czy to żart? Czy to kolejna zabawa Agnieszki, kolejne odgrywanie ról i wkładanie masek? Bo przecież Mila nie spędza czasu z duchem… Duchy nie istnieją, a nawet gdyby tak było, dlaczego akurat ona miałaby je dostrzegać? Przecież nie jest wyjątkowa…

Historii opisanej w Wężu wodnym nie da się streścić. Po pierwsze dlatego, że jest tak wyjątkowa, że każde kolejne zdanie odbierze Wam radość i… zmysłowość, jakie towarzyszą podczas lektury komiksu. Po drugie dlatego, że (ten powód jest już niesamowicie prozaiczny), nawet najuboższe streszczenie zdradziłoby za dużo. Tym bardziej cieszy, że również wydawca wziął to pod uwagę, w związku z czym na czwartej stronie okładki znajdują się te same trzy zdania, padające z ust Agnieszki, które również ja zacytowałam powyżej. Choć nie można opowiedzieć w skrócie, o czym jest Wąż wodny, nie znaczy to wcale, że nie istnieje sposób, by zachęcić do jego przeczytania. Wystarczy wspomnieć o kilku elementach, które składają się na jego wyjątkowość i założę się, że fani nietypowych komiksów lub nietypowych historii w ogóle, będą zaintrygowani konceptem Tony’ego Sandovala. W Niewidzialnych echach, które miałam przyjemność recenzować całkiem niedawno (tutaj znajdziecie tekst), autor także dotykał wielu nienamacalnych spraw, przekraczał granice bytu i świadomości, docierał do zakamarków duszy i przekraczał linię tego, co wytłumaczalne i logiczne, stawiając swoje i nasze kroki w świecie, w którym od rozumu o wiele bardziej liczą się uczucia i to, jak odbieramy świat zmysłami, a nie logiką. W Wężu wodnym, który powstał wcześniej, ta granica nie tylko zostaje przekroczona, ale wręcz zamazana. Prawda jest taka, że świat, który czeka nas po jej przekroczeniu, jest o wiele ciekawszy i bardziej emocjonujący.

Mila i Agnieszka to przeciwieństwa, które znajdują swoje odbicie nie tylko w wyglądzie dziewczyn. Oczywiście ich budowy, tak jak kształty i szczegóły twarzy, są zbliżone, tak jak to ma zazwyczaj miejsce w komiksach, ale nie bez powodu jedna może pochwalić się długimi, czarnymi włosami, a druga jasnymi, słonecznymi. Mila to nieśmiała dziewczyna, która szybko się peszy i rumieni, jest niepewna własnej wartości; tymczasem Agnieszka to żywe srebro, dziewczyna odważna, śmiała, otwarta i zwariowana. Być może to właśnie to je do siebie przyciągnęło? Poza tym Mila jest żywa, podczas gdy wszystko wskazuje na to, że Agnieszka naprawdę jest duchem. Co zatem dzieje się w świecie jej teraz bliższym? W krainie zjaw, duchów, niesamowitych historii, piękna, ale i brzydoty? Tak jak w każdym innym – liczy się odwaga, czyste serce, przyjaźń i miłość. To banał – powiecie; być może – odpowiem. Jednak czasami to właśnie tak zwany banał jest zarówno tym, czego nam najbardziej potrzeba, jak i tym, co możemy zaoferować choćbyśmy byli pozbawieni wszystkiego.

Są światy inne niż ten…. powiedział pewien chłopiec w pewnej powieści Stephena Kinga. I nie mylił się – bo nawet jeśli w nie nie do końca uwierzymy, to mamy do nich dostęp za sprawą takich historii jak Wąż wodny. Możemy im nie ufać, możemy traktować jak baśń, ale ta baśń zapewnia nam niezapomniane chwile i doznania, jakich świat, który znamy, nie zawsze jest w stanie nam dostarczyć. Są rzeczy, których nie widzimy, choć istnieją. Są pieśni, których nie dosłyszymy, choć ktoś śpiewa je głośno i wyraźnie. Są sprawy, z których nie zdajemy sobie sprawy, choć mogą nas bezpośrednio dotyczyć. Są światy, które trwają w uśpieniu, czekając aż coś lub ktoś przekroczy magiczną granicę. Na styku tych światów rodzą się najpiękniejsze historie, wspaniałe legendy, niesamowite opowieści. Jedną z nich trzymam właśnie w rękach – dzieło Tony’ego Sandovala jest dowodem na to, że wyobraźnia to chyba najcenniejszy dar, jaki może otrzymać człowiek w chwili narodzin. A jeśli do wyobraźni dołączy talent… rodzą się komiksy takie jak Wąż wodny.

Rysunki Sandovala są przepiękne, choć momentami niepokojące; tam, gdzie wdziera się mrok, jest naprawdę mrocznie, a tam, gdzie jest czas na zabawę, towarzyszą nam jasne, słoneczne barwy. Szerokie twarze postaci w połączeniu z drobnymi oczami, nosami i ustami podkreślają ten mocno już wyczuwalny element baśniowości. Jasne strony komiksu zostały zdominowane przez pastele, natomiast w tych mrocznych dominuje zgaszona czerń i szarości, a także ciemna, krwista czerwień. Niezwykle cienka, precyzyjna kreska wyciąga z komiksu jego delikatność i podkreśla ją dodatkowo, dlatego nawet, gdy dochodzi do walki lub brutalniejszej sceny – czujemy w tym wszystkim pewną subtelność. Przyjmujemy ją bez cienia wahania, bo pasuje do tej historii jak ulał. Szorstki papier, na jakim wydrukowano Węża wodnego nie tłamsi pastelowych, akwarelowych wręcz w odbiorze odcieni, co mogłoby stać się udziałem błyszczącego, kredowego papieru, dlatego dobrze, że wydawnictwo zastosowało takie “surowe” strony. Okładka prezentuje się fantastycznie i muszę przyznać, że ta przemawia do mnie o wiele bardziej niż oprawa poprzedniego wydania.  Ten komiks aż chce się brać w ręce i oglądać ponownie, i czytać raz jeszcze.

Wąż wodny to historia wyjątkowa i dlatego też może się zdarzyć, że nie każdemu przypadnie do gustu. Może się okazać, że ktoś dostrzeże w niej za dużo fantastycznych zdarzeń, zbyt wiele absurdu… Ale, jeśli mam być szczera, nie dla takich ludzi ten komiks powstał i nie ci ludzie, mają czerpać przyjemność z lektury. Dzieło Sandovala to niezwykła wędrówka ku innym światom, pobudzająca zmysły i prezentująca się przepięknie. Ma w sobie wszystko, co powinna mieć dobra historia – wchodząc do świata w niej opisanego, zanurzamy się w nim po czubek głowy, aż brakuje nam tchu i choć zdajemy sobie sprawę z tego, że w końcu będziemy musieli się wynurzyć, póki opowieść trwa, nie myślimy o tym, bo inne światy niż nasz również potrafią być piękne i fascynujące. Wąż wodny to niezapomniana wędrówka – dla niektórych być może będzie efektem zbyt wybujałej wyobraźni; dla mnie jest przygodą, jakiej bez talentu Sandovala bym nie przeżyła.

Fot.: Timof i cisi wspólnicy

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *