Gang z klasą – „Peaky Blinders”, sezon 3 [recenzja]

Każdy, kto lubi oglądać seriale i choć jako tako interesuje się serialowym światkiem, wie, że życie fana produkcji małego ekranu nie zawsze usłane jest różami. Bywa tak, że nasz ukochany serial, którego poziom, wydawać by się mogło, nigdy nie spadnie, nagle leci na łeb na szyję (patrz Dexter). Zdarza się również, że to, co zapowiada się fenomenalnie, zabija swój potencjał durnymi rozwiązaniami fabularnymi lub przesadnym komplikowaniem wątków (Orphan Black). Rzadko z kolei występuje sytuacja, by dany serial utrzymywał stały, wysoki poziom, bądź jeszcze podwyższał poprzeczkę z każdym kolejnym rokiem (udaje się to np. w Shameless). W przypadku omawianej tu produkcji BBC właśnie coś takiego ma miejsce. Brytyjskie Peaky Blinders jest nie tylko najlepszym serialem z Wysp ostatnich lat, ale znajduje się również – moim skromnym zdaniem – w czołówce najlepszych dzieł małego ekranu, jakie w ogóle możemy obecnie oglądać w telewizji. Co powoduje, że osadzona w dwudziestoleciu międzywojennym w Birmingham historia rodziny Shelbych oraz gangu, którego znakiem rozpoznawczym są wszyte w kaszkiety żyletki, nadal pozostaje świeża, a poziom zakończonej właśnie serii trzeciej przebija dwie poprzednie odsłony? O tym w tekście poniżej, jednak – jak zawsze w takich przypadkach – UWAGA NA SPOILERY! Postaram się, by nie było ich wiele, jednak całkowicie uniknąć się ich nie da.

Zacznę może od tego, że Peaky Blinders emitowane jest już od 2013 roku, ja jednak zabrałem się za oglądanie… miesiąc temu. Na szczęście poszczególne sezony są bardzo (zdecydowanie zbyt!!) krótkie, ponieważ każda seria liczy po zaledwie sześć (fakt, że godzinnych) odcinków. Dlatego też udało mi się nadrobić całość w prawie że idealnym momencie, ponieważ z osiemnastu wyemitowanych do tej pory epizodów 17 obejrzałem „z marszu”, ostatni jednak udało mi się zobaczyć tak jak trzeba, czyli będąc już na bieżąco, w dniu premiery. Dlaczego o tym piszę? Powody są dwa. Pierwszy jest taki, że ogólna zasada dotycząca oglądania seriali mówi o tym, że jeśli daną produkcję ogląda się ciągiem, to z reguły jej odbiór jest lepszy, pewne mankamenty (jeśli występują) przysłonięte są tymi lepszymi momentami, a całość zlewa się w jedno, co odwraca uwagę od ewentualnych słabszych stron. Ja jak już pisałem, oglądałem ciągiem, jednak wierzcie mi na słowo, nawet oglądanie tych osiemnastu odcinków przez trzy lata nie wpłynęłoby na ocenę hitu BBC, ponieważ próżno szukać w nim wpadek. Drugą kwestią jest to, że jak również już wspomniałem, zacząłem przygodę z Peaky Blinders miesiąc temu – na początku maja nie wiedziałem jeszcze, na czym polega fenomen serialu, o którym wiele dobrego słyszałem już od dłuższego czasu. Dlatego jeśli Wy również nie mieliście jeszcze przyjemności zetknąć się z brytyjskimi gangsterami początku XX wieku, jeśli odstrasza Was (jak i mnie początkowo odstraszał) klimat smutnej Anglii czy fakt, że jest to serial kostiumowy, opowiem Wam, zanim przejdziemy do omówienia serii trzeciej, słów kilka o samym serialu, od samego początku.

12

Akcja rozpoczyna się w 1919 roku w Birmingham. Miasto to jest wówczas niczym innym, jak zapyziałą, usmoloną dziurą na mapie Wielkiej Brytanii. Na ulicach błoto po kostki, w powietrzu unosi się przesłaniający błękit nieba dym z wielkich fabryk, a o wpływy w mieście walczą małe emigranckie nacje. Wśród walczących są i Peaky Blinders. Kim są? To grupa przestępcza, na czele której stoi rodzina Shelbych, a dokładnie rzecz ujmując Tommy Shelby (fenomenalny, o czym zresztą jeszcze później, Cillian Murphy). Pomagają mu bracia – brutalny Arthur (Paul Anderson) i John (Joe Cole), a także ciotka i opiekunka całej trójki, Polly Gray (niewiele ustępująca Murphy’emu, Helen McCrory). Działalność Peaky Blinders dzieli się na tę bardziej legalną oraz rzecz jasna tę wbrew prawu, przy czym, co chyba oczywiste, skupiamy się przede wszystkim na tej drugiej. Bohaterowie zarabiają na haraczach, handlu na czarnym rynku oraz – głównie – na nielegalnych zakładach bukmacherskich związanych z wyścigami konnymi. Kiedy poznajemy rodzinę Shelby oraz Peaky Blinders, nie są oni żadnymi potentatami – fakt, ludzie w mieście czują przed nimi respekt, jednak daleko im do sycylijskiej mafii, „na rynku” znajdują się wówczas potężniejsi gracze. Bardzo ważną (w zasadzie kluczową) rolę spełnia tu czas osadzenia akcji, rzecz bowiem dzieje się mniej więcej rok po zakończeniu I Wojny Światowej, a większość członków gangu to wojenni weterani z Francji. Jest to istotne z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że w momencie (historycznym) rozpoczęcia akcji w całej Wielkiej Brytanii trwa walka z komunistami oraz starcia na rzecz wyzwolenia Irlandii, co przekłada się na obecność kolejnych postaci na ekranie. Znajdą się tu m.in. niezłomny pan policjant, tajna agentka wywiadu czy też sam Winston Churchill. Drugim powodem jest to, że aby zrozumieć postępowanie członków rodziny, musimy się wraz z nimi cofać wspomnieniami do czasów wojny, co z kolei prowadzi do pokazania widzowi, że większość naszych bohaterów to książkowe przykłady ludzi z pourazową traumą, w umysłach których wojna odcisnęła swoje piętno.

14

Tak więc mamy tu do czynienia z siejącymi postrach gangsterami niższego szczebla, którzy swoje już w życiu przeszli. Jak nietrudno się jednak domyślić, nie bez powodu nakręcono już trzy serie Peaky Blinders (zamówione są już czwarta i piąta odsłona), akcja ani na chwilę nie stoi bowiem w miejscu. Punktem zaczepnym jest moment, w którym w dość przypadkowy sposób w ręce gangu wpada cały arsenał skradzionej z magazynu broni. Obiekt pożądania wszystkich – Irlandczyków, komunistów i przede wszystkim policji. Fakt ten postanawia wykorzystać głowa rodziny Shelby, czyli Tommy, którego marzeniem jest wzmocnienie pozycji Peaky Blinders w mieście, a w perspektywie również w skali kraju. Czy sztuka ta się udaje, czy nie – nie będę już opowiadał, by nie psuć zabawy tym, którzy po serial dopiero sięgną, powiem tylko, że droga łatwa nie będzie, ponieważ staną na niej nie lada przeciwnicy, znajdą się tu zarówno gangi rodzime (brytyjskie), jak i cygańskie, włoskie oraz żydowskie. Summa summarum po wielu bojach, w ostatnim odcinku drugiego sezonu, Tommy cudem uchodzi z życiem, kiedy wydaje się, że pożegnamy się na zawsze z głową rodziny; szczęśliwy (szczęśliwy?) los sprawia, że ocierając łzy, główny bohater pozostaje przy życiu. W ostatniej scenie twórcy dodatkowo zostawiają nas z niezłym cliffhangerem, kiedy to Cillian Murphy rozsiada się w fotelu, mówiąc, że czas już na zmiany, że się zakochał i zamierza się ożenić. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że nie było wiadomo, która z pań zostanie wybranką Thomasa. Kandydatki były dwie, obie mało prawdopodobne – grana przez Annabelle Wallis Grace oraz May (w tę postać wcieliła się Charlotte Riley).

