Recenzje,Seriale

Siła kobiet – S. Grant, M. Chabon, A. Waldman – „Niewiarygodne” [recenzja]

niewiarygodne
niewiarygodne

Mam wrażenie, że ostatnimi czasy seriale kryminalne przeżywają swoisty renesans. Czy wynika to z tego, że jest to tematyka, która zawsze ma do zaoferowania coś niebanalnego, czy po prostu z naszej ludzkiej natury, która nieco na przekór sobie lubi mroczne opowieści – nie wiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że w tej kategorii wybór produkcji jest przeogromny i każdy fan gatunku bez problemu znajdzie coś dla siebie. Dużym powodzeniem cieszą się ostatnio zwłaszcza seriale true crime, które nie tylko opowiadają o prawdziwej historii, ale po prostu nią są, przedstawiając autentyczne wydarzenia i prawdziwych ich świadków i bohaterów, a nie jak typowy serial – aktorów. Niektóre z nich, jak chociażby Schody, kręcone były latami, by finalnie i tak nie mieć konkretnego, satysfakcjonującego zakończenia… ponieważ samo życie go nie zaoferowało. I choć jeden z nowszych tytułów Netflixa – Niewiarygodne – nie należy do true crime, to jego podwaliny stanowią autentyczne wydarzenia i tytuł ten powinien zainteresować zarówno fanów kryminalnej fikcji, jak i łasych na opowieści oparte na faktach. I choć najpopularniejszy polski serwis filmowy uparcie twierdzi, że serial Niewiarygodne jest dramatem, to spełnia on wszystkie wytyczne gatunku, jakim jest kryminał i – co najważniejsze – tak też się go ogląda. Inspiracja prawdziwymi wydarzeniami natomiast podkręca jedynie nasze zainteresowanie i zaangażowanie w śledztwo.

Serial Niewiarygodne rozgrywa się w dwóch liniach czasowych – w 2008 roku i trzy lata później – w 2011. Bohaterką tej pierwszej, od której w zasadzie wszystko się zaczyna, jest nastoletnia Marie Adler, grana przez Kaitlyn Dever (Szkoła melanżu, Mój piękny syn). Dziewczyna nie miała ani nie ma łatwego życia. Jako sierota tułała się od jednego domu zastępczego do drugiego. Kiedy ją poznajemy, mieszka w ośrodku, który ma za zadanie pomóc takim osobom jak ona rozpocząć dorosłe, samodzielne życie. Choć ma nadzór i pomoc, to zapewniony jej zostaje również własny kąt w postaci niewielkiego mieszkania. Marie pracuje także w sklepie z artykułami gospodarstwa domowego. Niestety nie mamy okazji poznać bohaterki sprzed tragedii, jaka ją spotyka, dlatego możemy tylko snuć domysły, czy – i jak bardzo – zmieniły ją wydarzenia pewnej nocy. Nocy, od której wszystko się zaczyna. Wtedy to Marie po długiej rozmowie telefonicznej z byłym chłopakiem, a obecnym przyjacielem, kładzie się spać. Jest późno, choć niektórzy powiedzieliby, że raczej wcześnie – to przecież okolica 3, 4 nad ranem. Wtedy do mieszkania dziewczyny włamuje się mężczyzna w masce i gwałci Marie. Robi jej także zdjęcia. Po wszystkim wychodzi i znika bez śladu. O tym wszystkim dowiadujemy się z mglistych wspomnień dziewczyny i jej – wielokrotnie powtarzanych – zeznań na policji.

Na początku nic nie wskazuje kierunku, w jakim wkrótce skręcą wydarzenia. Jednak Marie Adler, zmęczona, będąca wciąż w szoku i przesłuchiwana raz za razem, przez kolejne osoby, a także poddana odpowiednim badaniom, zaczyna… plątać się w swoich zeznaniach. Śledczych niepokoi fakt, że każda z osób, z którymi Marie kontaktowała się już po napaści, zna nieco inną wersję wydarzeń. Różnią się one nieznacznymi szczegółami, ale jednak się różnią. I być może detektywi zrzuciliby to na karb tego, co przeżyła dziewczyna, gdyby nie spotkanie z jedną z zastępczych matek Marie. Judith opowiada policjantowi o trudnym dzieciństwie osieroconej dziewczyny, zwraca także uwagę na to, że Marie jako ofiara gwałtu zareagowała dość specyficznie – nie wykazując większych emocji. To skłoniło detektywa do zwątpienia w to, że do jakiegokolwiek gwałtu doszło. Kolejne przesłuchania Marie Adler zakrawają na farsę. Choć śledczy starają się być uprzejmi i delikatni, ostatecznie – choć trzeba przyznać, że nie do końca świadomie – zmuszają dziewczynę do kłamstwa. Wkrótce Marie sama nie wie już, co z tamtej nocy wydarzyło się naprawdę, co było tylko snem, a co tylko jej się wydawało. Wszystko to jednak obraca się przeciwko dziewczynie – znajomi odwracają się od niej, gdy dowiadują się, że kłamała o gwałcie, również przybrane matki traktują ją z dystansem. Nawet w pracy młoda kobieta odczuwa skutki tego, co się wydarzyło… lub nie.

