Chcę się odprężyć, nie myśleć przez chwilę o sprawach, nad którymi debatuje zatroskana ludzkość. Chcę się pośmiać, nie ubolewać chwilowo nad skutkami naszych działań, które przynoszą nieoczekiwane, choć przecież spodziewane konsekwencje. Chcę wrócić choć na chwilę do beztroskich lat studiów – kiedy świat stał przede mną otworem, wszystko było możliwe, a na zły humor zawsze działało lane piwo. Chcę przyjrzeć się dziewczyńskiej przyjaźni – takiej, która rodzi się z największych różnic i trwa w najlepsze mimo przeszkód… Chcę rozczulić się nad złamanym sercem, które wydaje się, że nigdy nie wróci do formy. Chcę zanurzyć się w lekturze, która wciągnie mnie w swój kolorowy, szalony świat, będący jednocześnie tak zwykłym i dobrze znanym. Sięgam więc po kolejny, do tej pory ostatni wydany w Polsce tom Giant Days – Nie wariuj, Daisy. I dostaję to wszystko.
Połowa października. Nauka rusza pełną parą. Czas więc po raz kolejny sprawdzić, jak radzą sobie nasze ulubione studentki – Susan, Esther i Daisy. W tomie szóstym, zatytułowanym Nie wariuj, Daisy, spotykamy je, kiedy wracają do domu z zajęć szkicowania, wymieniając się oczywiście kąśliwymi uwagami na temat swoich prac. Niestety, ich dobry humor znika, kiedy okazuje się, że w ich mieszkaniu ktoś był podczas ich nieobecności. W dodatku ktoś, kto postanowił sobie przywłaszczyć ich rzeczy – laptopy, aparat fotograficzny, telewizor. Dziewczyny, kiedy mija już strach, że włamywacz mógłby nadal być w mieszkaniu, uspokajają się, kiedy dociera do nich, że na szczęście dzięki namowom Daisy (a właściwie propozycji nie do odrzucenia) ubezpieczyły się, więc będą mogły odkupić swoje sprzęty. Niestety nie wszystko da się kupić, a nowe nie zawsze jest zamiennikiem starego. Okazuje się bowiem, że straty, które poniosła Daisy, są nie do odkupienia. Studentka z burzą włosów straciła bowiem to, co najcenniejsze – wszystkie pamiątki, jakie miała, po zmarłych rodzicach. To wydarzenie staje się pretekstem do tego, by Susan i Esther w końcu poznały historię Daisy, a ta – wzrusza je do łez. Do przeogromnych łez. To z kolei sprawia, że postanawiają zrobić wszystko, by odzyskać skarby swojej przyjaciółki. Nawet jeśli miałoby to oznaczać starcie z największymi zbirami w najgorszym barze dla zbirów.

Twórcy nie zapominają jednak, rzecz jasna, o pozostałych bohaterkach Giant Days. Susan także dostanie swoją historię. Nasza zatwardziała palaczka będzie zmagała się nie tylko z patrzeniem, jak związek jej ukochanego kwitnie, ale także z coraz gorzej rozwijającym się kaszlem, a w końcu chorobą, która rozłoży ją na łopatki. A kiedy panna Ptolemy nie będzie chciała iść do lekarza, Daisy wezwie nadzwyczajne posiłki, które wyzwolą w dziewczynach uczucia i potrzeby, których mogłyby się jako „doświadczone” studentki drugiego roku po sobie nie spodziewać. Esther z kolei dokona niemożliwego – wyszoruje na błysk najbardziej zabrudzony piekarnik, jaki w życiu widziała. Niestety nie zapewni jej to awansu w Bakermax, który wiązałby się ze staniem za ladą i wydawaniem reszty zamiast machaniem ścierką i odurzaniem się detergentami. Nasza mroczna piękność postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i złożyć CV do sklepu z komiksami, na których… kompletnie się nie zna. Co z tego wyniknie? Oczywiście same zabawne sytuacje – jak to w Giant Days.
W tomie szóstym wraca także wątek dziwacznego, szpiegującego dziewczyny sąsiada. Czy okaże się on jednak miłym człowiekiem, który po prostu jest samotny, jak pragnie tego romantyczna dusza Esther? A może będzie tak naprawdę złem wcielonym? No cóż… z sąsiadami to nigdy nic nie wiadomo. Zresztą – nietypowy sąsiad może być okazją do tego, by Susan, Esther i Daisy pokazały, że są już dorosłe i potrafią się jak dorosłe zachować. Proszona, bardzo dorosła kolacja z dawno niewidzianymi przyjaciółmi (bo jakoś nikt ostatnio nie ma czasu się spotykać; każdy zajęty jest swoimi sprawami i swoimi romansami) może być doskonałą okazją do wykazania się dojrzałością. Czy jednak aby na pewno?

Nie wariuj, Daisy to na razie ostatni wydany w Polsce tom Giant Days. Jeśli jednak (na co mam szczerą nadzieję) wydawnictwo Non Stop Comics na tym nie poprzestanie, to przed nami jeszcze wiele tomów dobrej zabawy. Ja będę wyczekiwała kontynuacji z pewnością, bo seria Johna Allisona z ilustracjami Maxa Sarina (wcześniej Lissy Treiman) potrafi w mgnieniu oka sprawić, że zapomnimy o drobnych kłopotach, przenosząc się do zwariowanego świata trzech studentek – cynicznej i złośliwej, uroczo naiwnej i porządnej, a także romantyczno-gotyckiej. Na zbliżające się, jesienne słoty, a także majaczące w oddali mrozy i coraz dłuższe wieczory, lektura Giant Days będzie jak znalazł!
Fot.: Non Stop Comics
Przeczytaj także:
Recenzje poprzednich tomów Giant Days
![Potrzebne błędy – J. Allison, M. Sarin, L. Fleming, W. Cogar – "Giant Days – 5 – Jak nie teraz, to kiedy?" [recenzja] jak nie teraz to kiedy?](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/gd5.jpg)
![Gotyckie insygnia – J. Allison, M. Sarin, L. Fleming, W. Cogar – "Giant Days – 4 – Przepraszam, że cię zawiodłam" [recenzja] przepraszam że cię zawiodłam](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/gd4.jpg)
![Na wskroś dziewczyńsko – J. Allison, M. Sarin, W. Cogar – "Giant Days – 3 – Bycie miłą nic nie kosztuje" [recenzja] bycie miłą nic nie kosztuje](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/Giant-Days-3.jpg)
![Takie nasze - J. Allison, L. Treiman, M. Sarin - "Giant Days - 2 - Obudźcie mnie, jak będzie po wszystkim" [recenzja] giant days](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/giant-days-2.jpg)





