Komiksy,Recenzje

Bo rodzinę można stworzyć z każdym – Brigitte Luciani, Eve Tharlet – „Pan Borsuk i pani Lisica – 1 – Spotkanie”

pan borsuk i pani lisica
pan borsuk i pani lisica

Bardzo żałuję, że swoją przygodę z komiksami rozpoczęłam, będąc już dorosłą kobietą. Żałuję, że tak długo nie potrafiłam się do nich przekonać i że świat komiksów był czymś dla mnie kompletnie obcym przez tyle lat. Myślę, że powieści graficzne to niejednokrotnie wspaniałe dzieła, które czasami potrafią przemówić do czytelnika nawet mocniej niż tradycyjne książki, o czym wspominałam chociażby przy okazji recenzji niezapomnianego komiksu Codzienna walka. Dlatego tym bardziej cieszę się, że Wydawnictwo Egmont postanowiło otworzyć swoje podwoje i świat komiksu dla najmłodszych czytelników. Seria Mój pierwszy komiks oznaczona wiekowo jako 5+ może być wspólnie czytana przez rodziców i nawet nieco młodsze dzieci i z pewnością dostarczy zarówno wspaniałej zabawy, jak i cennych nauk i wartości. Nie zapominając oczywiście o walorach wizualnych. Jedną z powieści graficznych wchodzących w skład nowej serii jest publikacja Pan Borsuk i pani Lisica, seria, której pierwszy tom zatytułowany Spotkanie zapoznaje nas z nietuzinkowymi bohaterami.

W Spotkaniu poznajemy sympatyczną rodzinę Borsuków – tatę, dwoje jego łobuzerskich synów, Borka i Szperaczka, a także najmłodszą córeczkę Malinkę. Jak dowiemy się później, mamę małych borsuków pokonała paskudna choroba, dlatego tata wychowuje ich sam. Urocza czwórka mieszka w przytulnej norce, która już wkrótce okaże się za mała, zwłaszcza że dzieci przecież rosną. Jednak nie aż tak naglący problem robi się pilny, kiedy pewnego dnia do domu rodziny Borsuków zagląda pani Lisica ze swoją charakterną córką Różą. Okazuje się, że myśliwi odkryli norę będącą jeszcze do niedawna ich domem, więc mama i córka musiały uciekać w popłochu. Mając nadzieję, że znajdą schronienie, trafiły pod drzwi Edmunda, Borka, Szperaczka i Malinki. Pan Borsuk  to gospodarz o złotym sercu, które nie pozwoliło wyrzucić mu zbłąkanych Lisów. I choć dwojgu braci niezbyt podobała się wizja odstąpienia jednego z łóżek nieco zadzierającej nosa Róży, to oczywiście decyzja ojca była nieodwołalna. I choć to miała być tylko chwilowa pomoc, dopóki pani Lisica i jej córka nie znajdą swojego miejsca w lesie, to szybko okazuje się, że dorośli bardzo się polubili, świetnie się ze sobą dogadują, a wspólne mieszkanie ma dla nich same korzyści. Postanawiają więc powiększyć norę (co pan Borsuk i tak miał w planach) i stworzyć rodzinę, w której będą się wspierać i kochać. 

Róża, Borek i Szperaczek próbują się ze sobą jakoś dogadać, ale szybko wychodzi na jaw, że różnica gatunków niesie ze sobą także kompletną różnicę charakterów i upodobań.

[…] lisy i borsuki nie są stworzone do życia razem. Zbyt mocno się różnimy! […] borsuki są zbyt powolne… A lisy zbyt porywcze. Borsuki są tak przezorne, że wszystkiego się boją… A lisy to zawadiaki! Borsuki są przesadnie dokładne, wszystko muszą mieć w równym rządku… A lisy to bałaganiarze! Naprawdę nic nas nie łączy! 

Dzieci postanawiają więc w chytry jak na lisy, ale i skrupulatny i przemyślany, jak to u borsuków, sposób, przekonać do swoich racji rodziców, którzy zdają się nie widzieć różnic stojących na drodze do stworzenia szczęśliwej rodziny. Czy ich plan wypali? Jak potoczą się losy dwóch rodzin, które połączyło międzygatunkowe, ale szczere i piękne uczucie, którego podwalinami była bezinteresowna pomoc i dobroć serca? Sięgając z dziećmi po pierwszy tom serii Pan Borsuk i pani Lisica, znajdziemy odpowiedzi na te pytania i odbędziemy wspólnie z pociechami wspaniałą, pouczającą przygodę, która może stać się świetnym przyczynkiem do ważnych i potrzebnych rozmów na temat miłości, różnic między ludźmi i tego, że w gruncie rzeczy, nawet bardzo się różniąc, jesteśmy do siebie niezwykle podobni.