W 2011 roku detektyw Karen Duvall przyjeżdża na uniwersyteckie miasteczko i przesłuchuje Amber (w tej roli znana z filmu Kluseczka Danielle Macdonald), która twierdzi, że została zgwałcona. Jej przypadek zostaje poważnie potraktowany, a do samej studentki zarówno Karen, jak i badający ją lekarze odnoszą się z troską i szacunkiem. Duvall bardzo angażuje się w sprawę i zależy jej na schwytaniu sprawcy. Niestety okazuje się, że włamywacz i gwałciciel doskonale zatarł po sobie ślady. Do tego stopnia wyprzedził policję, że po wszystkim kazał wziąć ofierze długi prysznic. To plus fakt, że mężczyzna robił swojej ofierze zdjęcia, a gwałt był kilkukrotny, są dość nietypowe, a jednak tylko przypadek sprawił, że Karen dowiedziała się o podobnym przypadku gwałtu, w zupełnie innym mieście, w którym sprawę badała detektyw Grace Rassmusen (Toni Colette). Ów „przypadek” to mąż Karen, również policjant, który swego czasu pracował z Grace i zapamiętał przypadek gwałciciela i pewne szczegóły z nim związane. W ten sposób kobiety spotykają się, wymieniają informacjami i szybko dochodzą do wniosku, że szukają tego samego człowieka. Minie jednak wiele czasu nie tylko, zanim kobiety odnajdą zwyrodnialca (przy okazji docierając do kolejnych ofiar i zacieśniając więzy), ale przede wszystkim – zanim dotrą do przypadku Marie Adler.

Serial Niewiarygodne oparty jest na prawdziwej historii i chyba to przeraża podczas seansu najbardziej. Zwłaszcza kiedy oglądamy wydarzenia dziejące się w roku 2008. Życie Marie Adler rozpada się kawałek po kawałku, choć z początku mogą się to wydawać błahe rzeczy. Najbardziej smuci fakt, że zdecydowanie wpływ na traktowanie i wiarygodność dziewczyny miał fakt jej wychowania i statusu społecznego. Zapewne, gdyby pochodziła z szanowanej, pełnej rodziny, zostałaby potraktowana zupełnie inaczej. Tymczasem to, że miała trudne dzieciństwo, tułając się od jednego domu zastępczego do drugiego, a także rzucona pochopnie opinia jednej z jej “matek” wystarczyły, by jej prawdomówność w oczach innych rozpadła się w drobny mak. Do tego dochodzi również fakt, że Marie nie zachowywała się – według innych – tak, jak na ofiarę gwałtu przystało. Argument godny pożałowania, bo przecież ilu ludzi, tyle reakcji, zwłaszcza na tak odciskające na nas piętno i szokujące wydarzenia, ale historia już nie raz pokazywała, że to było, jest i będzie jeszcze nie raz brane pod uwagę. Podobnie działo się przecież podczas – głośnej nie tylko we Włoszech, ale i na całym świecie – sprawy Amandy Knox, gdzie zarówno policja, jak i opinia publiczna „uczepiła” się właśnie nietypowej podobno reakcji dziewczyny, upatrując się w niej winy.

Marie Adler każdorazowo przesłuchiwana była przez mężczyzn. I być może miało to spore znaczenie, bo zarówno Grace, jak i Karen, kolejne ofiary, z którymi rozmawiały, traktowały zupełnie inaczej. Podchodziły do nich z szacunkiem, ze spokojem, z empatią i cierpliwością. Obydwie panie detektyw to cholernie twarde babki, które bardzo mocno zaangażowały się w sprawę seryjnego gwałciciela. Co prawda ani razu nie zostaje to powiedziane wprost, ale widz domyśla się, że zarówno starszej stażem, jak i młodszej koleżance po fachu było niełatwo odnaleźć się w zawodzie, bądź co bądź, zdominowanym przez mężczyzn i który od lat niezmiennie kojarzy się jako typowo męski. Niewiarygodne opowiadają więc również przy okazji o roli kobiety w męskim świecie. Kilkukrotnie zostaje poruszony ten temat, chociażby wtedy, gdy kobiety rozmawiają o statystykach dotyczących policjantów, a także przemocy w rodzinie  – jak również wyciąganych konsekwencji. Serial Netflixa nie jest jednak moralizatorski ani nie wpycha nam na siłę żadnej tezy czy nawet ogólniej – problematyki. Wszystkie dodatkowe tematy, jakie zostają poruszone przy okazji głównego wątku – poszukiwania seryjnego gwałciciela – są uzasadnione i zostały bardzo naturalne wplecione – czy to ogólnie w serial, czy bardziej konkretnie – w dialogi.