11

Już pierwsze minuty dają nam odpowiedź na nurtujące fanów pytanie. Dzięki być może niezbyt wyszukanemu, lecz skutecznemu zabiegowi przesunięcia akcji o dwa lata do przodu, rozpoczynamy ostatnią z dotychczasowych odsłon ślubem, na którym panną młodą okazuje się być jednak Grace. Czy jest to zaskoczenie? I tak, i nie. Jej konkurentka w poprzednim sezonie pojawiała się na ekranie zdecydowanie częściej, jednak chyba wszyscy miłośnicy gangu z Birmingham wiedzieli w głębi, że tak naprawdę nie było chyba innej opcji niż Grace. To zawsze była Grace. No więc Tommy i Gace. Tommy, Gracei ich krwawe gody. Bo chyba nikt z widzów nie spodziewał się, że będzie to pełen wzruszeń, szczerych uśmiechów i niezmąconej radości ślub. W trakcie odcinka zauważamy bowiem, że o ile status rodziny Shelby zdecydowanie się podniósł, a zapyziałe uliczki Birmingham zamieniono na luksusową posiadłość, piękne samochody i ochroniarzy, o tyle wciąż wiszą nad Peaky Blinders ciemne chmury, czyli między innymi szemrane interesy, w które wplątał się główny bohater oraz dług, jaki ma do oddania, a który wciąż nie został spłacony. Pierwszy odcinek trzeciego sezonu pokazuje nam również, że umocniła się w grupie pozycja kobiet, które od tej pory będą miały na działania gangu zdecydowanie większy wpływ. Na czele stoi oczywiście ta, która „u władzy” znajdowała się od samego początku, czyli ciotka Polly. W tym momencie należą się ogromne brawa dla wcielającej się w tę rolę Helen McCrory. Jest to prostu genialna! Aktorka momentami kradnie show, na przestrzeni całego sezonu przyćmiewając większe nazwiska dużego ekranu, które pojawiają się w produkcji BBC. Twarda kobieta, która przeżyła już wiele, teraz w roli matki, ciotki, kochanki i szyi sterującej całą organizacją, jest fenomenalna. Jedna z najbardziej wyrazistych serialowych bohaterek, jakie obecnie widujemy na ekranach telewizorów.

13

Czym byliby jednak Peaky Blinders gdyby nie wrogowie, z którymi muszą się zmierzyć? Ich wcześniejsze spory kończyły się różnie (choć nie problem odgadnąć, że w większości przypadków na korzyść Tommy’ego i spółki). Jak mówiłem, przewinęła się tu już większość możliwych nacji. Włosi, Cyganie, Żydzi, Angole… Brakuje więc już chyba tylko Niemców oraz no właśnie… Rosjan. Nie trzeba już nawet sugerować się historią świata, by wiedzieć, że jeśli w jakimkolwiek konflikcie pojawiają się ruscy, nic dobrego to nie wróży. W trzecim sezonie brytyjskiego przeboju pojawiają się właśnie oni i już nie spoilerując, powiem tylko, że i tym razem nie zapowiada to niczego dobrego. Warto jednak osobne zdanko poświęcić jednej z nowych postaci. Postaci złej ze wszech miar i prawdopodobnie najbardziej bezwzględnemu czarnemu charakterowi, jaki pojawił się w Peaky Blinders. Gorszy od wszystkich mafiozów razem wziętych… ksiądz. A właściwie „ksiądz”, bo pracującego dla jednego z wywiadów ojca Johna Hughesa (Paddy Considine) trudno nazwać przyjaznym duchownym z powołania. Autentycznie, mówię to jako widz – były momenty w ostatnim sezonie, kiedy aż chciało się wejść do telewizora, złapać tego skurczybyka za gardło i dusić, dusić, dusić, aż zabraknie mu tchu. Wyrachowany, dwulicowy „kapłan” był zdecydowanie jednym z najbardziej wyróżniających się bohaterów tej odsłony. Wcielający się w tę rolę Considine spisał się znakomicie, bo o ile rzeczywiście chciało się mu strzelić kulkę w łeb, o tyle właśnie taki miał być. Fantastycznie odegrana rola!

Programme Name: Peaky Blinders 3 - TX: n/a - Episode: Peaky Blinders III Ep 3 (No. 3) - Picture Shows: Father John Hughes (Paddy Considine) - (C) Caryn Mandabach Productions Ltd & Tiger Aspect Productions Ltd 2016 - Photographer: Robert Viglasky

