Powieść Tove Alsterdal Weź mnie za rękę wybrano najlepszym szwedzkim kryminałem 2014 roku. Czy tak ogromne wyróżnienie jest zasłużone? Nie do końca, chociaż trzeba przyznać, że powieść wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Problemem jest zbyt duża liczba wątków, które w pewnym momencie przytłaczają czytelnika.
Charlie Eriksson wypada z balkonu. Wszystko wskazuje na to, że młoda kobieta popełniła samobójstwo, zwłaszcza że w jej ciele policja znalazła ślady narkotyków, a do tego ofiara wcześniej parę razy próbowała odebrać sobie życie. Jakby tego było mało, Charlie już jako nastolatka się buntowała, chodziła własnymi ścieżkami i raczej nie można jej nazwać ułożoną panienką. Jej siostra Helene zaczyna jednak podejrzewać, że policja za szybko umorzyła śledztwo, a za przerażającym skokiem kryje się coś więcej niż tylko niezrównoważona psychicznie młoda buntowniczka i nielegalnie zdobyte prochy. Helene będzie musiała prześledzić działania siostry, a to łączy się z powrotem do przeszłości, o której już prawie zapomniała.
Moda na skandynawskie kryminały nie przemija, ale im więcej ich czytam, tym częściej odnoszę wrażenie, że są do siebie podobne. Tove Alsterdal na pewno wyróżnia się na tle innych autorów, bo choć Charlie ginie w Sztokholmie, Helene będzie prowadzić śledztwo nie tylko w całej Skandynawii, lecz także w Buenos Aires i Wenezueli. Razem z bohaterami spojrzymy na to, co działo się w malowniczym Buenos Aires w latach 70. i to zdecydowanie nie będą miłe wspomnienia, a nawet trafimy do Berlina w sam środek niezbyt legalnych interesów.
Wątki społeczne, obyczajowe czy rodzinne to już w kryminałach norma. Stara szkoła Agathy Christie zdecydowanie się już nie sprawdza, więc teraz chcemy czegoś więcej. Liczymy na to, że nasi detektywi – profesjonalni lub nie, kierujący się zawodowym obowiązkiem bądź emocjami – mają jakieś życie poza prowadzoną sprawą i chcemy o nim przeczytać. Weź mnie za rękę to jednak dużo więcej, bo obok morderstwa, sytuacji rodzinnej i poszukiwania własnej tożsamości, są też wielkie interesy, tortury i dawne sprawy polityczne. Z jednej strony to właśnie dzięki temu powieść Alsterdal nie jest kolejnym kryminałem stworzonym jak od kalki byle wykorzystać niesłabnącą popularność gatunku i fascynację zimną Skandynawią. Trzeba też przyznać, że nie spodziewałam się takiego zakończenia i nawet po jego przeczytaniu wciąż nie mogę w to uwierzyć. Mam ochotę zadać mordercy kilka dość istotnych pytań, bo jego działanie moim zdaniem nie było szczególnie logiczne, ale to nie jest właściwy moment. Niestety moje pytania byłyby spoilerem, a nawet zdradzałyby, kto dokonał tego czynu, więc się powstrzymam. Tove Alsterdal często przywołuje Boską komedię Dantego, a zwłaszcza Piekło. We współczesnej wersji jest na pewno jakiś krąg dla osób spoilerujących książki, filmy i seriale, a nawet specjalna komora dla tych, którzy w ten sposób zabijają kryminał, a ja wolę do niej nie trafić, jeszcze nie.
Tove Alsterdal umieściła w swojej powieści tak wiele wątków i połączyła tyle spraw, że chwilami nie sposób się w nich odnaleźć. Nie chodzi o to, że czytelnik nie wie, co się dzieje. Autorka doskonale włada słowem i potrafi prowadzić odbiorcę tak, żeby zawsze miał świadomość, co go czeka. Jednak ciągłe przemieszczanie się z miejsca na miejsce i przeskakiwanie od lat 70. do współczesności może prowadzić do pewnego rodzaju zagubienia. Chodzi przede wszystkim o dziwne poczucie, że tyle zwariowanych wydarzeń i nieprzewidzianych okoliczności nie mogło spleść się w zaledwie jednej opowieści. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka najpierw bardzo namieszała, a potem trochę za bardzo chciała wszystko wyjaśnić odbiorcy. Gdyby skupiła się tylko na losach zaginionej matki Charlie i Helene opowieść by na tym zdecydowanie zyskała.
Tove Alsterdal potrafi pisać sprawnie, a kolejne opisy są bardzo plastyczne i sugestywne. Na pewno warto przeczytać tę historię i żaden miłośnik kryminału nie powinien być rozczarowany intrygą czy zakończeniem, bo powieść jest bardzo dobra. Najchętniej wycięłabym jednak kilka wątków, a w zamian rozbudowała pozostałe, a wtedy mogłabym przychylić się do opinii, że to kryminał roku. W tej wersji jest dla mnie jednym z bardzo dobrych.
Doktorantka na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Pilnie śledzi wszystkie zmiany zachodzące w sferze literatury i kultury. Książkoholiczka, która ma słabość do dobrej literatury dla dzieci, a od czasu do czasu zajmuje się analizowaniem przekładu literackiego. Uważnie śledzi rozwój polskiej kultury.
Na tej stronie wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? ZGADZAM SIĘ
Manage consent
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.