Omawiając serial Niewiarygodne, nie można pominąć kwestii aktorstwa. Twórcy serialu postawili na jedno bardzo znane w filmowym światku nazwisko (Toni Collette), jedno znane, ale nie aż tak bardzo, jak poprzednie (Merritt Wever) i jedno o wiele mniej znane, choć po występie w produkcji Netflixa być może się to zmieni (Kaitlyn Dever). Najmłodsza z trójki aktorek wcielających się w główne role, czyli wspomniana Kaitlyn Dever, ma na swoim koncie kilka ról w ciekawych produkcjach (Cudowne tu i teraz, Mój piękny syn) jednak były to zazwyczaj role drugo- i trzecioplanowe. W Niewiarygodnych wciela się w skomplikowaną postać, bo Marie Adler ma z jednej strony wzbudzać naszą sympatię, a z drugiej strony jako widzowie mamy mieć pewne wątpliwości co do jej prawdomówności – a przynajmniej do pewnego czasu. Dwudziestodwuletnia aktorka bardzo – nomen omen – wiarygodnie wcieliła się w młodą kobietę, która stara się, jak może, by ułożyć sobie życie, lecz cały czas daje o sobie znać jej przeszłość i pech, który zdaje się ją prześladować. W pewnym momencie kobieta stwierdza, że mniejszym złem będzie skłamanie i narażenie się na krytykę opinii publicznej niż tłumaczenie się z tego, co ją spotkało, udowadnianie, że jest ofiarą i przeżywanie strasznej nocy od nowa – raz za razem, bo każdy rozmówca wymaga, by osobiście, ze wszystkim szczegółami opowiedziała o tym, co ją spotkało. Pozornie Dever nie otrzymała wymagającej roli, jednak są to właśnie tylko pozory. Młoda aktorka zagrała tak, byśmy z jednej strony ostatecznie jej uwierzyli i współczuli, a z drugiej, żebyśmy mimo wszystko w jakimś stopniu rozumieli, skąd zdziwienie jej przybranych matek dotyczące reakcji ofiary. Marie Adler w wykonaniu Kaitlyn Dever jest więc z jednej strony pewna siebie, arogancka i nieco „olewatorska”, z drugiej widzimy ją jako skrzywdzoną, przestraszoną i żyjąca w przekonaniu, że nic dobrego już jej nie spotka i że zawsze, już na starcie, będzie na straconej pozycji. Myślę, że została do tej roli dobrana idealnie. Również wygląd aktorki ma tu niemałe znaczenie – Marie nie wygląda ani na dziecko, ani na kobietę, a ten wiek pomiędzy sprawdza się w tym wypadku idealnie i tłumaczy wiele zachowań dziewczyny.

Tonie Collette wcielająca się w doświadczoną i bezkompromisową Grace Rasmussen, a także Merritt Wever grająca równie ambitną, lecz delikatniejszą w obyciu i mającą krótszy staż w policji, Karen, świetnie wywiązały się ze swojego zadania. Ich postaci są zarówno podobne do siebie, jak i bardzo różne. Obie traktują pracę bardzo poważnie, choć Grace, która jadła chleb z o wiele większej ilości pieców niż Karen, podchodzi do wielu spraw bardziej sceptycznie. Collette ostatnio zyskała rozgłos i uznanie widzów i krytyków rolą w filmie Dziedzictwo. Hereditary (którego jeszcze nie widziałam), a w produkcji Niewiarygodne udowadnia, że absolutnie nie jest aktorką jednej roli czy gatunku. Jej ekspresja, a także bardzo wyrazista uroda wspaniale kontrastują z delikatnością, jaką Wever wnosi do granej przez siebie, młodszej detektyw. Kobiety tworzą więc na ekranie świetny duet i czuć między nimi chemię, która jednak rozwija się stopniowo – a co za tym idzie – bardzo naturalnie. Takie duety rzadko spotyka się na ekranie w wykonaniu dwóch kobiet, co spowodowane jest zazwyczaj scenariuszem – najczęściej taka relacja przeznaczona jest albo dla dwóch mężczyzn (Green Book, Sherlock Holmes), albo dla kobiety i mężczyzny (Broadchurch, The Killing). O ile od postaci granej przez Collette bije determinacja i niesamowita energia (nietrudno wyobrazić ją sobie jako będącą zawsze w centrum uwagi i liderkę grupy), o tyle od Karen wykreowanej przez Merritt Wever bije ciepło, spokój i opanowanie. Obie jednak są świetne w tym, co robią, a obie aktorki potrafiły kompetencję i determinację swoich postaci świetnie oddać na ekranie.