Spotkanie ma wszystko, by przyciągnąć do siebie młodszego czytelnika. Historia jest prosta, ale nie brakuje w niej ciekawych dialogów i drobnych zwrotów akcji. Fabuła prowadzona jest tak, by odbiorca się nie pogubił, również plansze nie zaskakują skomplikowaną formą, by powoli oswajać początkujących miłośników komiksu do obcowania z takim rodzajem opowieści. Głównymi bohaterami są dzieci pana Borsuka i pani Lisicy i to z ich perspektywy obserwujemy zmagania z oswojeniem się z nową sytuacją, na którą Borek, Szperaczek i Róża się nie godzą. Ich rodzice postanawiają bowiem założyć w zasadzie taką patchworkową, jakby to opisały dzisiejsze tabloidy, rodzinę, w dodatku – co szalenie ważne dla istoty opowieści – międzygatunkową. Dzieci nie wyobrażają sobie takiego mezaliansu, co jest ciekawym zabiegiem, bo zazwyczaj to dorośli zwracają uwagę na tego typu konwenanse. Pan Borsuk i Pani Lisica to jednak opowieść dla młodszych czytelników, a fakt, że to właśnie postaci mogące być ich rówieśnikami z czymś się zmagają, sprawia, że problem ów łatwiej do nich dotrze i będą go rozpatrywały właśnie przez pryzmat swoich uczuć, a nie emocji i racji dorosłych.

Pan Borsuk i Pani Lisica to taka współczesna opowieść jakby żywcem wyjęta z Bajek Ezopa. Zwierzęta mają wszystkie nasze, ludzkie, cechy – zarówno zalety, jak i przywary. Pan Borsuk jest empatyczny i wychodzi do innych z sercem na dłoni, pani Lisica wydaje się skromna, ciepła i życzliwa. Ich dzieci natomiast to istne wulkany energii, ale każdy z nich ma swoje unikalne cechy. Nie brakuje im też takiej wspólnej zadziorności. Kłócą się o to, czyja zabawa jest lepsza, który gatunek ma więcej zalet. Próbują się jednak jakoś porozumieć, choć nie jest to dla nich łatwe, bo nagle, z dnia na dzień, znajdują się w zupełnie nowej sytuacji, o której kilka dni wcześniej nawet by nie pomyśleli. Ich życie się zmienia, a to dla dzieciaków nigdy nie jest łatwa sytuacja. 

Spotkanie w świetny, delikatny sposób, w dodatku za pomocą opowieści dziejącej się w świecie zwierząt, mówi o tym, że choć różnimy się od siebie na tak wielu płaszczyznach, to w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami. Uczy, że takie wartości jak przyjaźń, rodzina, miłość, bliskość, współczucie, strach, pragnienie akceptacji czy radość nie patrzą na kolor futra (a więc i skóry), gatunek, szybkość poruszania się, upodobania dietetyczne, długość ogona czy siłę fizyczną. Że rodzinę można stworzyć z każdym, kogo się wybrało, nie patrząc na nic poza tym, czy nikt na tym nie cierpi, a nasi najbliższy są szczęśliwi. 

Ilustratorka Eve Tharlet we wspaniały sposób ożywiła postaci zwierząt w Spotkaniu. Są one wciąż zwierzętami, ale poruszają się na dwóch łapach, chwytają przedmioty tak, jakby miały kciuki, potrafią także mimiką wyrazić wiele emocji. Akwarelowe plansze przyciągają uwagę, ale też Tharlet nie użyła mocnych, intensywnych barw mogących męczyć oczy kilkulatka. Kolory są stonowane, pięknie się ze sobą łączą i przechodzą, tworząc fantastyczny, leśny świat, co dodatkowo może wzbudzić chęć do spaceru i obcowania z przyrodą. Kontury są ultracienkie, niemal niedostrzegalne, podbijając efekt subtelności i delikatności. Artystka zadbała także o wiele szczegółów, co widać bardzo dobrze na przykładzie nory pana Borsuka, gdzie na sznurkach wiszą suszące się zioła, po podłodze walają się rozrzucone zabawki, w tle na półce pysznią się czerwone jabłka. Zaznaczone są nawet słoje na pieńkach, które służą rodzinie jako krzesła. Twarda, lecz gąbkowana okładka również cieszy oko i będzie stanowić ozdobę na półce – zarówno tej dziecięcej, jak i u dorosłego kolekcjonera. Warto wspomnieć również o tym, że choć teksty w dymkach nie są pisane drukowanymi literami, to są odpowiednich rozmiarów, są czytelne i wyraźne, w związku z czym nie powinny sprawić problemu w przypadku, kiedy młodszy czytelnik będzie sam przedzierał się przez kolejne, przepiękne i ciekawe strony opowieści.

Komiks  autorstwa Brigitte Luciani z przepięknymi ilustracjami Eve Tharlet jest nie tylko wspaniałą rozrywką, ale także mądrą opowieścią, tak bardzo potrzebną w obecnych czasach, tym bardziej w obecnej Polsce. Jest z jednej strony prosty, ale z drugiej tą prostą opowieścią o rodzinach borsuków i lisów, które postanawiają zamieszkać razem, uczy i tłumaczy sprawy, których nie porusza się w wielu obowiązkowych lekturach szkolnych. Przekazuje podstawowe wartości i prawdy, które dla niektórych są wciąż nie do pojęcia. Wszyscy czujemy tak samo, bez względu na to, jak wyglądamy, jakiej jesteśmy płci i gdzie mieszkamy. Wszyscy mamy takie samo prawo do miłości, przyjaźni, posiadania szczęśliwej rodziny lub do życia w samotności. I nikt nie powinien tego kwestionować. A jeśli, tak jak w komiksie Pan Borsuk i pani Lisica, to dorośli będą dawać dobry przykład dzieciom – ten świat ma jeszcze szansę.

Na koniec chciałam wspomnieć, że na podstawie komiksu powstała seria bajek.

Fot.: Egmont

Podobne wpisy:

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *