Czy kiedy mowa o konflikcie pokoleń, można mówić o absolutnej racji którejkolwiek ze stron? Czy młodzi i starzy już na zawsze skazani są na przebywanie na płaszczyźnie nieporozumienia? Młodość ma swoje prawa (zazwyczaj do szaleństw, głupot i popełniania błędów), starość chwali się mądrością i doświadczeniem. Jedni czują się lepsi od drugich. Paradoksem jest, że przecież niemal każdy z nas stanie kiedyś po każdej z tych stron. Nie ma bowiem starości bez młodości i na odwrót. Mądrość i doświadczenie zawdzięczamy temu, że mogliśmy nauczyć się na błędach naszej młodości. Szaleństwa popełniane za czasów młodocianych mogły nimi być, bo wiedzieliśmy, że kiedyś trzeba będzie dorosnąć. Czy zabierając głos w konflikcie pokoleń, nie kłócimy się z samym sobą? Ze swoją niegdysiejszą, młodszą wersją lub swoją starszą, przyszłą wizją? To wszystko jest oczywiście mocno metaforyczne – dla nas, natomiast dla bohaterek Paper Girls stało się bardzo dosłowne. W piątym tomie cyklu dziewczyny trafią w końcu do czasów, w których przebywają ich najwięksi wrogowie – choć same nie zdają sobie z tego sprawy.
Erin, Kaje, dwie Tiffany (jej „teraźniejsza” i starsza, zamężna wersja) i Mac lądują tym razem w roku 2177. Choć to właśnie tak – futurystycznie, kolorowo i nowocześnie – wyobrażały sobie pod koniec lat 80. rok 2000 – ten, który miał być rzekomo końcem naszego świata. Wydarzenia, które wpłyną na rozwój akcji, będziemy obserwować z dwóch perspektyw – naszych młodocianych bohaterek, a także „starych”, wśród których znajduje się brodaty mężczyzna zwany Jahpo. Tak, dokładnie ten sam Jahpo, którego poprzednio dziewczyny uratowały, gdy był niemowlakiem, przed jego brutalnymi ojcami. Tylko że tego Erin i jej przyjaciółki jeszcze nie wiedzą – w przeciwieństwie do nas.

W piątym tomie Paper Girls powróci także Wari, matka Jahpo, która może okazać się dla dziewczyn bardzo pomocna. Zostanie wspomniana również kobieta z przyszłości, która w pierwszym tomie została przez nasze bohaterki przypadkowo zgładzona, a na którą tutejsi (czy może raczej: „obecniejsi”) mówią Przeorysza. Czy jednak czyny roznosicielek, które nie miały pojęcia, co robą ani co się wokół nich dzieje, powinny zaważać na ich przyszłości? Czy powinny za nie odpowiadać? Zwłaszcza że były pewne – i nadal są – iż grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo, w dodatku nie miały się do kogo zwrócić, bo wszyscy dorośli przecież zniknęli… Czy można winić Erin, Kaje, Tiff i Mac, że robią wszystko, co w ich mocy, aby wrócić do domu?
Rok tak odległy od czasów bohaterek, jak właśnie 2177, jest dla nich niemałym szokiem. Już pierwszy rzut oka na budynki i otoczenie, sprawia, że można złapać się za głowę. Taki przeskok w czasie z pewnością przytłacza i może przyprawić o panikę, jednak… Nawet w tej sytuacji znajdują się jakieś plusy. Dostrzega je zwłaszcza Mac, która wciąż nie może się pogodzić (nic zresztą dziwnego) z faktem, że nie dożyje dorosłości, pokonana przez białaczkę. Najbardziej pyskata z dziewczyn zakłada, że skoro technika i wszystko inne poszło tak bardzo do przodu, a ludzkość osiągnęła tak wiele (jak choćby podróże w czasie), to może wynaleziono również lek na jej chorobę. I choć jest to wielce prawdopodobne, Erin i dwie wersje Tiffany sądzą, że mają ważniejsze zadanie do wykonania (powrót do domu) i na szukanie lekarstwa nie ma czasu. Jako jednak, że Mac nie odpuszcza, a Kaje ją popiera, nasze bohaterki rozdzielają się (a to, jak wiemy, nigdy nie prowadzi do niczego dobrego) i ruszają na poszukiwania – jedna grupa lekarstwa, druga drogi do domu. Obie uzbrojone są jedynie w krótkofalówki i własną brawurę.

Piąty tom Paper Girls w końcu przyniósł nam kilka odpowiedzi, jednak wciąż sprawa konfliktu pokoleń jest dla nas niejasna. Kto tak naprawdę walczy i o co? Co jest na szali i ile tak naprawdę jest stron konfliktu? Czy logo jabłka jest tak ważne, jak mogło się na początku wydawać? Na tle przygód kilku dziewczyn ukazane są w całej serii problemy związane z dojrzewaniem, przyjaźnią, poszukiwaniem własnej tożsamości. W ciekawy sposób przedstawione zostaje to, jak życie weryfikuje nasze plany i jak bardzo moglibyśmy się zdziwić, spotykając swoją wersję z przyszłości. Okazuje się bowiem, że los ma dla nas o wiele zwyklejsze przeznaczenie niż to, które sami sobie wymarzymy. Ciekawie również obserwuje się oczami dziewczyn zmiany, jakie zaszły na świecie. Zmiany, które dla nas następowały powoli i stopniowo, dla nich okazują się niemałym szokiem. Komiks Briana K. Vaughana oferuje więc nie tylko wartką akcję, ale także intrygujące zaplecze problematyki. Warto po niego sięgnąć i zagubić się na chwilę w czasie. Już za miesiąc (27 listopada) wydany zostanie u nas szósty, ostatni (!) tom, więc jest to idealny czas, by nadrobić poprzednie tomy, jeśli do tej pory nie mieliście okazji.
Fot.: Non Stop Comics
Przeczytaj także:
Recenzje poprzednich tomów Paper Girls
![Bardzo smaczne jabłko - Vaughan, Chiang, Wilson, Fletcher - "Paper Girls - 2" [recenzja] paper girls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/07/paper-girls-2.jpg)
![Zaglądając w przyszłość – Brian K. Vaughan, Cliff Chiang – „Paper Girls – 4” [recenzja] paper girls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/PP4.jpg)
![Ani jednego chłopaka - Brian K. Vaughan, Cliff Chiang - "Paper Girls - 1" [recenzja] paper okładka](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/03/paper-okładka.jpg)
![Nie takie zwykłe kobiety - Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch - "Rat Queens - 1 - Magią i maskarą" [recenzja] rat 1](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/04/rat-1.jpg)
![Dzieciństwo się skończyło - Vaughan, Chiang, Wilson, Fletcher - "Paper Girls 3" [recenzja] paper girls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/07/paper-girls-3-455x300.jpg)