Serial Niewiarygodne dotyka tematyki nie tylko samego gwałtu i cierpienia kobiet, które padły jego ofiarą, ale bardzo subtelnie porusza również – jak już wspomniałam – problematykę, jaką jest rola kobiety w społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn. Jest to temat dość mocno ostatnio nagłaśniany, jednak w produkcji Netflixa wszystko wypada niezwykle naturalnie. Pochwalić należy również za to, że w przeciwieństwie do wielu filmów i seriali kryminalnych to ofiary i ich próba normalnego życia po ataku są najważniejsze, a nie ścigany przez policję zwyrodnialec. Sam włamywacz i gwałciciel jest tutaj – słusznie zresztą – zepchnięty na margines. Mało się o nim mówi i traktuje raczej jak śmiecia (którym zresztą jest) niż jako geniusza zbrodni, któremu poświęcone są osobne segmenty narracyjne. Podobną taktykę widziałam ostatnio w poruszającym filmie Utoya, 22 lipca (również opartym na faktach), w którym morderca otrzymał jeszcze mniej czasu ekranowego, podczas gdy całkowicie skupiono się na ofiarach, by oddać im hołd.

niewiarygodne

Prowadzony na dwóch liniach czasowych serial opowiada o tym, jak wygląda intensywna praca dwóch pań detektyw, które robią wszystko, by złapać gwałciciela, a także jest opowieścią o tym, jak po gwałcie próbują normalnie żyć kobiety, które padły jego ofiarą. Wśród nich są natomiast zarówno młodsze, jak  i o wiele satrsze kobiety. Łączy je jedno – wszystkie w chwili ataku były same i nie miał ich kto ochronić. I choć za każdym razem, gdy policjantki odwiedzają poszkodowane, te – opowiadając o wydarzeniach – wydają się spokojne i opanowane, to jednak w odpowiednich momentach serialu widzimy, jak mocno zostało zmienione ich życie i jak trudno im powrócić do tego sprzed gwałtu. To z kolei uczy nas jeszcze jednej ważnej rzeczy – bez względu na reakcję, bez względu na to, jak ktoś pozornie radzi sobie po tragedii – gwałt nie jest byle czym i na zawsze odciska piętno na ofierze. Trzeba obejrzeć Niewiarygodne do samego końca, by zobaczyć, jak opowiada o tym sam serial. I o tym, że siła kobiet potrafi być niewiarygodna.

niewiarygodne

Pomijając doskonałe aktorstwo, fakt, że produkcja Netflixa została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, a także trudną i ważną tematykę, nie można zapomnieć także o tym, jak Niewiarygodne sprawdzają się jako serial. W tej kwestii natomiast nie pozostaje mi nic innego, jak napisać, że ten ośmioodcinkowy kryminał wciąga już od pierwszego odcinka, doskonale trzyma w napięciu i mocno angażuje widza emocjonalnie. Najważniejsze postaci zostały świetnie rozpisane, a przepaść czasowa (i nie tylko), jaka dzieli Marie a Grace i Karen, podtrzymuje nasze zainteresowanie i sprawia, że w wielkim napięciu czekamy na to, by ich drogi w końcu się przecięły. Serial daje nam także wgląd w prowadzenie śledztwa, choć pod tym kątem nie wybija się na tle jemu podobnych. Nie to jednak jest jego siłą. Skupienie się na ofiarach i siła kobiet – to chyba dwa najmocniejsze fundamenty Niewiarygodnych. Fundamenty, na których dźwiga się obraz dopracowany, wciągający, bardzo dobrze zrealizowany i podchodzący do tematu w sposób, który może nie jest niczym nowym, ale też nie spotykamy się z nim na co dzień. Niewiarygodne warto obejrzeć – zarówno jeśli jesteśmy fanami kryminalnych seriali, jak i w przypadku, kiedy nie do końca coś nam w nich pasuje. Kto wie, może to właśnie Niewiarygodne okażą się w tym gatunku dziełem dla nas kompletnym. Radziłabym także nie sugerować się tymi lapidarnymi opisami produkcji znajdującymi się w internecie, ponieważ te mogą wprowadzać przyszłego widza w błąd.

niewiarygodne

Fot.: Netflix

Ocena ogólna8.5
8.5Ocena ogólna
Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!