No dobrze, aby uniknąć dalszego zdarzania fabuły, skupimy się na aspektach, które powodują, że Peaky Blinders wychyla się przed szereg. Wymienię dwa i będą nimi aktorstwo oraz muzyka. Zacznę od tego drugiego, choć, żeby było bardziej fair, by nie umniejszać żadnej ze składowych tej genialnej produkcji, do muzyki dodam jeszcze kostiumy i cały efekt wizualny, a wszystko to podepniemy pod szeroko pojęty „klimat”. Więc tak, pierwszym co rzuca się w oczy, jeśli włączymy dowolny odcinek omawianego serialu, są piękne, klasyczne kostiumy. Panowie w kaszkietach i stylowych marynarkach, panie w pięknych sukniach (to akurat dopiero w sezonie trzecim) i perłach na szyjach. Wszystko to wygląda jak przysłowiowy milion dolców i choć budżet serialu jest co prawda większy, to daleko mu do środków, jakimi dysponują przykładowe Showtime, Netflix czy AMC. Co jednak najlepsze – różnicy tej w ogóle nie widać. Można Brytyjczykom zarzucać różne rzeczy, jednak trzeba im oddać, że potrafią za wcale niewielkie jak na warunki współczesnej telewizji pieniądze, stworzyć kapitalny historyczny/gangsterski serial, który w warstwie wizualnej ani o jotę nie ustępuje wielomilionowym produkcjom rodem ze Stanów Zjednoczonych. Tym, co obok świetnych kostiumów, kapitalnie oddaje gangsterski klimat serialu jest oczywiście muzyka. Piszę oczywiście, ponieważ od pierwszego, wyemitowanego trzy lata temu odcinka, to właśnie ścieżka dźwiękowa stanowi jeden z najmocniejszych punktów Peaky Blinders i tak jest po dziś dzień. Fantastyczne jest to, że twórcy mieszają tu klasykę oraz zupełnie nowe brzmienia, a każdy jeden wykorzystany w serialu utwór brzmi, jakby został skomponowany właśnie na potrzeby Peaky Blinders! Naprawdę, zdaje sobie sprawę, jak mogą brzmieć te słowa, jednak jeśli ktoś nie wierzy mi na słowo, polecam zapoznanie się z soundtrackiem któregokolwiek z trzech sezonów. Znajdziecie tam kawałki takich wykonawców jak Johnny Cash, The White Stripes, PJ Harvey, Radiohead, Arctic Monkeys, David Bowie, Tom Waits, The Kills, Jack White, a przede wszystkim Nick Cave. Nick Cave i jego Red Right Hand będące poniekąd „czołówką” serialu (który swoją drogą, klasycznego intro nie posiada). Palce lizać!

Nick Cave And The Bad Seeds - Red Right Hand (Peaky Blinders OST)

Peaky Blinders nie stałoby się jednak takim przebojem, gdyby nie świetni aktorzy. Wspominałem już o wybitnych kreacjach Helen McCory, Paddy Considine’a oraz Cilliana Murphy’ego (rola życia) i na dobrą sprawę mógłbym tak komplementować zdecydowaną większość obsady, zwłaszcza że w zakończonym właśnie sezonie dużo zyskały postaci najbardziej brutalnego z braci Shelby, Arthura (Paul Anderson), który w końcu się zakochał, mało tego, postanowił się nawrócić (szok!), oraz syna Polly, Michaela (Finn Cole) – on z kolei z gryzipiórka staje się wreszcie pełnoprawnym członkiem gangu. Na pochwały zasługują również bohaterowie drugoplanowi w tym jeden, którego głupio byłoby nie wyróżnić. Mowa tu o znanym chociażby ze Zjawy czy filmu Mad Max: Na drodze gniewu, Tomie Hardym, który w Peaky Blinders wciela się w bossa żydowskiego gangu, Alfie Solomonsa. Postać, która odcisnęła swe piętno na historii Shelbych w poprzednim sezonie, powraca i znów kranie każdą scenę! Akcent, mimika, to szaleństwo w oczach – tego się nawet nie da opisać, dlatego jeśli nie macie ochoty sięgnąć po omawiany serial, odpalcie sobie chociaż na Youtubie dowolną scenkę z Hardym w roli brodatego Żyda; z ręką na sercu obiecuję – oczaruje Was!

15

Sporo było w tym tekście komplementów, niewiele zaś o samej treści sezonu trzeciego (pomijając wesele, Rosjan i księdza) – nie chciałem psuć zabawy tym, którzy najnowszą odsłonę mają dopiero przed sobą. Uwierzcie jednak na słowo, że ładunek emocjonalny zawarty w trzeciej serii jest jeszcze większy niż w dwóch poprzednich, więcej jest również nieoczekiwanych zwrotów akcji (największy twórcy serwują nam w ostatniej scenie!!) oraz dramatów, jakich w Peaky Blinders jeszcze nie było. A wszystko to podane z klasą, bo i klasę prezentuje produkcja BBC i to pod każdym względem – każdy najmniejszy nawet detal jest tutaj dopracowany na poziomie nieosiągalnym dla większości dzieł małego ekranu. Ja już teraz zastanawiam się, jak uda mi się przeżyć rok bez facetów (i kobiet) z Birmingham, a jeśli i Wy chcecie mieć podobny problem, jak najszybciej sięgajcie po Peaky Blinders, serialu wartego każdej spędzonej z nim minuty.

16

Fot.: BBC

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.